Sezon rozpoczął się na dobre, lecz w powiecie szczycieńskim tłumu turystów nie widać. Pod tym względem jesteśmy w tyle za innymi mazurskimi miejscowościami, mimo że natura i nam nie poskąpiła atutów. Większość przedstawicieli branży jest zgodna – samorządy w niewystarczającym stopniu inwestują w infrastrukturę służącą rozwojowi turystyki. Brakuje także dobrego pomysłu na skuteczną promocję powiatu, a część naszych włodarzy woli trawić czas i energię na inne sprawy.
PUSTO TU, PUSTO TAM
Wydawałoby się, że upalny początek lipca to zwiastun prawdziwego najazdu turystów. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu o tej porze na ulicach Szczytna panował większy niż zazwyczaj ruch. Teraz jest inaczej. Zarówno w mieście, jak i poza nim, tłumów wczasowiczów nie widać. Poza zwyczajowo już obleganymi plażami w Nartach czy Warchałach, wiele miejscowości położnych nad jeziorami zionie pustką. Przykładem jest choćby Kobyłocha. Tu szczególnie przygnębiające wrażenie robi zamknięty od lat na głucho warszawski ośrodek wypoczynkowy. Tętniące niegdyś życiem miejsce dziś sprawia wrażenie wymarłego. Podobnie jest na Wałpuszu, gdzie niedawno gmina sprzedała „Cichą Polanę”. Wielu przedstawicieli branży turystycznej, z którymi rozmawialiśmy, z niepokojem patrzy w przyszłość.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Już w ubiegłym roku było słabiej niż zazwyczaj, ale nie tak źle jak teraz – mówi Andrzej Dańkowski, właściciel gospodarstwa agroturystycznego „Strzecha” w Piecach. Gospodarstwo, zlokalizowane nad jeziorem, oferuje gościom szereg atrakcji, w tym przejażdżki konne, łódki, żaglówkę, boiska do siatkówki plażowej czy wczasy przy sianie. Według szacunków Dańkowskiego, liczba turystów jest 50 – 60% mniejsza niż o tej samej porze roku w minionych latach.
W TYLE ZA INNYMI
Zdaniem właściciela gospodarstwa, winę tylko częściowo można zrzucić na nie najlepszą dotąd pogodę, czy zakończone niedawno Euro. Według niego lokalne samorządy nie robią nic, by skutecznie wypromować nasz powiat i poprawić warunki funkcjonowania branży turystycznej.
- Szczytno nie oferuje turyście nic. Teraz ludzie mają większe wymagania, a takie imprezy jak Dni i Noce wcale nie napędzają turystów – uważa. Dodaje, że brak pomysłów na przyciągnięcie gości daje się dostrzec na poziomie samorządów wszystkich szczebli – od gmin, na powiecie kończąc. Według Dańkowskiego, jednym z wartych rozważenia pomysłów była idea budowy kanału łączącego szczycieńskie jeziora z Saskiem Wielkim lub przynajmniej Szczycionkiem. Niedawno temat ten powrócił przed wyborami, a „odkurzył” go szef powiatowych struktur Platformy Obywatelskiej, Bogdan Kalinowski. Problem w tym, że gdy kampania wyborcza minęła, o kanale znów zrobiło się cicho. - Nasi samorządowcy trawią czas i energię na drugorzędne sprawy, zamiast zająć się tym, czym powinni – uważa Dańkowski, nawiązując choćby do ostatnich wydarzeń w powiecie związanych ze zwolnieniem Henryka Wilgi. Według niego działania służące promocji powiatu powinien inicjować starosta. Tymczasem z jego strony takich kroków nie widać.
- Inni wyprzedzają nas w dziedzinie turystyki w dużym tempie. Wystarczy popatrzeć na Mrągowo, Ostródę czy Iławę .
PODATKI WYSOKIE, A DROGA MARNA
Jednak i nasze władze, np. miejskie chwalą się licznymi inwestycjami mającymi podnieść atrakcyjność miejscowości. Jedną z nich jest choćby ścieżka pieszo-rowerowa wokół dużego jeziora.
- To nie przyciągnie turysty. Nikt do Szczytna nie przyjedzie specjalnie po to, by przejść się po ścieżce – zauważa Dańkowski, który niedawno swoimi uwagami na temat turystycznej mizerii w powiecie dzielił się na ogólnopolskiej antenie z reporterami Radia Zet. Jako przykład niechęci lokalnych samorządów do ożywiania turystyki, podaje fiasko turnieju siatkówki plażowej, który kilka lat temu odbywał się w jego gospodarstwie. Na trzech boiskach były tu rozgrywane Mistrzostwa Polski Oldbojów. Impreza przyciągała znane osoby, gościł na niej m.in. prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej oraz znani siatkarze.
- Kiedy dwa czy trzy lata temu zwróciłem się o pomoc do powiatu, gminy i miasta przy ich organizacji, nie było zainteresowania – ubolewa Dańkowski, dodając, że ubiegał się o kwotę rzędu 10 tys. złotych.
Piece turyści omijają także z innego powodu. Zmorą właścicieli licznych tu domków, jest fatalna droga. Dojazd do miejscowości to prawdziwa gehenna. Wójt gminy Szczytno już od kilku lat obiecuje naprawę, ale do tej pory jej nie było. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że podatki w gminie Szczytno są najwyższe w całym powiecie, a do tego w Piecach sprzedaje ona bardzo dużo działek.
BEZ KANALIZACJI NIE MA ROZWOJU
Wiele uwag do samorządu mają też właściciele ośrodka wczasowego „Łoś” w Kobylosze dysponującego 100 miejscami noclegowymi. Oni akurat na razie na brak gości nie narzekają, ale obawiają się, że dobra passa może minąć.
- Wszystko przez to, że nie mamy możliwości rozwoju – tłumaczy Małgorzata Bolińska. Dodaje, że co roku poszerza swoją ofertę tak, by zadowolić coraz bardziej wymagających turystów, ale za jakiś czas może to być niewystarczające. Powód? Fatalny stan lokalnej infrastruktury.
- Przede wszystkim ogranicza nas brak kanalizacji. Gdyby była, podniosłoby to atrakcyjność miejscowości – uważa pani Małgorzata.
- Mogłabym wtedy pomyśleć np. o uruchomieniu SPA, ale bez skanalizowania nie mam o czym marzyć – mówi. Kolejny problem to stan drogi prowadzącej do miejscowości. Do tego jeszcze brakuje odpowiednio oznakowanych ścieżek rowerowych, choć o problemie tym mówi się już od bardzo dawna. Podobnie z internetem – mimo że światłowody położono 10 lat temu, możliwości połączenia z siecią w Kobylosze nie ma.
NAWET PŁOTEK BRAK
Jak się okazuje, miejscowość przestała być atrakcyjna nawet dla wędkarzy. Zdaniem właścicieli „Łosia” złowienie tu choćby najlichszej ryby graniczy z cudem.
- Nie ma nawet płotek – podsumowuje pani Małgorzata. - Goście są z tego powodu zawiedzeni, głównie dzieci, dla których złowienie pierwszej w życiu ryby byłoby fantastyczną przygodą – dodaje współwłaściciel ośrodka, Krzysztof Iwiński. Zdaniem właścicieli, daje się też zauważyć brak współpracy miasta i gminy w dziedzinie rozwoju turystyki. - Zapomina się, że jeden turysta to cztery miejsca pracy – mówi pani Małgorzata.
KULEJĄCA INFORMACJA
Na brak ryb nie narzekają za to w ośrodku „Na cyplu” w Spychowskim Piecu, nad jeziorem Zyzdrój Mały.
- Przyjeżdżają do nas turyści głównie z Warszawy, ale też z Ostrołęki i Łodzi – wymienia prowadząca ośrodek Agata Korosteńska. Jest tu około 200 miejsc, ale nie wszystkie są obecnie zajęte.
- W ubiegłym roku mieliśmy większe obłożenie – przyznaje pani Agata. Goście mają tu do dyspozycji m.in. wypożyczalnię sprzętu wodnego oraz trzy pomosty wędkarskie. Nic więc dziwnego, że ośrodek upodobali sobie właśnie wędkarze. Bardziej wymagający turyści mogliby narzekać na panujące tu nieco spartańskie warunki – domki nie należą do najnowszych, a teren ośrodka dzierżawiony od Nadleśnictwa Spychowo nie jest skanalizowany. Dzierżawcy czekają teraz na pozwolenie leśników na wykonanie kanalizacji. Wtedy będzie szansa na budowę łazienek, co poprawi atrakcyjność tego urokliwego zakątka. Zdaniem pani Agaty poważnym mankamentem jest brak działań służących koordynacji branży turystycznej.
- Nie ma choćby portali internetowych z informacją na temat bazy noclegowej – mówi.
SPYCHOWO NA PLUS
Elżbieta Jaskólska, właścicielka pensjonatu „Cichy Zakątek” w Bystrzu uważa z kolei, że nad pobliskim jeziorem brakuje plaży z prawdziwego zdarzenia.
- Przydałaby się też infrastruktura służąca do rekreacji, np. kort tenisowy – mówi. Dziwi się, że nikomu nie chce się w nią zainwestować, bo zarobek na pewno by był. Przyznaje też, że w tym roku nie ma takiego obłożenia, jak w latach minionych.
- Jest kryzys, a jego skutki najboleśniej odczuwa klasa średnia, która stanowi moją klientelę – mówi pani Elżbieta. Obecnie jej goście nie korzystają ze śniadań czy kolacji, a jedynie z obiadów, i to tych najtańszych.
- Wiele osób uważa, że Mazury są drogie, ale to nieprawda – twierdzi właścicielka pensjonatu. Zapewnia jednak, że jej goście, kiedy już są, na nudę nie mogą narzekać. Swój udział ma w tym m.in. Stowarzyszenie „Przyjazne Spychowo”, które organizuje w sezonie szereg imprez przyciągających turystów. Rzeczywiście, na tle wielu innych miejscowości o walorach turystycznych, akurat Spychowo się wyróżnia. W sezonie praktycznie nie ma weekendu bez imprezy w miejscowym amfiteatrze. Powrót Juranda do Spychowa, turniej chórów czy konkurs sygnalistów myśliwskich to wydarzenia przyciągające gości z wielu stron Polski.
PŁACZ I PŁAĆ
Na niesprzyjające ich działalności warunki narzeka wielu właścicieli gospodarstw agroturystycznych w gminie Świętajno. Niektórzy z nich albo musieli zrezygnować z prowadzenia interesu, lub go ograniczyć.
- Mamy więcej wydatków niż wpływów od gości – żali się Józef Pac prowadzący „Cichą Dolinę” w Białym Gruncie.
- Zanim jeszcze na dobre rozkręciłem działalność, już musiałe m zapłacić 11 tys. zł podatku rocznie – dodaje. Mniej gości niż w roku ubiegłym odwiedziło dotąd stanicę wodną w Spychowie. Jej właściciel również jest zdania, że władze samorządowe nie robią nic, by ściągnąć turystów. - Powinny przed i po sezonie organizować spotkania z nami, by pomóc w promocji okolicznej branży turystycznej - mówi.
Ewa Kułakowska, AK
PS . Za tydzień przedstawimy stanowisko lokalnych samorządów dotyczące zgłaszanych uwag.
{/akeebasubs}
