Rudziska Pasymskie to nie tylko jeden z piękniejszych zakątków Mazur, ale też miejsce z wyjątkową historią. Przed wojną prężny ośrodek sportowy, potem siedziba Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego. Niewiele już osób pamięta, że jeszcze w latach 70. na zgrupowania przyjeżdżała tu kadra siatkarzy Huberta Wagnera. Dziś z czasów dawnej świetności nie zostało nic. Tętniący niegdyś życiem zakątek to obecnie już tylko zarośnięte chaszczami ruiny. Kto za to odpowiada?
OŚRODEK SPORTU, POTEM MUL
Kilka kilometrów za Pasymiem, nad malowniczymi brzegami jeziora Kalwa leży niewielka wieś – Rudziska Pasymskie. Każdy, kto choć trochę zna historię Mazur wie, że to miejsce szczególne. Swoją sławę zyskało jeszcze przez wojną. W 1927 roku powstał tu kompleks turystyczny obejmujący pensjonat o ciekawej architekturze, małą skocznię narciarską z wyciągiem krzesełkowym oraz przystań wodną i liczne kawiarnie. Funkcjonowała również regularna żegluga łącząca miejscowość z Pasymiem. W Rudziskach, czyli dawnym Waldheim, niemieccy sportowcy trenowali przed zimowymi igrzyskami w Garmisch – Partenkirchen w 1936 roku. Do dziś w lesie można oglądać to, co zostało ze skoczni. Teraz to tylko strome wzniesienie. Po jakichkolwiek elementach obiektu nie ma już żadnego śladu.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Po wojnie Rudziska Pasymskie stały się siedzibą Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego założonego przez Karola Małłka. Placówka rozpoczęła działalność w grudniu 1945 roku, a jej głównym celem było przywracanie pamięci historycznej Mazurów. Uniwersytet współpracował ściśle z Teatrem Jaracza w Olsztynie. Jego aktorzy pomagali w przygotowaniu widowisk i imprez. W latach 1945 – 1950 była to najbardziej znana placówka repolonizacyjna, którą ukończyło 310 osób. MUL funkcjonował w Rudziskach do 1950 roku. Potem jego obiekty zostały przejęte przez Urząd Bezpieczeństwa. Po politycznych przemianach 1956 r. funkcjonariusze rozwiązanego UB opuścili ośrodek. Do Rudzisk powrócił Karol Małłek, ale na krótko – w 1960 r. przeszedł na rentę. W tym czasie Mazurski Uniwersytet przekształcono w Ośrodek Szkoleniowo – Wypoczynkowy.
WAGNER NA ZGRUPOWANIU
W latach 70. obiektem zarządzał Zarząd Główny Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej z siedzibą w Warszawie. Bożena Borsuk – Buska, która przez kilkanaście lat pracowała w Rudziskach jako intendentka wspomina, że w tamtym czasie ośrodek miał profil typowo sportowy. – Na obozy letnie i zimowe przyjeżdżali tu ludzie z całej Polski. Szkolili się głównie dyrektorzy ośrodków sportu i rekreacji – opowiada pani Bożena. – Nie był to już więc w 100% typowy uniwersytet ludowy – dodaje. W sezonie letnim obiekt pełnił też funkcje ośrodka wczasowego. Rudziska, o czym dziś już coraz mniej osób pamięta, upodobali sobie nawet znani sportowcy. Oprócz rugbystów, kajakarzy czy żeglarzy na zgrupowania przyjeżdżał tu ze swoimi siatkarzami legendarny trener Hubert Wagner. Bożena Borsuk – Buska wspomina, że kadra trenowała w ośrodku tuż przed igrzyskami w 1976 r., gdzie wywalczyła złoty medal. – Później Hubert Wagner przyjechał na sylwestra, już prywatnie, by z przyjaciółmi uczcić sukces. Pamiętam, że siedziałam z nim przy jednym stole – opowiada. Na obozy do Rudzisk zjeżdżali także sportowcy ze Szwecji, Bułgarii i Węgier. Dla wielu z nich mazurska wieś stała się ulubioną bazą treningową.
POŻAR POCZĄTKIEM KOŃCA
Dobra passa ośrodka skończyła się w połowie lat 80. Wtedy, wiosną główny budynek przedwojennego pensjonatu strawił pożar. Żywioł całkowicie zniszczył dach obiektu. Od tego momentu zaczął się upadek Rudzisk. – Dawniej wyobrażałam sobie, że będę tam pracować do emerytury, ale po pożarze wyjechałam stamtąd na zawsze – opowiada pani Bożena, która dziś mieszka w Suwałkach. Po pożarze nikt nie zadbał o odbudowę obiektu. Była pracownica przypuszcza, że zabrakło na to pieniędzy. Wkrótce też zaczęły się przemiany ustrojowe. Zarządca ośrodka rozpoczął spór z gminą Pasym o prawo do własności terenu. W tym czasie obiekty popadały w coraz większą ruinę – postępował szaber, rozkradano, co się tylko dało. W 1995 r. gmina sprzedała teren dawnego uniwersytetu prywatnym właścicielom. Dziś piękny niegdyś obiekt zamienił się w sprawiającą przygnębiające wrażenie ruinę. Z drogi trudno ją nawet dostrzec, tak dobrze jest skrywana przez bujną roślinność. Zawalone drewniane belki, kupa cegieł, ślady po pożarze sprzed lat, wszędzie pozostałości po alkoholowych biesiadach, opryskane sprayem ściany – tak wygląda miejsce, które na trwałe zapisało się w dziejach Mazur.
ZŁA ATMOSFERA
– Nic się tam nie dzieje, wszystko niszczeje – ubolewa burmistrz Pasymia Bernard Mius. – Prowadziłem kilkakrotnie rozmowy z właścicielką, ale nie ma z jej strony odzewu – dodaje Mius. Tłumaczy, że samorząd nie ma żadnej możliwości, by zrobić cokolwiek, aby doprowadzić teren po uniwersytecie do porządku.
– Mogę tylko prosić, przedstawiać propozycję współpracy – mówi burmistrz.
Tymczasem właścicielka ziemi, na której stoją zrujnowane obiekty uważa, że nie bez winy są kolejne władze Pasymia.
– Gdy tylko zbliżają się wybory ciągle słyszę ubolewania nad Rudziskami, ale co rządzący gminą zrobili, żeby to zmienić? – zastanawia się Maja Marchut. Jej zdaniem poważną przeszkodą w inwestowaniu w tym miejscu jest brak wodociągu i oczyszczalni ścieków. Dziwi się, że samorządowi opłacało się doprowadzać wodę do czasem odległych kolonii, a nie można było tego zrobić w Rudziskach, położonych blisko Pasymia. Przyznaje, że do zakupu terenu dawnego uniwersytetu ludowego zachęciły ją zapowiedzi wielu pasymskich samorządowców obiecujących uruchomienie wyciągu narciarskiego i budowę oczyszczalni ścieków. – Mieliśmy już z mężem nawet wstępne plany zagospodarowania tego terenu, ale w tej atmosferze, jaka panuje w gminie, nic się nie da zrobić – twierdzi Maja Marchut. Nie kryje też, że to, co zostało z dawnego uniwersytetu, dziś nadaje się już tylko do rozbiórki. Czy są jakieś szanse na to, że w przyszłości miejsce to znów zacznie tętnić życiem? – Liczę, że być może zajmie się tym moja córka, która niedługo kończy szkołę hotelarską w Szwajcarii – odpowiada właścicielka.
Ci, którzy z sentymentu po latach przyjeżdżają do Rudzisk są wstrząśnięci tym, co zastają. Świadczą o tym choćby liczne wpisy na forach internetowych. – To było fantastyczne miejsce. Ludzie dobrze je wspominają. Szkoda Rudzisk – mówi Bożena Borsuk – Buska.
Ewa Kułakowska
W artykule wykorzystałam informacje z Leksykonu Kultury Warmii i Mazur
{/akeebasubs}
