Gmina Jedwabno jest kolejną w powiecie szczycieńskim, w której wielu mieszkańców mniejszych miejscowości ma trudności z dotarciem np. do urzędu czy ośrodka zdrowia. Dzieje się tak z powodu likwidacji nierentownych kursów. Sołtys Kota Marianna Szydlik postuluje, aby osoby dorosłe mogły jeździć autobusami szkolnymi. Wójt Otulakowski na razie to wyklucza.
Mieszkańcy mniejszych miejscowości w gminie Jedwabno, zwłaszcza starsi i schorowani, mają problemy komunikacyjne. Dojazd do urzędu czy ośrodka zdrowia to dla wielu z nich duże wyzwanie. Wszystko przez to, że przewoźnicy autobusowi zlikwidowali wiele nieopłacalnych kursów. Kłopoty te dotyczą m.in. wsi Kot. Jej sołtys Marianna Szydlik uważa, że dobrym rozwiązaniem byłoby umożliwienie osobom dorosłym korzystania z autobusów szkolnych. Jako przykład podaje gminę Rozogi, gdzie dorośli, którzy wykupią bilet, mogą podróżować wraz z uczniami. Podobne rozwiązanie obowiązuje także w gminie Świętajno. Wójt Krzysztof Otulakowski do pomysłu podchodzi sceptycznie.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zaznacza, że na przeszkodzie stoją regulacje prawne.
- Wsiadanie osób innych niż dzieci zawsze było zabronione, to są dowozy szkolne – mówi. Jego wątpliwości budzi też to, że np. chorzy mieszkańcy udający się do lekarza podróżowaliby z grupą uczniów.
- Jeżeli jedzie 40 dzieci wraz z pięcioma chorymi nie wiadomo na co, to istnieje ryzyko, że zaraz zachorują dzieci i praca szkoły zostanie zakłócona, bo są to dwie klasy – zauważa Otulakowski. Dodaje, że w tym roku, ze względu na warunki rozstrzygniętego przetargu, przewoźnik może wozić tylko uczniów. Z kolei zdaniem dyrektora Zespołu Szkół w Jedwabnie Mariusza Dobrzyńskiego, w szkolnych autobusach kursujących po terenie gminy zazwyczaj jest stuprocentowe obłożenie i nawet gdyby było to dopuszczalne, nie mogłyby one zabierać dodatkowych pasażerów. - Zdarzają się trasy, że są 2 – 3 miejsca wolne, ale i takie, że nie ma żadnego. A z dorosłymi bywa różnie. Raz potrzebuje jechać jedna, innym razem nawet kilkanaście osób – mówi dyrektor Dobrzyński.
(ew)
{/akeebasubs}
