Festiwal Dni i Noce Szczytna wywołał mieszane uczucia. Z jednej strony impreza okazała się frekwencyjnym sukcesem, bo bilety na sobotni i niedzielny koncert rozeszły się jak świeże bułeczki. Nie zawiodły największe gwiazdy, takie jak Lady Pank, Hunter czy Pidżama Porno. Z drugiej jednak pojawiły się głosy krytyki, dotyczące organizacji imprezy.
BILETY JAK ŚWIEŻE BUŁECZKI
Pierwsza edycja Festiwalu Dni i Noce Szczytna już za nami. Tegoroczna impreza miała łączyć tradycję święta miasta z powiewem nowoczesności, stąd odwołanie się do festiwalowej formuły. Najważniejszą zmianą, a w zasadzie powrotem do przeszłości, było wprowadzenie biletów na sobotni i niedzielny koncert. Po raz ostatni za wstęp na imprezę trzeba było zapłacić w 2006 r. Choć ceny biletów ustalono na poziomie sprzed 19 lat – pojedynczy kosztował 40 zł, a karnet na oba koncerty – 70 zł, co nie jest wygórowaną stawką, to i tak część osób narzekała, że to powrót do dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Inni z kolei chwalili to rozwiązanie, bo dzięki niemu muzyczne wydarzenia przyciągnęły tych, którzy byli rzeczywiście zainteresowani występami swoich ulubionych wykonawców. Cena najwyraźniej nie odstraszyła fanów tegorocznych gwiazd imprezy. Bilety na oba koncerty wyprzedały się niczym świeże bułeczki. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ODMIENIONY ORSZAK
Powiewem nowości było już samo otwarcie imprezy. W tym roku orszak Juranda miał bardzo rozbudowaną formułę, bo uczestniczyli w nim członkowie lokalnych stowarzyszeń, w tym zrzeszających seniorów oraz przedstawiciele klubów sportowych. Pewnym rozczarowaniem dla stałych bywalców inauguracji Dni i Nocy okazało się to, że Jurand i jego najbliższa świata nie wjechali na plażę konno, tylko od głównego ronda przywędrowali tam pieszo.
GWIAZDY NIE ZAWIODŁY
Nie zawiodły muzyczne gwiazdy. Świętujący swoje 40-lecie Hunter dał blisko dwugodzinny koncert, podczas którego lider zespołu Paweł „Drak” Grzegorczyk otrzymał z rąk wiceministra Macieja Wróbla odznakę „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Muzyk przyznawał później, że było to dla niego zupełne zaskoczenie, bo wszystko do ostatniej chwili trzymano przed nim w tajemnicy. Gościnnie z jubilatami zaśpiewał m.in. Krzysztof Daukszewicz. Nie zabrakło chóru Kantata oraz lokalnych artystów – Natalii Pławskiej, Pawła Janiszewskiego oraz Kaliny i Błażeja Archackich.
Sobotni koncert był mieszanką stylów. Od rockandrollowego zespołu Koniec Świata przez bijącego rekordy popularności w internecie Smolastego po weteranów polskiej sceny, zespół Lady Pank. I to właśnie ta formacja rozgrzała publiczność do czerwoności. Jan Borysewicz i Janusz Panasewicz wraz z młodszymi kolegami, udowodnili, że nadal są w świetnej formie, a ich hity znają doskonale zarówno młodsi, jak i starsi. Muzycy oddali hołd zmarłemu tego dnia gitarzyście zespołu Maanam Ryszardowi Olesińskiemu, dedykując mu piosenkę „Zawsze tam, gdzie Ty”.
Z kolei w niedzielę na plaży można było usłyszeć solidną dawkę punk rocka w wykonaniu legendarnej Pidżamy Porno. Przy okazji wyszło na jaw, że lider zespołu, Krzysztof „Grabaż” Grabowski ma świetną pamięć, bo wspominał, że po raz ostatni muzycy grali w Szczytnie 25 lat temu. Po Pidżamie Porno pod sceną nastąpiła rotacja, bo fanów punkowego grania zastąpili miłośnicy rapu oczekujący na Grubsona. Finałowym akcentem trzydniowego festiwalu było laserowe widowisko przy dźwiękach skrzypiec, czyli Lin Violin Laser Show.
NIE TYLKO KONCERTY
Tegoroczna impreza charakteryzowała się większą niż w latach ubiegłych liczbą wydarzeń towarzyszących. Organizatorom chodziło o to, by miasto tętniło życiem nie tylko w czasie koncertów. Na temat tego, czy to się udało, zdania są podzielone. Faktem jest jednak, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie – z myślą o miłośnikach literatury zorganizowano spotkanie z pisarzem Jakubem Żulczykiem oraz targi książki regionalnej. Z kolei fani motoryzacji mogli podziwiać na dziedzińcu zabytkowe auta. Była też m.in. giełda winyli, stoiska leśników oraz żołnierzy z jednostki z Lipowca, atrakcje przygotowane przez Bank Spółdzielczy, a także wioska rycerska, zajęcia plastyczne i dmuchańce dla najmłodszych.
Nie zapomniano również o Krzysztofie Klenczonie. W niedzielę na scenie usytuowanej na pl. Juranda odbył się poświęcony mu koncert wykonaniu lokalnych artystów oraz zespołu kameralnego eQuantum Ansamble pod dyrekcją Pawła Panasiuka. O tym, że twórczość związanego ze Szczytnem muzyka wciąż jest bliska wielu osobom, świadczy dość wysoka frekwencja na tym muzycznym wydarzeniu.
ODCIĘTE „ZACISZE”
Nie obyło się jednak bez kontrowersji dotyczących głównie logistyki imprezy. Wśród wielu osób irytację wzbudził sposób, w jaki zamknięto teren, na którym odbywały się koncerty. Ci, którzy nie kupili biletów, nie tylko nie mieli w ciągu dnia wstępu na plażę oraz część ścieżki wokół dużego jeziora, ale też nie mogli skorzystać ze strefy gastronomicznej na orliku przy ul. Kasprowicza. Pretensje do organizatorów mieli także właściciele restauracji „Zacisze” Grażyna i Andrzej Albrechtowie. W sobotę zamknęli swój lokal, uzasadniając to w wydanym oświadczeniu tym, że, wbrew wcześniejszym ustaleniom, odcięto do niego dojazd i dojście. Dopiero po zdecydowanej interwencji restauratorów otwarto przejście przez dawną posesję straży pożarnej od strony ul. Kościuszki. Dziękujemy organizatorom za wspieranie lokalnego biznesu - podsumowali sarkastycznie w swoim oświadczeniu skierowanym do burmistrza Albrechtowie. Jak nam powiedzieli, sytuacja była dla nich o tyle przykra, że znaleźli się w gronie … sponsorów imprezy.
Organizatorzy takie a nie inne rozwiązania dotyczące logistyki tłumaczyli względami bezpieczeństwa, w tym koniecznością zapewnienia, w razie potrzeby, dojazdu służbom ratunkowych oraz rygorami wynikającymi z Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.
Ewa Kułakowska
