Jak tylko mogę uciekam od polityki, ale to nigdy nie jest do końca możliwe. Światem, jaki nas otacza sterują ludzie, którzy ową politykę uwielbiają.
Niektórzy uważają ją wręcz za swoje powołanie. W ostatnich dniach pan prezes Jarosław Kaczyński powiedział w telewizyjnym programie, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Co do osoby pana prezesa, to nie mam wątpliwości, że inne cele mu przyświecają. Być może znalazłoby się jeszcze kilkoro podobnych mu politycznych altruistów, ale to są wyjątki. Kiedy spoglądam na ten cały tłum ludzi zajmujących się rządzeniem, to widzę głównie nienasyconych, pazernych nieudaczników, którym nie powiodło się w ich wyuczonych zawodach, zatem rekompensują sobie poniesione klęski na politycznej niwie. Oczywiście, że dla pieniędzy, bo jest to pieniądz stosunkowo łatwy. Tu zacytuję znaną powszechnie wypowiedź klasyka (płci żeńskiej): „nam się to po prostu należało”. Tak to jest w polityce. Należy się i już! Jeśli ktoś był z zawodu, na przykład, egzorcystą, to jakże musiał się niejednokrotnie namordować, aby złe z człowieka wygnać. Natomiast, kiedy udało mu się zostać posłem, to wystarczy, że wypowie publicznie kilka wątpliwych mądrości i już kasa leci. Bo po prostu mu się należy.
Wróćmy jeszcze na chwilę do stwierdzenia pana prezesa, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Dość tej polityki. Zacząłem od wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ ostatnio wielokrotnie atakowano go za rozrzutność w wydawaniu publicznych pieniędzy na własne potrzeby, a konkretnie na jedną, to jest osobistą ochronę. Uważam, że akurat pan prezes wymaga specjalnej opieki służb, bo jednak w większości społeczeństwa nie jest on osobą szczególnie lubianą. Zatem, jeśli jego partię na to stać, powinien mieć solidną obstawę. Ochrona ważnych osób ze świata polityki to ciekawy temat. Przerywam więc cykl dywagacji o polskich partiach i przytoczę kilka anegdot na temat zawodu ochroniarz.
Miałem okazję kilkakrotnie zetknąć się z zawodowymi ochroniarzami. Pamiętam, jak przez bardzo wielu laty, za czasów PRL, projektowałem w kuluarach warszawskiej Sali Kongresowej jakąś wielką ekspozycję, którą mieli zwiedzać ówcześni dostojnicy rangi wysokiej. Przed ich przybyciem zjawił się na terenie wystawy oficer Biura Ochrony Rządu, elegancki cywil, z prośbą, aby oprowadzić go po wszystkich pomieszczeniach związanych z wystawą. Łącznie z zapleczem. Poszedłem z nim w obchód. W jednym z pomieszczeń magazynowych, gdy zapalałem światło, strzeliła z hukiem żarówka. To trwało mniej niż sekunda, a mój towarzysz już zdążył klęknąć w przysiadzie z gotowym do strzału pistoletem w dłoni. Trenowałem niegdyś szermierkę, a także boks, ale refleks tego faceta zaimponował mi. Zawodowiec! W latach późniejszych, już po politycznych przemianach, miałem okazję współpracować z polskim milionerem mieszkającym w Australii, kiedy tenże przybył do Warszawy, organizując w Polsce swoje firmowe filie związane z handlem dziełami sztuki. Milioner jeździł rolls-roycem i miał dwóch ochroniarzy. Zamiennie. Jeden był byłym podoficerem GROM, drugi eksmilicjantem z warszawskiej Pragi, czyli najbardziej wówczas bandyckiej dzielnicy. Pamiętam zawodowe spory owych panów. Były policjant twierdził, że Janek, gromowiec, jest zapewne świetnie wyszkolonym do walki na polu bitwy, ale zaaresztowanego na Pradze bandyty nie potrafiłby doprowadzić do komisariatu w pojedynkę. Przez kilka ulic pełnych serdecznych kolesi pojmanego. Janek mu odgryzał się, że chciałby zobaczyć jak celnie potrafi strzelać były milicjant. Janek był facetem dowcipnym i wesołym. Milicjant zgorzkniałym ponurakiem. Szczerze mówiąc, nie wiem, kogo bym wybrał do osobistej ochrony. Niedawno przeczytałem w jednym z krytycznych artykułów na temat wyszkolenia naszych dzisiejszych ochroniarzy: Postura nie decyduje o przydatności (chyba, że chodzi o kompanię reprezentacyjną). W towarzystwie jednego Romana Polko (166 cm wzrostu) jest się bezpieczniejszym niż w asyście czterech rosłych karków.... Tutaj dodam, że były dowódca GROM jest absolwentem amerykańskiego kursu rangersów. Znamy ich z Teksasu, bo któż nie pamięta serialu telewizyjnego z Chuckiem Norrisem?
A polityka? No cóż, polityka to walka. Nieustająca bitwa.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
