W jeziorze Kalwa Mała utonął 34-letni mężczyzna, który przyjechał z rodziną na ryby. Zarówno on, jak pozostali uczestnicy wyprawy wcześniej pili alkohol. - Ci ludzie byli kompletnie pijani i zbyt późno wezwali pomoc – ocenia Maciej Rokus, szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP, który wraz ze swoim zastępcą jako jeden z pierwszych pospieszył tonącemu na ratunek.
DRAMATYCZNA WALKA O ŻYCIE
Dramat na jeziorze Kalwa Mała rozegrał się w sobotnie popołudnie 11 lipca. O godzinie 15.25 strażacy otrzymali zgłoszenie o tym, że tonie tam mężczyzna. Na miejsce zadysponowano w sumie blisko 30 ratowników z czterech zastępów Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej w Szczytnie oraz po jednym zastępie OSP Pasym i Grupy Specjalnej Ratownictwa Wodno – Nurkowego z Olsztyna. Jako jedni z pierwszych na ratunek tonącemu pospieszyli też prowadzący w swojej pobliskiej bazie szkolenie z zakresu bezpieczeństwa na akwenach członkowie Grupy Specjalnej Płetwonurków RP – jej szef Maciej Rokus oraz jego zastępca Maciej Ciesielski. - Dwie i pół minuty od otrzymania powiadomienia byliśmy już na miejscu. Okazało się jednak, że teren jest trudno dostępny, lesisty i zabagniony, a dno jeziora porasta gęsta roślinność – relacjonuje Rokus. Kiedy udało im się znaleźć dogodne miejsce, wskoczyli do wody i wpław dopłynęli do dwóch mężczyzn.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Na brzegu rozegrała się dramatyczna walka ratowników o życie 34-latka. - Po około 40 minutach resuscytacji mężczyzna odzyskał na krótko funkcje życiowe. Niestety, przybyły na miejsce lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego stwierdził jego zgon – mówi kpt. Paweł Kozłowski z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie.
NIE DALI SZANS RATOWNIKOM
Jak ustaliła policja, 34-latek przyjechał nad jezioro z rodziną z Ostrołęki, aby łowić ryby. Część uczestników wyprawy siedziała na pomoście, a on pływał łódką przy brzegu. - 34-latek po tym, jak spożył alkohol, postanowił przepłynąć na drugi brzeg jeziora. W pewnym momencie jego szamotaninę w wodzie i wołanie o pomoc usłyszał kuzyn, który ruszył mu z pomocą – mówi sierż. Izabela Cyganiuk, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Szczytnie.
Dlaczego nie udało się uratować mężczyzny? Maciej Rokus nie ma wątpliwości. - Bo jego towarzysze byli kompletnie pijani i za późno wezwali pomoc – odpowiada, szacując, że zrobili to po ok. 25 – 30 minutach. Dodaje, że członkowie wyprawy na ryby z trudem komunikowali się z otoczeniem i nie byli w stanie utrzymać równowagi. Na łodzi 34-latka także był alkohol. - Ci ludzie po prostu nie dali szans służbom ratunkowym, które zachowały się fenomenalnie i dały z siebie wszystko, żeby tego mężczyznę uratować - ocenia Rokus. Przy okazji apeluje, żeby udając się nad wodę, pod żadnym pozorem nie pić alkoholu. - Od tego są inne miejsca – podkreśla.
(ew){/akeebasubs}
