Spółdzielnia Mieszkaniowa „Sasek” w Dźwierzutach ma nowe władze. Dotychczasową prezes Małgorzatę Kukowską zastąpił były wiceprezes Sebastian Stencel. Przed nim niełatwa misja, bo musi teraz zmierzyć się ze skutkami nieudanej modernizacji systemu grzewczego, która zamiast obniżyć koszty ciepła, wpłynęła na wzrost rachunków.

Trudna misja nowego prezesa
Nowe władze spółdzielni muszą się zmierzyć ze skutkami nietrafionej modernizacji systemu grzewczego

Pod koniec maja odbyło się Walne Zgromadzenie członków Spółdzielni Mieszkaniowej „Sasek” w Dźwierzutach zarządzającej siedmioma blokami. W jego trakcie dotychczasowa prezes Małgorzata Kukowska złożyła rezygnację, co zresztą wcześniej zapowiadała w rozmowie z „Kurkiem”. Jej następcą został Sebastian Stencel, który do tej pory pełnił funkcję wiceprezesa zajmującego się sprawami technicznymi. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}W skład nowego zarządu weszły jeszcze Alicja Stepnowska (wiceprezes) i Bogusława Kotula (sekretarz). Przed władzami spółdzielni niełatwa misja. Jak już pisaliśmy, dwa lata temu w zarządzanych przez nią blokach dokonano modernizacji systemu grzewczego. Starą kotłownię węglową, kosztem blisko 4 mln zł, zastąpiły pompy ciepła zasilane instalacją fotowoltaiczną. Niestety, na realizację inwestycji nie udało się pozyskać dofinansowania zewnętrznego, przez co konieczne okazało się zaciągnięcie kredytu. Jego spłata spadła na barki mieszkańców. Na domiar złego koszty utrzymania bloków zamiast spaść, drastycznie wzrosły. Lokatorzy muszą dokonywać dodatkowych opłat za prąd, co znacząco obciąża ich domowe budżety. Nowy prezes przyznaje, że obecnie to największa bolączka, z którą przyjdzie mu się zmierzyć. - Musimy w pierwszej kolejności rozwiązać problem energii biernej indukcyjnej, która stanowi połowę kwoty rachunków za prąd – mówi Sebastian Stencel. Energia bierna indukcyjna to, w dużym skrócie, energia wytwarzana przez pompy. Trafia ona do sieci, przeciążając ją. - Zakład energetyczny tej energii nie chce i pobiera od nas opłatę za przeciążanie sieci – tłumaczy prezes. Jak ocenia całą inwestycję, która miała być ekologiczna i przynieść mieszkańcom oszczędności? - To totalna porażka – odpowiada krótko, nie chcąc szerzej komentować sprawy. Przyczyn wysokich rachunków upatruje w niewłaściwej realizacji zadania i podpięciu do starej instalacji nowych urządzeń . - Należało wymienić wszystko od podstaw, a nie tylko samą kotłownię i pompy – zauważa.

Nowy prezes przyznaje, że niechętnie zgodził się objąć tę funkcję. - Nie miałem jednak innego wyjścia. Nie było innych kandydatów, więc zgodziłem się po rozmowach z mieszkańcami. Doszliśmy do wniosku, że nie możemy oddać spółdzielni komuś z zewnątrz, bo takiej osoby nie będą obchodziły nasze koszty życia – mówi. Sam jest mieszkańcem spółdzielczego bloku od 20 lat. Na co dzień pracuje jako mechanik w firmie Egger w Biskupcu.

(ew){/akeebasubs}