Szpital w Szczytnie odmówił przyjęcia 90-letniej pani Wilhelminy, mimo że miała lekarskie skierowanie. Zajmująca się staruszką rodzina jest zbulwersowana. Obwinia też personel placówki o zaniedbania podczas poprzedniego pobytu chorej. Dyrektor Kostrzewa odpiera zarzuty i przekonuje, że w Szczytnie nie ma warunków do leczenia osób takich jak pani Wilhelmina.

Szpital nie chce leczyć staruszki

ODLEŻYNY I BURCHLE

O tym, że społeczeństwo się starzeje, mówi się dużo i głośno. Temat ten często podejmują też lokalni samorządowcy, ale jak dotąd nic z tego nie wynika. Tymczasem system opieki nad ludźmi w podeszłym wieku, pozostawia wiele do życzenia. Ostatnio boleśnie przekonała się o tym rodzina 90-letniej mieszkanki Szczytna, Wilhelminy Łoś. Kilka tygodni temu lekarz będący u niej z wizytą domową, skierował ją do szpitala w Szczytnie. Pani Wilhelmina spędziła w nim niespełna tydzień. - Pewnego dnia zadzwonili ze szpitala, żeby ktoś był w domu, bo przywiozą mamę – relacjonuje córka kobiety, Helena Zegartowska. To, co działo się później, mocno ją zbulwersowało. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Przywieźli mamę zawiniętą w jakąś szmatę, rzucili na wersalkę i wyszli – wspomina. Następnego dnia, myjąc matkę zauważyła u niej odleżyny, których wcześniej nie miała. - Wezwany na wizytę lekarz stwierdził, że nastąpiła już martwica tkanek – mówi córka staruszki. Do tego na stopach chorej porobiły się wielkie burchle. - O nich nie było nawet słowa w karcie informacyjnej ze szpitala – dziwi się pani Helena. Rodzina próbowała leczyć staruszkę w warunkach domowych. To, jak podkreśla córka nie jest łatwe ze względów higienicznych. Lekarz opiekujący się panią Wilhelminą przepisał jej specjalne plastry na odleżyny, które zmieniać miała pielęgniarka. To jednak nie poprawiło stanu chorej. - Rany zaczęły się robić coraz większe. Do tego doszedł okropny fetor – mówi córka chorej.

NIE MA MIEJSCA DLA 90-LATKI

W minioną środę podczas kolejnej wizyty lekarz uznał, że trzeba oczyścić rany i skierował 90-latkę do szpitala. - Uznał, że w domu nie da się jej już dłużej leczyć – relacjonuje pani Helena. W szpitalu rodzinę spotkała nieprzyjemna sytuacja. - Lekarz dyżurujący na izbie przyjęć oznajmił, że na oddziale wewnętrznym nie ma już mi ejsc i odmówił przyjęcia – mówi córka kobiety. Dodaje, że wraz z siostrą poszła, aby sprawdzić, czy to prawda. Zapewnia, że miejsca na oddziale były. - Wtedy lekarz powiedział nam, że on nie może zdecydować o przyjęciu mamy, a doktor, który ma takie uprawnienia, jest akurat nieobecny – opowiada pani Helena. Po gwałtownej wymianie zdań szpital dał chorej … skierowanie do chirurga. Skończyło się na tym, że pani Wilhelmina pozostaje w domu pod opieką najbliższych i pielęgniarki. Jej stan jest bardzo zły. - Zanim pierwszy raz poszła do szpitala była jeszcze na siłach, by z pomocą innej osoby, przejść do łazienki. Wróciła do nas jak roślina, z dziurą po odleżynach wielkości pięści – mówi z płaczem córka.

DYREKCJA ODPIERA ZARZUTY

Dyrektor szpitala Beata Kostrzewa odpiera zarzuty rodziny. Według niej, odleżyny u staruszki powstały z powodu niedostatecznej opieki i przedawkowania leków przeciwzakrzepowych. - To kwalifikuje pacjentkę do leczenia na oddziale opiekuńczo-leczniczym. Najbliższy tego typu oddział znajduje się w Reszlu – informuje dyrektor. Podkreśla, że w warunkach domowych należy zwrócić szczególną uwagę na prawidłową pielęgnację chorego i jego toaletę. - Jeżeli rodzina chce samodzielnie opiekować się swoimi bliskimi, musi skorzystać z usług lekarza rodzinnego, pielęgniarki środowiskowej i poradni chirurgicznej – podpowiada Beata Kostrzewa. Radzi też, aby zwrócić się o wsparcie do ośrodka pomocy społecznej. Według niej w szczycieńskim ZOZ-ie nie ma warunków do leczenia osób takich jak pani Wilhelmina. - Szpital w Szczytnie jest szpitalem fazy ostrej i nie posiada oddziału opiekuńczego – mówi dyrektor.

PO CO LECZYĆ, SKORO DŁUGO NIE POŻYJE

Rodziny te wyjaśnienia nie satysfakcjonują. Zapewnia, że staruszka ma opiekę lekarza rodzinnego i pielęgniarki, ale to za mało. - Po co w ogóle jest ten szpital, skoro nie ma w nim warunków do leczenia osób takich, jak mama? - zastanawia się pani Helena. Szczególną przykrość sprawiało jej też to, jak potraktowano matkę. - Uznali, że już długo nie pożyje i dlatego nie ma sensu jej leczyć – podsumowuje ze smutkiem.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}