Miłośnicy mazurskiej przyrody biją na alarm, w związku z prowadzoną przez Lasy Państwowe wycinką drzew, w tym także na terenie Puszczy Piskiej. Według nich, skala tego zjawiska jest ogromna i w ostatnich latach się nasiliła. - To jest tak rabunkowa gospodarka, jakiej Mazury nigdy się nie spodziewały – mówi znany fotografik przyrody Hubert Jasionowski.
WYCINKA ZE ZDWOJONĄ SIŁĄ
Kilka dni temu do redakcji „Kurka” dotarł list od czytelnika zaniepokojonego skalą wycinek lasu na terenie Puszczy Piskiej. Las w Koczku nieopodal jeziora Uplik (między leśniczówką Koczek a Czapliskiem oraz w głąb Puszczy), został niestety barbarzyńsko wycięty (…) Co gorsza, zaznaczone są na czerwono dalsze obszary puszczy w tym pięknym regionie, który niegdyś podziwiał Melchior Wańkowicz i Jan Paweł II, będąc na szlaku Krutyni (…) Jak zatrzymać ten proces, którego Polska będzie żałować przez dekady? - zastanawia się pragnący zachować anonimowość autor listu. Według niego, spacery po mazurskich lasach straciły swój urok, bo nie ma już nawet gdzie pójść na grzyby w sierpniu czy wrześniu. Jego zdaniem Lasy Państwowe są głuche na głosy sprzeciwiające się wycince. Obawiam się, że obecnie, w dobie okropnej wojny, która nie powinna się wydarzyć, Nadleśnictwa, a tak naprawdę władza rządząca w Polsce wykorzystuje perfidnie sytuację i lasy są wycinane ze zdwojoną siłą, bo ludzie niby tego nie zauważą - pisze czytelnik.
CZASEM NIE WIEM, GDZIE JESTEM
Obserwacje autora listu potwierdza Bogusław Palmowski, emerytowany prezes „Społem PSS” w Szczytnie, miłośnik rekreacji rowerowej, który swoim jednośladem zjeździł cały powiat szczycieński i nie tylko. - Czasem, jadąc na rowerze, nie wiem, gdzie jestem. Trudno mi rozpoznać dane miejsce, bo las tam jest całkowicie wycięty – mówi pan Bogusław, jako przykład podając rejony w pobliżu drogi krajowej na Olsztyn w pobliżu Szczycionka, gdzie dziś znajduje się pusta połać terenu po wycince. - Gdzie się nie pojedzie, wszędzie jest podobnie. W mojej ocenie tych wycinek jest za dużo – uważa nasz rozmówca.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
KRAJOBRAZ KSIĘŻYCOWY
Hubert Jasionowski, pochodzący z Jeleniowa znany fotografik przyrody, który zna mazurskie lasy jak własną kieszeń, przyznaje, że skala wycinek go przeraża. - To jest tak rabunkowa gospodarka, jakiej Mazury nigdy się nie spodziewały. To tragedia – mówi, opisując nam swoją ubiegłotygodniową wizytę w rodzinnym Jeleniowie, gdzie przez lata fotografował rzadkie gatunki ptaków. - Tam, gdzie płynie Babancka Struga, wszystko zostało wycięte w pień. W rejonie Jeleniowa nie ma już starodrzewia, w niektórych miejscach jest krajobraz księżycowy. Tego nie da się opisać – ubolewa pan Hubert. Dodaje, że w lesie, zamiast ciszy i kontaktu z przyrodą, można teraz częściej spotkać ciężkie samochody przewożące dłużycę. Do tego firmy prowadzące wycinki pozostawiają po sobie bałagan. - Te piękne lasy, w których fotografowałem m.in. czarne dzięcioły, już nie istnieją, wszystkie zostały wycięte – nie kryje żalu fotografik. Dziwi go, że pod topór idą cenne przyrodniczo starodrzewia, będące siedliskiem wielu rzadkich gatunków ptaków. Do tego w miejscach, gdzie przeprowadzono wycinki następuje erozja gleby, ginie ściółka leśna, przez co nie wyrosną tu już grzyby czy jagody. - Z kolei w młodych lasach prowadzone są takie przecinki, że można tam grać tam w piłkę – zauważa pan Hubert.
WYCINKI BYŁY, SĄ I BĘDĄ
Inne zdanie na temat prowadzonej przez Lasy Państwowe gospodarki ma Adam Mierzejewski ze Stowarzyszenia „Przyjazne Spychowo”, choć i on zauważa, że skala wycinek w ostatnim czasie jest większa. - Wycinki były, są i będą, choć w związku z różnymi politycznymi aspektami, czyli brakiem pieniędzy, może są trochę większe – mówi. - Stali mieszkańcy to akceptują, bo wycinki są cykliczne. Natomiast turysta, który był tu 5 czy 10 lat temu i widział w danym miejscu las, którego teraz już nie ma, denerwuje się i nie akceptuje tego – dodaje Adam Mierzejewski.
SPRZEDAŻ DREWNA TO GŁÓWNY PRZYCHÓD
Lasy Państwowe zapewniają, że zaspokojenie zapotrzebowania na drewno i zapewnienie trwałości lasów nie są sprzecznymi interesami. Według nich, leśnicy pozyskują ten surowiec w granicach wyznaczonych przez standardy ekologicznej gospodarki, badania naukowe oraz 10-letnie plany urządzenia lasu, zatwierdzane przez ministra środowiska. Leśnicy przekonują też, że zasoby drewna rosną z roku na rok i są już dwukrotnie większe niż pół wieku temu. Podobnie ma być z zasobnością drzewostanów, zarządzanych przez PGL LP. W 1991 r. wynosiła 190 m3/ha, a w 2011 r. - już 254 m3/ha. Leśnicy sami przyznają, że sytuacja ta umożliwia stopniowe zwiększanie pozyskania drewna. Z danych zamieszczonych na stronie internetowej Nadleśnictwa Spychowo wynika, że od początku lat 90. wzrosło ono przeszło dwukrotnie – z 17 mln m3 w 1990 r. do 35,7 mln m3 w 2011 r.
Przychody Lasów Państwowych w ponad 90% pochodzą właśnie ze sprzedaży drewna. To, jak czytamy na stronie Nadleśnictwa Spychowo, zapewnia im samodzielność finansową i umożliwia wykonywanie licznych zadań na rzecz polskich lasów i ich użytkowników bez korzystania z pieniędzy podatników (inaczej niż w wielu innych krajach Europy). Lasy Państwowe przekonują też, że zwiększają się nie tylko zasoby drewna, lecz także powierzchnia lasów. Jako dowód przedstawiają dane, z których wynika, że w połowie XX w. zajmowały one nieco ponad jedną piątą obszaru Polski, a dziś już niewiele mniej niż jedną trzecią.
CIĘCIE POWOJENNYCH NASADZEŃ
- Wycinamy tyle, na ile to jest obliczone i dbamy, żeby zapas na pniu był większy niż przed wycinką – tłumaczy Krzysztof Krasula, nadleśniczy Nadleśnictwa Spychowo. - Powierzchniowo lasów nie ubywa, a wręcz przeciwnie – w niektórych miejscach przybywa – zapewnia. Nie zaprzecza, że w ostatnim czasie wycinek jest więcej niż w minionych latach. Z czego to wynika? - Drzewostany dojrzewają i można je użytkować. Wiele z nich właśnie teraz przekroczyło wiek 60 – 70 lat, gdzie osiągają kulminację swojego przyrostu. Są to duże zalesienia powojenne, z czasów, gdy lesistość w Polsce wynosiła 20 – 22%, a dziś zbliżamy się do 30% - tłumaczy nadleśniczy, dodając, że stąd również bierze się rosnąca sprzedaż drewna. Ok. 30% pozyskiwanego surowca pochodzi z wycinek drzewostanów liczących ponad 100 lat. Większość, bo 70% pozyskuje się z tzw. cięć pielęgnacyjnych, czyli przecinki.
NIEZADOWOLONE SPOŁECZEŃSTWO
Nadleśniczy przyznaje, że do nadleśnictwa często dochodzą sygnały od zbulwersowanych mieszkańców i turystów, którym nie podoba się prowadzona przez Lasy Państwowe gospodarka. - Cieszymy się z takiej reakcji społeczeństwa. Wszelkie wątpliwości staramy się wyjaśniać poprzez indywidualne rozmowy i kontakty, kiedy możemy się spotkać i bez emocji wytłumaczyć te sprawy – mówi Krzysztof Krasula.
Tłumaczenia leśników nie przekonują miłośników przyrody. - Nie na tym polega gospodarka leśna. Nie można wycinać wszystkich st arych drzew, bo powstaną golizny, znikną mokradła i torfowiska będące siedliskiem cennych gatunków roślin i zwierząt – mówi Hubert Jasionowski. Dodaje, że dawniej też prowadzono wycinki, lecz odbywały się one zimą, poza sezonem lęgowym ptaków. - Teraz wykonuje się je przez cały rok. Gdzie nie spojrzeć, tam wycinki, wycinki i zręby – dzieli się swoimi spostrzeżeniami fotografik, dziwiąc się, że wszystko to odbywa się na terenie chronionym Natura 2000.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
