Szok i niedowierzanie zapanowały wśród mieszkańców gmin Świętajno i Rozogi po tragicznym wypadku w zakładzie utylizacyjnym w Długim Borku. W piątek rano zginęło tam trzech pracowników w wieku 50, 55 i 64 lat. Jeden z nich wszedł na zbiornik wypełniony odpadami zwierzęcymi, aby pobrać próbkę do badań i już nie wyszedł na zewnątrz. Dwaj pozostali ponieśli śmierć, próbując ratować kolegę.
JEDEN WPADŁ, INNI CHCIELI GO RATOWAĆ
Tragedia w zakładzie utylizacyjnym w Długim Borku wydarzyła się w piątkowy ranek 25 sierpnia. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że jeden z pracowników wszedł po drabinie na zbiornik o wymiarach 10 x 4 x 3,5 metra wypełniony odpadami zwierzęcymi. Mężczyzna miał pobrać ze środka próbkę do badań. Z niewiadomych dotąd przyczyn wpadł do wnętrza. Dwóch kolegów próbowało go wydobyć, ale i oni znaleźli się w zbiorniku. Niewiele brakowało, by podobny los spotkał również czwartego pracownika zakładu. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ODLICZAŁ DNI DO EMERYTURY
W sumie zginęło trzech doświadczonych pracowników zakładu w wieku 50, 55 i 64 lat. Dwaj pierwsi byli mieszkańcami Rozóg, trzeci – Świętajna. Społeczność obu gmin jest poruszona tym, co się stało. Najstarszy z mężczyzn odliczał już dni do emerytury, od której dzieliły go tylko dwa miesiące. Inny z poszkodowanych w sobotę miał obchodzić rocznicę ślubu. - To niewyobrażalna tragedia, której nie da się oddać słowami – mówi wójt gminy Rozogi Zbigniew Kudrzycki. - Odwiedziłem już rodziny ofiar i złożyłem im kondolencje – dodaje. Z kolei kierownik GOPS-u zaproponowała bliskim zmarłych pomoc psychologiczną. Obaj mieszkańcy Rozóg, którzy zginęli, mieli po troje dzieci, które w większości są już dorosłe. Tragedią dotknięta jest także wójt gminy Świętajno Alicja Kołakowska. - Wraz z pracownikiem wydziału kryzysowego byłam na miejscu zdarzenia i rozmawiałam z dyrektorem zakładu, oferując mu pomoc – mówi. Odwiedziła też żonę zmarłego 64-latka. - Zaproponowaliśmy jej wsparcie przy organizacji pogrzebu i pomoc finansową – informuje Alicja Kołakowska.
W związku z wypadkiem zarząd Sarii, spółki, której jednym z oddziałów jest zakład w Długim Borku, wydał komunikat. Zapewnia w nim, że „zrobi wszystko, aby wyjaśnić okoliczności tego tragicznego zdarzenia”. Deklaruje też pełne wsparcie i współpracę ze wszystkimi organami badającymi przyczyny nieszczęścia.
ZAKŁAD O KLUCZOWYM ZNACZENIU
Zakład w Długim Borku leżący na granicy gmin Świętajno i Rozogi to jeden z największych pracodawców na tym terenie. - Ma on kluczowe znaczenie dla naszego regionu – podkreśla wójt Kołakowska. Z kolei Zbigniew Kudrzycki informuje, że pracuje tam wielu mieszkańców nie tylko Rozóg, ale też Faryn, Występu, Borków Rozowskich i Dąbrów.
W ostatnich latach, za sprawą wielomilionowych inwestycji, zakład stał się jednym z najnowocześniejszych w kraju. Zajmuje się kompleksową utylizacją odpadów pochodzenia zwierzęcego. Mieszkańcy Długiego Borku mówią, że kilkanaście lat temu mocno dawał im się we znaki fetor ulatniający się z zakładu. Na podobne uciążliwości narzekali również, zwłaszcza latem, szczytnianie. Przez miasto często przejeżdżały bowiem samochody wypełnione rozkładającymi się szczątkami zwierząt. Ostatnio sytuacja jednak się poprawiła. - Jeszcze trzynaście lat temu smród był okropny. Zmniejszył się znacznie, kiedy założono specjalne filtry – mówi Krzysztof Turek, prezes OSP Długi Borek. Dodaje jednak, że przy zmianach pogody fetor nadal jest wyczuwalny.
DLACZEGO NIE MIELI MASEK?
Ratownicy, którzy wydobywali pracowników ze zbiornika mówią, że nie mieli oni na sobie masek zabezpieczających przed trującym gazem. Potwierdza to prokurator rejonowy Artur Choroszewski. - W trakcie oględzin na miejscu zdarzenia nie stwierdzono, aby ci mężczyźni posiadali maski ochronne – mówi prokurator. Jak informuje, w miniony poniedziałek wszczęte zostało śledztwo w sprawie wypadku. Tego samego dnia odbyła się sekcja zwłok pracowników zakładu. - Wstępne ustalenia wskazują, że przyczyną śmierci było gwałtowne uduszenie spowodowane wziewnymi działaniami substancji toksycznej – informuje prokurator Choroszewski. Dodaje, że pobrano materiał do badań biologicznych, histopatologicznych i toksykologicznych, aby ostatecznie potwierdzić tę wersję. - Cały czas ustalamy przebieg tego zdarzenia. Przeprowadzono oględziny miejsca wypadku, zabezpieczony został monitoring oraz przesłuchani pracownicy zakładu - wylicza prokurator. Dodaje, że zarządzono także zabezpieczenie dokumentacji zarówno technologicznej, jak i teczek osobowych zmarłych pod kątem m.in. zakresu ich obowiązków.
Ewa Kułakowska, (o), (map){/akeebasubs}
