- Przeżyłem trochę w życiu, ale nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym, co się stało - mówi radny Jerzy Fabisiak kierujący pracami komisji doraźnej badającej przyczyny utraty przez gminę unijnego dofinansowania w wysokości 360 tys. zł. Winni zaniedbań pracownicy zostali ukarani upomnieniem, najniższą z możliwych kar.

Tylko smród pozostał

UTRATA DOFINANSOWANIA

Powołana przez Radę Gminy Świętajno w lipcu br. komisja doraźna do zbadania przyczyn utraty dofinansowania zewnętrznego gminnych inwestycji przedstawiła podczas ubiegłotygodniowej sesji Rady Gminy sprawozdanie ze swojej pracy. Komisja, której przewodniczył radny Jerzy Fabisiak, skupiła się na jednej inwestycji obejmującej budowę sieci kanalizacji sanitarnej w Powałczynie i wodociągowej w Piasutnie. Wartość zadania przekroczyła 600 tys. zł, ale znaczną część tej kwoty, bo 360 tys. zł miało stanowić dofinansowanie z unijnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Aby je uzyskać, należało złożyć do Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie stosowne dokumenty potwierdzające prawidłowe wykonanie inwestycji. To z pozoru proste zadanie okazało się zbyt skomplikowane dla gminnych urzędników. Urząd Marszałkowski odmówił więc wypłacenia przyznanej pomocy finansowej, tłumacząc to rażącymi brakami w przesłanej mu dokumentacji.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Komisja doraźna Rady Gminy Świętajno potwierdziła teraz słuszność tej decyzji.

POWIEDZIAŁ, ŻE WŁOŻYŁ, A NIE WŁOŻYŁ

Z ustaleń komisji wynika, że rozpoczęta w marcu ubr. inwestycja zakończyła się w lipcu, dwa miesiące przed planowanym terminem. Wniosek o płatność do UM gmina skierowała pod koniec września. Miesiąc później w odpowiedzi przychodzi wezwanie do uzupełnienia wniosku. Zastrzeżenia dotyczą ... 20 spraw, w tym braku trzech kluczowych dokumentów: protokołu końcowego z odbioru robót z rozbiciem na poszczególne elementy, zawiadomienia do inspektora nadzoru budowlanego o zakończeniu inwestycji i zaświadczenia inspektora o przyjęciu zawiadomienia. Dwa tygodnie później gmina składa uzupełnienie, ale jak się okazuje, także i ono jest niekompletne. Wciąż brakuje trzech kluczowych dokumentów. 2 grudnia, dzień po objęciu rządów przez nową wójt Alicję Kołakowską, do gminy trafia drugie wezwanie. Jak ustaliła komisja, trafia ono na biurko zastępcy wójta Piotra Szopińskiego, który kieruje je następnie do kierownika działu technicznego. On z kolei przekazuje je podległemu pracownikowi.

Ten przed wysłaniem odpowiedzi, ostatniego dopuszczonego terminem dnia, 16 grudnia, zgłasza się z nią do wójt Kołakowskiej. - Rozmawiałam z Adrianem i spytałam, czy nasze wyjaśnienia będą wystarczające dla Urzędu Marszałkowskiego, a on stwierdził, że poszerzył je tak bardzo, że bardziej się nie da. Spytałam czy wszystkie dokumenty są złożone, on odpowiedział, że tak i dopiero to podpisałam – relacjonowała radnym wójt Kołakowska.

Okazuje się, że zapewnienia pracownika nie były prawdziwe. 9 stycznia 2015 r. do gminy trafia pismo z Urzędu Marszałkowskiego, w którym ten odmawia finansowania inwestycji. Powodem – brak ciągle tych samych trzech kluczowych dokumentów. - Adrian powiedział, że nie włożył oryginalnych dokumentów. Gdy spytałam dlaczego ich nie dołączył do wniosku, powiedział, że ich nie miał – tłumaczyła wójt. 26 stycznia już z kompletem dokumentów wysyła ona do UM pismo o ponowne rozpatrzenie wniosku o płatność, ale ze względu na przekroczenie dopuszczonego prawem terminu zostaje on odrzucony. 12 marca umowa na dofinansowanie inwestycji w Piasutnie i Powałczynie zostaje rozwiązana.

CZERWONA LAMPKA

- Nie wyobrażam sobie, że gdybym ja miał w swojej firmie drugie wezwanie do uzupełnienia, czekałbym z wysłaniem dokumentów dwa tygodnie, do ostatniego dnia. Nie wiem jakiego człowieka na to stać – komentuje działania urzędników Jerzy Fabisiak.

Zwraca przy okazji uwagę na zadziwiające okoliczności związane z wydaniem przez starostwo zaświadczenia o przyjęciu zgłoszenia przez inspektora nadzoru budowlanego, na którym brakuje jakichkolwiek podpisów. Widnieje tylko data 8 października 2014 r. - Nie wiadomo jaką drogą wyszło ono ze starostwa i kiedy do nas trafiło – mówi Fabisiak.

Wójt Kołakowska: – Pewnego dnia ten dokument po prostu się pojawił. Przyszedł pan Adrian i powiedział, że jest w szoku, bo u niego tych dokumentów wcześniej nie było.

Radny Fabisiak: - Wszyscy panowie, z którymi rozmawialiśmy popadają w dziwną niepamięć. Pan Maciek mówi: ja nie wiem, to pan Adrian się tym zajmował, pan Adrian mówi: niby były te dokumenty, ale ja nie wiem gdzie one były.

Wójt Kołakowska: – Ja nie posądzam pana Adriana o jakieś celowe zaniechania. Jeżeli mówi, że tych dokumentów fizycznie nie miał, to po prostu nie miał. Te dokumenty znalazły się później, 26 stycznia.

Radny Fabisiak: – Na wniosek o dofinansowanie składały się bardzo proste dokumenty. Umowa z Urzędem Marszałkowskim przewidywała przesunięcie terminu rozliczenia o 3 miesiące. Jeśli były braki w dokumentacji, można było z tej możliwości skorzystać.

PRZERZUCANIE WINY

Sprawozdaniu komisji doraźnej przysłuchiwał się były wójt Janusz Pabich. Komentując powstałą sytuację zwracał uwagę, że 360 tys. zł, które gmina utraciła, można byłoby podwoić, inwestując w kolejne zadania i uzyskując na nie 50% dofinansowanie. Dzięki temu zostałaby np. wybudowana 2-kilometrowa droga asfaltowa.

Chociaż rozliczanie się z pechowej inwestycji zaczęło się jeszcze za jego kadencji, nie ma sobie nic do zarzucenia. - Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek za pierwszym razem złożyli kompletny wniosek o płatność. Zawsze miał poprawki. Ale nigdy się nie zdarzyło, żeby druga poprawka poszła z błędami. Po raz pierwszy w historii gminy to się zdarzyło – zauważał były wójt.

Winy za ten stan rzeczy doszukiwał się wśród pracowników, którzy dali wójt do podpisania pismo z brakiem podstawowych dokumentów, jak i wójt za to, że nie sprawdziła co wysyła. - To pan jest winny – odbijała piłeczkę obecna wójt. - To pan złożył niekompletny wniosek we wrześniu, zamiast wystąpić o przedłużenie terminu. To był pana podstawowy błąd. Proszę nie wciskać ciemnoty. To pan jest winien, nie żaden z moich pracowników – podkreślała Kołakowska.

Co na to radny Fabisiak?

- Przeżyłem trochę w życiu, ale nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym, co się stało. Rozwikłanie tego nijak jednak nie zmieni sytuacji. Tylko pozostaje smród – podsumowuje przewodniczący komisji.

JAKIE WNIOSKI I KONSEKWENCJE?

Jakie wnioski wypływają z powyższej sprawy?

- Należy wprowadzić stały udokumentowany nadzór kierownika działu technicznego nad pracownikami działu, jak również nadzór zastępcy wójta nad całym działem technicznym oraz wprowadzić i przestrzegać dokumentowania przepływu dokumentów – postuluje komisja doraźna. Zauważa też, że w trakcie rozliczania inwestycji, gdy nastąpiła zmiana wójta, zabrakło czujności ze strony jego zastępcy, który miał obowiązek zabezpieczyć ciągłość nadzoru nad pracą Urzędu Gminy. Wójt Kołakowska zapewnia, że teraz nadzór nad działem technicznym zostanie zwiększony. Czy i jakie wobec winnych wyciągnięto konsekwencje? Okazuje się, że obaj pracownicy działu technicznego otrzymali upomnienia na piśmie. Wójt, informując o tym, zaznaczyła, że jest to najniższa kara jaką mogła zastosować.

Andrzej Olszewski{/akeebasubs}