Jak powszechnie wiadomo, na placu Juranda w Szczytnie powstała strefa kibica, a w związku z nią parkowanie zostało tam zabronione, także wzdłuż kwietników, które oddzielają strefę od reszty przyległości - fot. 1. Przyzwyczajenie oraz stare nawyki mają jednak wielką siłę, dlatego też za znakiem zakazu postoju, co widać na zdjęciu, nieprzepisowo parkują samochody, a naliczyliśmy ich aż siedem. Co jakiś czas, niekiedy nawet kilka razy na dzień w tym miejscu pojawiają się funkcjonariusze czy to policji, czy straży miejskiej i dalej, łapią nieszczęsnych kierowców łamiących przepisy, karząc ich mandatami – fot. 2.
Mieliśmy w związku z tym mnóstwo skarg, że zakaz wprowadzono znienacka, że w takim przypadku powinny stać obok jakieś większe tablice z ostrzeżeniem, że nie wolno w tym miejscu zatrzymywać pojazdów. A poza tym, to transmisje nie są przecież codziennie, a jeśli już, to na ogół wieczorem, więc w czasie pozameczowym plac powinien być udostępniony do postoju - donice i stoły zabrane, bo wiadomo w mieście parkingów brakuje.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Jednak władze miejskie nie są skłonne ruszać donic i stołów piwnych wraz z ławkami, bo jak tłumaczą nam, miasto nie ma własnych środków transportowych i każdorazowo, gdyby chciano plac oczyścić po meczach, trzeba by wynajmować firmę transportową, a to niosłoby za sobą spore koszty. Są to raczej wymówki, bo po odpadnięciu polskiej drużyny strefa kibica to już nie to, co było podczas meczów grupowych. Teraz pod telebim przychodzi tylko garstka najbardziej fanatycznych kibiców – fot. 3. Dlatego też można byłoby ją znacznie zmniejszyć, albo gdy nie ma transmisji stoliki, ławki oraz donice po prostu zsunąć w kąt, np. pod telebimem, dzięki czemu reszta placu byłaby wolna i byłoby gdzie parkować.
NOWA ORGANIZACJA RUCHU
Jeszcze do niedawna zaraz za skrzyżowaniem ul. Żeromskiego z Targową stał znak zakazu wjazdu wszelkich pojazdów samochodowych, a obecnie stoi zupełnie inny - „ślepa ulica” - fot. 4. Wskutek tych zmian można jechać nieomal do samego końca ul. Żeromskiego, ale wyjechać na ul. 1 Maja już nie wolno! Trzeba albo wjechać na parking za kolekturą lotto przy cukierni, albo przy pralni chemicznej lub skierować się dalej w głąb blokowiska znajdującego się przy ul. Polskiej za i obok księgarni.
To właśnie głównie dla wygody mieszkańców tych bloków na wniosek radnego Malinowskiego zmieniono organizację ruchu na ul. Targowej, bo dotąd mieli oni dojazd tylko z jednej strony, od ul. 1 Maja, co było dość uciążliwe. Poza tym korzyść mają i inni, gdyż łatwiej teraz dojechać do sklepów i placówek usytuowanych przy tym udostępnionym dla ruchu w obie strony odcinku ulicy. Wątpliwości budzi natomiast utrzymanie płynności ruchu od strony ul. 1 Maja, ponieważ na tym przejezdnym odcinku ul. Żeromskiego parkuje sporo samochodów.
- Jeśli będzie to wąskie gardło, wprowadzimy zakaz zatrzymywania pojazdów – obiecuje inspektor Wiesław Kulas z UM i dodaje, że odcinek ów jest pod ciągłą obserwacją.
POPRAWKA ZNA GORSZE
No tak, we wspomnianą ul. 1 Maja skręcać nie wolno, choć jeśli przypatrzymy się oznakowaniu u jej wylotu to nic takiego z niego nie wynika - fot. 5.
Widzimy tu jedynie błękitną tarczę z białym trójkątem oznaczającym przejście dla pieszych, a co z zakazem ruchu? Czyżby jacyś niezadowoleni kierowcy go usunęli? Nic takiego, stoi on, tyle że jest kompletnie niewidoczny, gdyż zasłania go szyld kolektury lotka. Teraz uwaga - z chwilą ustanowienia nowej organizacji był on doskonale widoczny, bo wisiał niżej. Jednak kilka dni potem, jak informują nas mieszkańcy ulicy, zjawiła się ekipa „specjalistów” i podniosła znak nie wiadomo dlaczego. Dodajmy jeszcze, że słupek podtrzymujący tarczę tkwi na środku chodnika.
- Zamiast męczyć się z jego wbijaniem w chodnik, można było go zawiesić na wysięgniku mocowanym do ściany budynku - podpowiada nam przypadkowy przechodzień, dodając że nie byłby on wówczas zawalidrogą. Mało jednak i tego, bo kolejny znak stojący na wyjeździe z blokowiska od strony pralni chemicznej ustawiono także niefortunnie, tuż pod koroną wielkiego drzewa, przez co znikł on w listowiu - fot. 6. A przecież jest to oznakowanie istotne, bo nie tylko nakazujące ustąpienie pierwszeństwa przejazdu, ale i wykonanie skrętu jedynie w prawo. No i takimi oto niefrasobliwymi posunięciami nieźle spaprano dobrą robotę i jak tu chwalić miasto za, wydawałoby się, pożyteczną inicjatywę.
PSI PROBLEM
Od wielu, wielu lat miasto usiłowało rozwiązać problem z psimi kupami zalegającymi nie tylko na chodnikach, ale i wszelkich zielonych skwerkach czy parkach miejskich, no i niestety, dotąd nic nie wymyślono. Temat ów nawet dostał się na jedną z okładek „Kurka” i nic... Nareszcie mamy w mieście coś takiego - fot. 7. Jest to tzw. psia stacja, czyli punkt gdzie nie tyle można, ile należy umieszczać psie odchody.
Takich stacji mamy w mieście na razie trzy, ale zaraz pojawią się następne, bo już są zamówione, a potem pewnie i kolejne. Nie jest to jednak inicjatywa władz miasta a Spółdzielni Mieszkaniowej „Odrodzenie”. Chociaż ma ona zdecydowanie mniej zielonych terenów niż miasto, postanowiła w końcu zrobić porządek z psim problemem i zakupiła owe stacje, za circa 1000 zł za sztukę.
- Są one specjalnie malowane na żółto, aby widoczne były z daleka i nikt nie wymigiwał się, że nie zauważył urządzenia - mówi Krzysztof Krakowski, prezes spółdzielni „Odrodzenie”. Choć stacje stoją niedługo, zaledwie od kilkunastu dni widać, że mieszkańcy korzystają z nich. No tak, teraz przydałoby się aby i miasto poszło w ślady spółdzielców. Te jednak nie kwapi się z własną inicjatywą, choć wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk mówi nam, że urzędnicy będą się przyglądali psim stacjom i jeśli okaże się, że rozwiązują one problem z psimi odchodami, urząd rozważy postawienie własnych.
{/akeebasubs}
