Poprzedni numer „Kurka Mazurskiego” wydał mi się szczególnie interesujący. Zwłaszcza felieton Ewy Kułakowskiej z cyklu „Tak to widzę” wyjątkowo trafnie podsumował niedowład władz miasta w zakresie jego promocji. Kiedy Ewa pisze o pozoracji działań, to przychodzi mi na myśl określenie z pewnej starej książki kucharskiej, gdzie podawano przepis na pieczeń z bażanta. Na zakończenie stosownego opisu autorka książki przedstawia klasyczny sposób serwowania owej potrawy na stół. Otóż upieczonego ptaka należy ułożyć na półmisku i udekorować oryginalnymi piórami ze skrzydeł i ogona, aby nadać mu POZÓR ŻYCIA. Tak właśnie napisała.
I tak też jest z Krzysztofem Klenczonem. Pozór. Nic naprawdę. Powierzchowna rutyna bez pomysłu i tyle.
Podróżując samochodem po różnych krajach Europy nietrudno zauważyć jak mniejsze i większe miasta i miasteczka zabiegają o swoją atrakcyjność. Jeśli tylko mieszka tam jakikolwiek artysta, wielkie szyldy zapraszają do odwiedzenia jego galerii, przy wjeździe stoją ustawione rzeźby, a w samym miasteczku na każdym kroku spotykamy drogowskazy i zachęcające plakaty do poznania twórczości miejscowego talentu. Uczestniczą w tym miejscowe władze. Taki talent „hoduje się” od młodości w nadziei, że kiedyś będzie to postać wielka, która rozsławi swoją rodzinną miejscowość.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
U nas nikt nie zaryzykuje. Jeśli nawet pojawi się jakiś twórczy poczciwina, to i tak szybko ucieknie z miasta, gdzie na żadną pomoc nie ma co liczyć.
Tymczasem Szczytno otrzymało niejako w darze Krzysztofa Klenczona i wciąż nie wie co z tym fantem zrobić. Nie będę powtarzał argumentów Ewy Kułakowskiej, ale kilka swoich uwag dorzucę. Zacznijmy od tego, że lata sześćdziesiąte to są „moje lata”, sporo zatem wiem o tamtejszej muzyce. Klenczona należy pokazywać jako jedną z największych gwiazd tamtych lat, ale na tle całości rynku muzycznego. W Polsce grały nie tylko „Czerwone Gitary”, ale także „Czerwono Czarni” (Karin Stanek, Michaj Burano, Kasia Sobczyk…), „Niebiesko Czarni” (Niemen, Korda), „Luksemburg Combo” (Toni Keczer), a także wspaniały Maciek Kossowski i całe mnóstwo innych. Potraktowanie tematu całościowo zapobiegłoby nudziarstwu ciągłego powtarzania tych samych przebojów, a Klenczon nie jawiłby się jako „samotny biały żagiel”. W sezonie letnim w każdy weekend powinien odbywać się niewielki, ale stały „parkowy koncercik” - choćby na mikroestradce koło pubu „Gama”. Może warto, aby ogromny telebim na placu Juranda nadawał o stałych godzinach jakieś głośne koncerty muzyczne z lat 60.-70. W tamtych latach okolicznościowo jeździły po Warszawie platformy z muzykami. Czy to nie byłaby zabawna niedzielna atrakcja Szczytna? Czy koniecznie trzeba organizować jakąś jedną, gigantyczną, masową imprezę? A może właśnie ciąg niewielkich, ale hałaśliwych wydarzeń. Tak trochę bardziej w stylu amerykańskim, a nie niemiecko – piwnym.
W tym samym numerze „Kurka” Marek Plitt pisze, że Krzysztof Klenczon lubił wpadać na piwko do „Zacisza”. To może by tak stworzyć w „Zaciszu” stolik Klenczona otoczony pamiątkami z epoki. Oczywiście – „Zacisze” to prywatna knajpa, ale zapewne można by pomóc właścicielom w realizacji pomysłu.
A skoro jesteśmy przy „Kronice Prowincjonalnej” Marka Plitta. Bardzo zaciekawiła mnie historia piwa „Jurand”.
Dwadzieścia lat temu nic jeszcze nie wiedziałem o mieście Szczytno, poza tym, że jest tam milicyjna szkoła. Ale pośród moich przyjaciół znajdował się osobnik, który gdzieś tam na Mazurach posiadał swój letni domek. W sezonie wakacyjnym wymieniony Maciek często ów domek odwiedzał, a za każdym razem przywoził do Warszawy skrzyneczkę, albo dwie piwa „Jurand”. Piwem tym byliśmy – my warszawiacy – wprost zachwyceni. Jeśli ktoś z nas planował poważną imprezę, to zawsze dręczył Maćka o przywóz kilku skrzynek mazurskiego piwa. Wiedzieliśmy, że jest to piwo ze Szczytna i to była dla nas pierwsza poważna informacja o walorach owego miasta.
Marek kończy swoją opowieść cytatem: „Ponad 100 lat historii browaru poszło w piach”.
I tak ze wszystkim.
Andrzej Symonowicz
{/akeebasubs}
