Dwaj mężczyźni w wieku 59 i 75 lat utonęli w jeziorze Kalwa

w okolicy wsi Miłuki. Okoliczności tragedii bada policja.

Tragiczny finał wędkowania

W niedzielę 20 października po południu wędkarz łowiący ryby w jeziorze Kalwa zauważył pływające w wodzie ciało mężczyzny. O makabrycznym odkryciu poinformował policję. Na miejsce przyjechali policjanci, strażacy oraz załoga karetki pogotowia. Strażacy udali się we wskazane miejsce, gdzie zastali wywróconą łódź w pozycji pionowej. Z wody wystawał tylko dziób. Obok natrafili na ciało wędkarza. Po dokładnym sprawdzeniu przez płetwonurka okazało się, że nie była to jedyna ofiara. Na rufie łodzi znajdowały się drugie zwłoki.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Wędkarzami okazali się dwaj mężczyźni w wieku 59 i 75 lat. Starszy był mieszkańcem Warszawy, młodszy – Michałek w gminie Pasym. Ten drugi zaledwie rok temu w wypadku samochodowym stracił syna. Policja wyjaśnia teraz okoliczności tragedii. Odpowiedź na pytanie jak doszło do śmierci mężczyzn ma dać sekcja zwłok.

Wstrząśnięty dramatem na jeziorze jest burmistrz Pasymia Bernard Mius, także zapalony wędkarz. Jak mówi „Kurkowi”, sam w minioną sobotę wybrał się na ryby, łowiąc z łodzi.

- Pogoda była bardzo ładna, bezwietrzna. W niedzielę trochę się zepsuła, ale też nie było najgorzej – wspomina. Według niego jesienna aura nie stanowi dla miłośników łowienia ryb przeszkody. - Tak jak grzybiarza ciągnie do lasu, tak wędkarza na jeziora – mówi burmistrz. Radzi też wędkarzom, aby zawsze zabierali ze sobą przynajmniej jeden kapok.

- Powinien on być na każdej łodzi. Wtedy, w razie gdy jeden z wędkarzy wpadnie do wody, drugi może mu go rzucić.

{/akeebasubs}