Stojąca na czele sołectwa Łatana Wielka Aneta Krzyszkowska uważa, że wójt Grzegorz Zapadka chce ją skłócić z pozostałymi sołtysami. Ma to być kara za publicznie stawiane mu pytania dotyczące kosztów sprawy Uli Olender, dwukrotnie przywróconej przez sąd do pracy przedszkolanki, a w przeszłości rywalki obecnego włodarza w wyborach samorządowych.
SAMOWOLNIE WYWIOZŁA „PIŁKARZYKI”
Aneta Krzyszkowska z pewnością nie jest ulubienicą wójta gminy Wielbark Grzegorza Zapadki. Do Łatanej Wielkiej sprowadziła się wraz z rodziną zaledwie trzy lata temu z Warszawy. Szybko zaskarbiła sobie sympatię mieszkańców, którzy w ostatnich wyborach powierzyli jej funkcję sołtysa. Jednak współpraca pomiędzy nią a wójtem od początku nie układa się najlepiej. Ostatnio jednym z punktów zapalnych są zasady korzystania z wiejskich świetlic. Zaczęło się od tego, że w listopadzie ubiegłego roku do wójta zgłosiły się dwie mieszkanki sołectwa Łatana Wielka. Poinformowały go, że sołtys Krzyszkowska samowolnie wywiozła ze świetlicy prywatnym samochodem w nieznanym kierunku grę „piłkarzyki”. W reakcji na to doniesienie, jeden z urzędników w imieniu wójta zwrócił jej uwagę, że wszelkie wypożyczanie sprzętu należy wcześniej uzgadniać z nim lub bezpośrednio z włodarzem. Przy okazji w korespondencji mailowej wspomniał, że na sołtys napływają liczne skargi. Aneta Krzyszkowska uznała oskarżenie za bezpodstawne.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
SPÓR O REGULAMIN
Sprawa zasad korzystania ze świetlic miała swój ciąg dalszy po lutowej sesji Rady Gminy. Wówczas wójt spotkał się z sołtysami po to, by poinformować ich o konieczności wprowadzenia regulaminu tych obiektów. To wywołało wśród nich duże niezadowolenie. Woleliby, aby obowiązywały dotychczasowe zasady i obawiają się, że wprowadzenie regulaminu będzie się wiązało z pewnymi ograniczeniami. - Wyszło na to, że ja jestem temu winna. Pozostali sołtysi byli na mnie źli – mówi Aneta Krzyszkowska. Jej zdaniem wójt Zapadka celowo chce ją skłócić z koleżankami i kolegami. Ma to być kara za stawienie włodarzowi niewygodnych pytań. Sołtys Łatanej od dawna domaga się od niego ujawnienia rzeczywistych kosztów procesów z Ulą Olender. Nauczycielka wielbarskiego przedszkola i rywalka wójta w ostatnich wyborach dwa razy była zwalniana z pracy i za każdym razem przywrócona przez sąd.
MOŻE WYSZŁO NIEZRĘCZNIE
Grzegorz Zapadka zaprzecza, by kierowała nim chęć zemsty na niepokornej sołtys. Jak mówi, to ona sama w jednym z pism pytała go, czy gmina ma regulamin świetlic. - Przymiarkę do jego wprowadzenie robiliśmy już kilka lat temu. Wówczas sołtysi prosili mnie, żeby tego zaniechać, bo nie wszędzie funkcjonowały świetlice. W końcu tak czy siak musimy go jednak wprowadzić – mówi wójt. Zapewnia, że spotkanie z sołtysami miało na celu poinformowanie ich o takiej potrzebie i nie było związane z wydarzeniami w Łatanej Wielkiej. - Być może wyszło to niezręcznie i pani sołtys odebrała tę sprawę osobiście. Z pewnością nie miałem takiej intencji – przekonuje.
Wójt Zapadka odmawia jednak podania źródła skarg na Anetę Krzyszkowską. - Te osoby przyszły do mnie, zgłosiły sprawę ustanie i poprosiły o nieujawnianie swoich danych. Gdybym to zrobił, więcej by mi nie zaufały – tłumaczy. Deklaruje też, że gmina już przygotowała oficjalną odpowiedź na pytania dotyczące kosztów sądowych w procesach z Ulą Olender. Czy w związku z tym żywi do sołtys antypatię? - Być może rzeczywiście nie darzymy się sympatią, choć staram się, aby tak nie było – odpowiada, podkreślając, że współpraca pomiędzy nim a resztą sołtysów układa się dobrze.
Aneta Krzyszkowska nie wierzy w szczere intencje wójta. Uważa, że jest mu solą w oku, bo domaga się od niego jawności, a z tym, jej zdaniem, w gminie Wielbark bywa różnie. Utarło się tu bowiem, że władzy nikt trudnych pytań nie zadaje. - Mam zamiar wściubiać swój nos wszędzie, niezależnie, czy będę sołtysem, czy nie – zapowiada.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
