Akurat tej zimy pierwszy śnieg mocno się spóźnił i nie dane było nam w pełni rozkoszować się widokiem świątecznej miejskiej iluminacji w białej oprawie.

 

Święta, święta i już poNiestety, wraz z opadami lampki były zdejmowane z drzew. Pozostały jedynie, ale i to na krótko, świetlne sznury nad placem Juranda i na ul. Żwirki i Wigury. Rzecz w tym, że w tych miejscach wisiały one wysoko, więc ich demontażem musiała się zająć specjalistyczna brygada z Ostródy.
Pracownicy, jak nam powiedzieli, są przeszkoleni do prac wysokościowych, no i mają odpowiednie uprawnienia. Oczywiście wszystko odbywało się z należytą asekuracją i użyciem alpinistycznego sprzętu.

 

 

COROCZNE ZASKOCZENIE

Skoro popadło pierwszy raz tej zimy, wiadomo, nie mogło obejść się bez zaskoczenia służb drogowych. Niby były i są one przygotowane, dawno już zgromadziły odpowiednie środki  oraz wyszykowały sprzęt, ale mimo to do walki z żywiołem przystąpiono z opóźnieniem.  W poniedziałkowy ranek 11 stycznia chodnik pod ratuszem od strony głównego wejścia  (ul. Sienkiewicza) do godz. 9.55 pozostawał nietknięty.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 
Co ciekawe, pierwsze maszyny odśnieżające trotuary pokazały się na Kamionku. Tam w ów poranek widzieliśmy traktor zmagający się z żywiołem na chodniku łączącym tę miejscowość z obszarem miejskim. 
Dopiero nieco później pojawiły się pługi także na miejskich chodnikach i ulicach, m. in. na ul. Lidzbarskiej. Tam powstał tego rodzaju kłopot, że na skrzyżowaniach z ul. Gdańską oraz Mieszka I po przejechaniu maszyny utworzyły się śnieżne muldy, które nieomal zablokowały drogę.
Redakcję alarmowali o tym Czytelnicy, ale jak zjawiliśmy się na ulicy, akurat zażegnano ów problem.

ZIMOWE SYMBOLE

Kiedy prószy z nieba, to na szczęście mrozy puszczają. A odpuściły do tego stopnia, że śnieg stał się lepki, doskonały do toczenia śnieżnych kul (potężne takie twory leżą nad miejską plażą) lub lepienia bałwanków. Zwykle widać je w przydomowych ogródkach, czy w obrębie blokowisk, ale ostatnio kilka śnieżnych postaci pojawiło się w dość nieoczekiwanych miejscach, np. tuż przy ul. Poznańskiej. Stoi tam parka (on i ona?), sprawiająca wrażenie jakby pilnowała ruchu drogowego. Nie są to jakieś doskonałe formy w sensie artystycznym, bo i ulepione zostały przez niewprawne jeszcze ręce dzieci mieszkających w okolicy.

MIŚ POLARNY

Prawdziwie artystycznie wykonaną śnieżną figurę można podziwiać w Nowym Gizewie. Przypomnijmy, że zimą 2012 r. pisaliśmy o tamtejszym wielkim, bo ponad dwumetrowym Mikołaju ze śniegu, który dodatkowo dźwigał moc świątecznych prezentów. W tym roku, w tym samym miejscu pojawił się  ogromny polarny miś. Jest to dzieło pani Ewy Bielskiej i jej taty, który jak mówi córka, ma nie tylko talent plastyczny, bo jeszcze pasjonuje się fotografią. - Wspólne lepienie śniegowych postaci to już 11-letnia tradycja – wyjaśnia nam pani Ewa. Dodaje, że co roku powstaje inna postać. Już samo tworzenie figury daje jej ogromną satysfakcję, ale tak naprawdę robi to ku uciesze dzieci. Prowadzi bowiem Centrum Terapii i Rozwoju „Kroki”, którego pacjentami są właśnie milusińscy. Czasami figura przysparza  pewnych kłopotów - zajęcia się opóźniają, bo dzieci najpierw chcą mieć zdjęcie na tle wielkiego śniegowego misia.

ELEKTROZAGADKA

Jeden z naszych Czytelników, pan Adam, mieszkaniec okolic dworca kolejowego, zwrócił nam uwagę na latarnie uliczne stojące pośrodku ul. Linki  - chodzi o jej dwujezdniowy odcinek. W związku z tym lampy mają podwójne klosze. Pomijając fakt, że pierwsza, patrząc na zdjęcie, „oświetla” tylko lewą jezdnię, to i tak widać, że coś tu nie jest w porządku. Mimo że żarówka w sprawnym kloszu świeci pełną mocą, ulica pod nią nie jest oświetlona. Fragment jezdni oznaczony na fotografii białym otokiem powinien być rozświetlony, gdy tymczasem  pozostaje ciemny. Dlaczego tak się dzieje? Mielibyśmy tu do czynienia z jakimś fenomenem optyczno-elektrycznym? Nic z tych rzeczy. Wyjaśnienie zagadki jest zupełnie proste.  Choć latarnia świeci, jej światło rozchodzi się jedynie na boki, bo wszystkiemu winne są... owady.  Ich szczątki w ogromnej liczbie zalegają w kloszu, więc jak światło ma się przebić przez taką zasłonę?
Ciekawostka
ku przestrodze:
W świecie, a także w naszym kraju, już powoli dokonuje się wymiana dotychczasowego oświetlenia ulicznego na nowoczesne latarnie z diodami LED. Okazuje się jednak, że ten niby ekologiczny wynalazek, bo zużywający wielokrotnie mniej energii elektrycznej, ma poważny minus i to paradoksalnie uderzający właśnie w naturalne środowisko. Ostatnio, jak podaje ESA (Ecological Society of America), naukowcy odkryli, że w porównaniu do tradycyjnych latarni ulicznych, te ledowe przyciągają o 50% więcej ciem i innych owadów, które w nocy lecą do światła. Jeśli oświetlenia tego typu będziemy używali masowo, to może ono wpłynąć znacząco na kształt ekosystemów. Chodzi o drastyczne zmniejszenie liczby owadów, przez co mogą zniknąć zwierzęta, które się nimi żywią. Dla wyjaśnienia dodajmy, że latarnia LED sama w sobie nie wyrządza owadom jakiejkolwiek krzywdy fizycznej. Rzecz w tym, że w jej pobliżu, jak i każdej innej, owady głupieją i krążą dookoła aż do wyczerpania, zamiast zajmować się czynnościami, które sprzyjałyby przetrwaniu gatunku, tj. zdobywaniem pożywienia i prokreacją.

NIEBEZPIECZNA DZIURA

Na skrzyżowaniu ul. Władysława IV z Władysława Jagiełły i Kazimierza Wielkiego zieje w jezdni spora wyrwa, zupełnie nie pasująca do tego iście królewskiego towarzystwa.
Ale żarty na bok, bo sprawa jest całkiem poważna. Dziura ulokowała się bowiem na  łuku drogi wiodącej od strony Nowego Gizewa, a tuż przed wjazdem we wspomnianą ul. Władysława IV.
Wpadnięcie w nią samochodem osobowym może nie tylko spowodować uszkodzenie zawieszenia. Znacznie groźniejsze jest co innego – wjechanie w nią w obecnych warunkach, gdy jezdnia bywa śliska może, a właściwie musi skończyć się poślizgiem. Nie trzeba chyba już dodawać, że utrata przyczepności, i to na skrzyżowaniu, jest szczególnie niebezpieczna.{/akeebasubs}