Letni sezon w Szczytnie to przede wszystkim najazd niezliczonej masy turystów. Głównie polskich, ale także niemieckich, a sporadycznie również przedstawicieli innych nacji. Polaków, popularnie nazywanych tu „warszawiakami”, bardzo łatwo rozpoznać. Zwłaszcza w Kauflandzie, gdzie codziennie robię zakupy.

Takie sobie snobizmyPrzede wszystkim po obfitej zawartości sklepowych wózków, ale także po pewnych dziwactwach w kwestii strojów oraz ekstrawaganckich ozdób. Co do kolczyków powszechnie noszonych przez panów, to jeszcze jakoś potrafię je zaakceptować, choć malutkie brylanciki, wpięte w dolną część ucha, wydają mi się raczej mało męskie. Natomiast „zatkało mnie”, kiedy kilka dni temu zauważyłem przy kasie pana w średnim wieku, w krótkich spodenkach i „gimnastiorce”, na którego palcu dumnie połyskiwało coś, co mogło być sygnetem, a może nawet pierścieniem herbowym. Aż chciało się zacytować fredrowskie „znaj proporcjum mocium panie”. Kiedyś mówiło się „poznaj pana po cholewach”. No, ale po czym poznać golasa?{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

No to porozmawiajmy trochę o tych zabawnych snobizmach, bez których wielu osobom trudno żyć. Na ogół wynika to z wielkich ambicji przy minimalnej wiedzy.

Zacznijmy od pierścieni. Mało kto rozróżnia dwa podstawowe pojęcia związane z tym przedmiotem. Czym innym jest pierścień herbowy, czym innym sygnet. Ten pierwszy to elegancki pierścień prezentujący rodowy herb właściciela. Ten drugi, czyli sygnet, to także pierścień z herbem, ale herbem w tak zwanym lustrzanym odbiciu, głęboko wygrawerowanym, aby mógł służyć do pieczętowania listów. Pierścień herbowy noszony był tylko przy wyjątkowych okazjach, wyłącznie do eleganckiego stroju. Sygnet, to była po prosu przydatna pieczątka, którą dobrze jest mieć przy sobie. Tutaj dodajmy, że istnieją jeszcze inne znaczące pierścienie. Na przykład organizacyjne, uczelniane, czy wojskowe.

A teraz kilka słów na temat herbów. Temat ten jest szeroki i wielowątkowy, ograniczę się zatem do kilku podstawowych uwag. W Polsce posiadanie herbu utożsamiane jest z przynależnością do szlacheckiego rodu. „Herbowi” i „szlachta” to synonimy. Tymczasem w Europie Zachodniej, od średniowiecza, herby miały nie tylko rody rycerskie, ale także mieszczaństwo, a nawet zamożne chłopstwo. W Japonii herb posiada każda rodzina i jest on traktowany jak rodzaj firmowego logo. Co do tradycji rycerskich, to w średniowiecznej Europie heraldyka rozkwitała pod wpływem wypraw krzyżowych, do których Polacy specjalnie się nie kwapili. Leszek Biały tłumaczył papieżowi, że nie może wyruszyć na Saracenów, ponieważ w Ziemi Świętej nie ma piwa. Toteż większość polskich herbów powstała znacznie później. Tytuł barona, czy hrabiego mógł otrzymać polski szlachcic na cesarskim dworze któregoś z trzech zaborców. Za zasługi.

Wróćmy do symboliki ubioru i noszonych ozdób. Mam ochotę napisać kilka słów o krawatach, które, podobnie jak organizacyjne pierścienie, także mogą oznaczać przynależność do określonej grupy osób. Takie krawaty nazywa się stowarzyszeniowymi lub klubowymi i jeśli chodzi o zastosowany wzór graficzny, to z reguły są to krawaty w ukośne paski. Takie krawaty ma brytyjska marynarka handlowa, Uniwersytet Yale, słynny Marylebone Cricket Club (na przyjęcie do owego klubu czeka się 18 lat), a także wszystkie znaczące w Europie i Ameryce uczelnie oraz stowarzyszenia. W Polsce wręcza się uprawnionym osobom krawat stowarzyszenia powstańca warszawskiego. Taki krawat otrzymał, między innymi, profesor Norman Davies. Widziałem niegdyś jego prasowe zdjęcie z rozpoznawalnym krawatem pod szyją. Ja z kolei mam krawat klubowy międzynarodowej organizacji policyjnej „Interpol”. W Szczytnie, mieście poniekąd „policyjnym”, nie noszę go, ponieważ zakładam, że wielu tutejszych oficerów rozpoznałoby co to za symbol i mogliby mieć słuszną pretensję, że nie mam żadnego prawa do takiej dekoracji.

O różnych zabawnych, a nie szkodliwych snobizmach mógłbym opowiadać jeszcze długo. Z uwagi na brak miejsca, zainteresowanych bliżej poruszoną tematyką odsyłam do mojej ulubionej książki „Gentleman” autorstwa Adama Granville.

A na zakończenie jeszcze kilka słów o wiecznych piórach, które, podobnie jak zegarki, często stanowią snobistyczny i kosztowny wyróżnik niektórych uczuciowo niedowartościowanych biznesmanów. Każdy w miarę oczytany, a także umiejący pisać człowiek potrafi wymienić najsłynniejsze światowe marki produkujące tego rodzaju sprzęt. Czyli firmy Parker i Pelikan. Ale mało kto wie, czym różnią się ich pióra. Otóż Parker, a ściśle mówiąc Parker Duofold, to specjalne pióro dla biznesmenów. Ma ono bardzo sztywną stalówkę, dzięki czemu można nim pisać, podobnie jak długopisem, przez kalkę. Czyli mocno tę złotą stalówkę dociskając. Tymczasem Pelikan produkuje wspaniale elastyczne i miękkie pióra, które znakomicie można dopasować do własnej ręki. Na zakończenie informacja handlowa. Wykonany ze złota egzemplarz wiecznego pióra Parker Duofold Presidential kosztuje obecnie mniej więcej tyle, co przyzwoity samochód.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}