- Był człowiekiem wielkiej prawości i tą prawość okazywał. Nigdy nie chciał iść na skróty. W sercu miał wypisane hasło: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Te najwyższe wartości towarzyszyły mu przez całe życie, zawsze był im oddany – wspominał podczas mszy świętej tragicznie zmarłego rok temu ks. prałata Lecha Lachowicza ks. dziekan Andrzej Wysocki.
SYMBOLICZNY KRZYŻ
W poniedziałek minął rok od brutalnej napaści na ks. prałata Lecha Lachowicza. W wyniku odniesionych ran proboszcz parafii św. Brata Alberta w Szczytnie zmarł sześć dni później. W rocznicę tragicznego zdarzenia w kościele Brata Alberta została odprawiona msza święta w jego intencji. Przewodniczył jej ks. arcybiskup Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński. Wraz z towarzyszącymi mu kilkunastoma kapłanami z różnych diecezji oraz wiernymi modlił się za zmarłego księdza prałata oraz za to, by owoce jego kapłańskiego posługiwania były trwałe.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
CZŁOWIEK WIELKIEJ PRAWOŚCI
W wygłoszonym kazaniu do dramatycznych wydarzeń sprzed roku nawiązywał dziekan dekanatu Szczytno, ks. Andrzej Wysocki.
- Wszyscy zostaliśmy tą tragiczną wieścią o napadzie sparaliżowani. Modliliśmy się, oczekując na to, co będzie dalej. Łzy, niepewność, może złorzeczenie tym, którzy to uczynili, może nawet brak przebaczenia. I po kilku dniach, 9 listopada wiadomość, że serce ks. Lecha przestało bić – wspominał ks. Wysocki. Z księdzem Lechem znali się od 1976 roku, a bliżej związali swoje losy w 1990 roku, gdy otrzymali zadanie budowy kościołów w nowo powołanych parafiach w Szczytnie.
- Znając go tyle lat wiedziałem, że jest zasadniczy i wymagający. Był wybitnym kaznodzieją, zawsze dobrze przygotowanym do kazań, oczytanym, znającym historię Polski, sędzią delegowanym do sądu archidiecezji warmińskiej. Często przesłuchiwaliśmy małżonków wnoszących o unieważnienie małżeństwa, on był sędzią, ja sekretarzem. Nie chciał chwalić się tytułami, zawsze stał w drugim szeregu, nigdy na piedestale. Był wyrozumiały dla współpracowników i gościnny – podkreślał dziekan. Zauważał też, że ksiądz Lech dawał dobre świadectwo kapłaństwa. Z jego parafii wywodzi się 6 księży. - Kochał parafię i ludzi, którzy ją stanowią. Żył słowami piosenki oazowej „Ciesz się z cieszącymi, płacz z płaczącymi”. Był człowiekiem wielkiej prawości i tą prawość okazywał. Nigdy nie chciał iść na skróty. W sercu miał wypisane hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Te najwyższe wartości towarzyszyły mu przez całe życie, zawsze był im oddany.
Ksiądz Wysocki nawiązywał też do coraz częściej dochodzących ze świata i Polski sygnałach o prześladowaniach katolików, próbach ograniczania ich prawa, narzucania obcych naszej kulturze tradycji, bezczeszczeniu krzyży i kościołów. W tym kontekście zwracał uwagę na zbieżność dat. Napad na ks. Lecha miał miejsce w rocznicę pogrzebu ks. Popiełuszki. - To też jakiś znak, symbol. Gdy coraz bardziej przyglądamy się tym sprawom widzimy, że wiele rzeczy jest niewyjaśnionych do dnia dzisiejszego. (…) Dużo mówimy w ostatnich czasach o żołnierzach wyklętych, trzeba też mówić o biskupach i kapłanach niezłomnych - mówił dziekan.
Kolejne uroczystości w kościele św. Brata Alberta związane z tragiczną śmiercią ks. Lecha odbędą się w niedzielę 9 listopada w rocznicę jego śmierci. Podczas mszy świętej kazanie wygłosi ks. Jacek Bacewicz, wieloletni wikariusz w tej parafii. 15 listopada o godz. 16.00 zaplanowano wieczór poetycko-muzyczny dedykowany ks. Lachowiczowi, a dzień później o godz. 11 zostanie tam odprawiona msza św. w jego intencji.
(o){/akeebasubs}
