Nim na dobre rozstawiono nad dużym jeziorem scenę i namioty, wszystko to zaczęto zwijać i gorączkowo przenosić pod dach szczycieńskiego MDK-u, co „położyło” imprezę.

Uciekające wianki

Według zapowiedzi, „Noc Kupały” miała odbyć się na miejskiej plaży i potrwać do późnego wieczora. Gdy zjawili się pierwsi widzowie, nic nie zapowiadało przyszłego niepowodzenia. Już rozstawiono scenę, już odbywały się na niej próby oraz warsztaty tańców korowodowych, gdy nagle zapadła decyzja, by przenieść się do pomieszczeń domu kultury. Organizatorów przestraszyła groźba deszczu i mocny wiatr wiejący od jeziora.

- Wszystko nam zwiewa, gasną świętojańskie ogniki - skarżył się szef drużyny łuczniczej Grzegorz Drężek.

Nim impreza rozkręciła się w MDK-u, trochę to potrwało. Zdezorientowani widzowie błąkali się po holu nie widząc, czy iść nad jezioro, bo akurat zza chmur wyszło słońce, czy pozostać na miejscu.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Tymczasem w holu powoli rozsiadły się dziewczęta i wiły wianki z trawy oraz ziół. Potem odbyły się warsztaty artystyczne dla dzieci i występy „Teatru Piosenki Ani Brody”. Najmłodsi mogli też malować wcześniej przygotowane starosłowiańskie totemy. Zwieńczeniem imprezy był koncert zespołu muzyki dawnej „Mandragora” oraz grupy Jazgodki. Wszystko to odbywało się, niestety, przy pustawej widowni. W dodatku ktokolwiek przyszedł późnym wieczorem na zapowiadaną wcześniej potańcówkę i ognisko z kiełbaskami, srogo się zawiódł. Nic takiego nad jeziorem się nie odbyło.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}