Baśnie o Złotych Górach należą do najsłynniejszych mazurskich opowiadań ludowych. Te przekazywane z pokolenia na pokolenie legendy wyjątkowo pobudzały wyobraźnię Mazurów. Tak bardzo, że w 1921 roku baśnie o Złotych Górach ożyły.

Tajemnice Złotych Gór (cz. 2)
Wycieczka młodzieży z Muszak w Złotych Górach w 1932 roku

SEN ROBOTNIKA

Złote Góry stały się celem masowych pielgrzymek, które opisywały nawet ponadregionalne gazety niemieckie. Sprawcą całego zamieszania był 70 – letni robotnik leśny z Jabłonki nad jeziorem Omulew, nazwiskiem Brattka. Przez długi czas opowiadał w okolicy o swoim śnie, w którym wspaniały anioł prowadzi go do ukrytych w głębi Złotych Gór skarbów. Bogactw tych miało być tyle, że wystarczyłoby na spłatę długów Niemiec z czasów I wojny światowej. Aby skarby te wydostać na powierzchnię ziemi, należało modlitwą i śpiewami wydrzeć je demonowi, który ich pilnował. Okoliczne wsie uwierzyły w tę opowieść, tym bardziej, że jedna z lokalnych legend podanych przez Toeppena ponad pięćdziesiąt lat wcześniej głosiła, iż pannę ze Złotych Gór można wybawić przez codzienne modły za nią w trakcie sześciu tygodni.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

PIELGRZYMKI

Nadleśniczy Wolfgang Rahm (1890 – 1960) z Kaltenborn, czyli dzisiejszej Zimnej Wody. To on zakazał „pielgrzymek” do Złotych Gór. Przy pianinie grał dzieła wielkich kompozytorów niczym „prawdziwy artysta”

Złote Góry nigdy przedtem i nigdy potem nie widziały tylu ludzi co wówczas po widzeniach Brattki. Przez prawie cztery miesiące, każdej niedzieli, „odklinano” Złote Góry za pomocą śpiewów i modłów po polsku, najczęściej za pomocą pieśni „O zmartwychwstający Zbawicielu…”. Niemieckie gazety pisały: Pewnego pięknego kwietniowego dnia 1921 roku zjawił się w Muszakach 70–letni drwal z Jabłonki i zaczął opowiadać, że od października 1920 roku nawiedzają go co noc dwa doskonale piękne, młode, dobre duchy i wciąż mu nakazują, aby wezwał Mazurów, by zdjęli czar z miasta zaklętego w Złotej Górze […] W kwietniu, czyli miesiąc temu, ten niemal ślepy starzec wyruszył ze swojej wsi w stronę Złotych Gór, oddalonych o dwanaście kilometrów. Ów drwal, niegdyś znany pijanica, wśród pewnej części mieszkańców wsi Muszaki znalazł zwolenników, którzy uwierzyli w każde słowo jego mętnej opowieści. Zaklinacz duchów stanął przed nimi i zdał im dokładną relację. Ponoć duchy go wybrały, aby kierował zaklinaniem diabła i utrzymywał stały kontakt z aniołami dobroci […] Tak też wystawali Mazurzy na wzgórzu, często nawet po nocach, w deszcz i zawieruchę, zaklinając diabelskie duchy nieustannymi modlitwami i zaklęciami wypowiadanymi w języku mazurskim.

FORTEL NADLEŚNICZEGO

Złote Góry nie oddały jednak swoich skarbów, a sprawa stała się wstydliwa dla władz i kościoła. Całe zamieszanie przerwał nadleśniczy Wolfgang Rahm z Zimnej Wody, który pod pretekstem, iż „pielgrzymki” do Złotych Gór stanowią zagrożenie pożarowe dla lasu, surowo, pod groźbą kar, zakazał wstępu do niego. Było to bardzo „finezyjne” rozwiązanie problemu jak na nadleśniczego Rahma, którego wspominano w okolicy jako „artystę przy klawiszach” grającego muzykę wielkich kompozytorów.

Sławomir Ambroziak

Cdn.

Od Redakcji: Niniejszy fragment tekstu pochodzi z publikacji Sławomira Ambroziaka pod tytułem „Tajemnice Złotych Gór”, która ukazała się w „Roczniku Mazurskim 2019”.{/akeebasubs}