Ulica Linki, jak wiadomo, jest dwukierunkowa i przed wysepkami rozdzielającymi poszczególne pasy ruchu stoją znaki nakazu w postaci niebieskich tarcz z ukośnymi strzałkami.
Ostatnio, prawdopodobnie jakiś nieuważny kierowca, zawadził o taki znak, co poskutkowało tym, że został on nie tylko pokiereszowany, ale i obrócony w ten sposób, że umieszczona na nim strzałka pokazuje teraz bezsensowny kierunek - pionowo w dół. Miejscowi wiedzą jak się poruszać w tym miejscu, że należy objechać wysepkę z prawej strony. Przyjezdni mogą mieć jednak kłopoty z wyborem właściwego kierunku. Oby nikt w tym miejscu nie pojechał pod prąd.
ZAWIJANIEC

Inny znak, w innym miejscu Szczytna, a konkretnie przy wejściu-wjeździe na Małą Biel. Również chodzi o niebieską tabliczkę, tym razem oznaczającą ciąg pieszo-rowerowy. Na znaku widać robotę wandali, którzy musieli się jednak trochę napracować, aby pozawijać krawędzie metalowej tarczy. Przy okazji warto zwrócić uwagę na inny szczegół – kosz na śmieci wyróżniony białym otokiem. Choć ów sprzęt jest tylko w połowie zapełniony, a może nawet i mniej, ktoś tuż pod nim wyrzucił torbę - reklamówkę pełną słoików, przeważnie po majonezie. W kolejnym koszu widać z kolei torbę wypełnioną odpadkami typowymi dla gospodarstwa domowego. W środku zauważyliśmy pudełka po proszku do prania, butelki, itp. Trochę to dziwne, ponieważ w najbliższym sąsiedztwie nie ma domów mieszkalnych. Kto zatem i skąd przyniósł te odpadki?
Okazuje się, że czasami śmieci przenoszone są w mieście na dłuższym dystansie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
WĘDRÓWKA Z NIECZYSTOŚCIAMI
Kilka dni temu jeden z mieszkańców blokowiska przy ul. Leyka, pan Zygmunt, skarżył się w redakcji, że jego osiedlowy kontener na odpadki niesegregowane od kilku dobrych dni pozostaje wypełniony po brzegi, a w dodatku śmieci walają się także wokół niego.
Nie miał gdzie wyrzucić swoich śmieci, więc postanowił poszukać innego nie tak przepełnionego kontenera. Znalazł go na sąsiednim blokowisku.
- Ktoś inny nie szedłby tak daleko, a wyrzucił śmieci gdzie popadnie – zauważa nasz Czytelnik.
JESZCZE O PRZYSTANKACH

Jak pisaliśmy wcześniej, lokalni przewoźnicy mający swój przystanek na ul. Linki, niedługo przenoszą się na ul. Kolejową. Na tym nowym miejscu pojawiły się już tabliczki z rozkładami jazdy, ale niech nikogo to nie zmyli, że busy już odjeżdżają z tego miejsca. Pod tabliczkami widać bowiem dopisek wykonany ołówkiem: rozkład ważny od 1 kwietnia, co należy rozumieć, że i busy będą stąd startowały od tego dnia.
Przy okazji warto dodać, że powstał też drugi przystanek, który został usytuowany tuż pod budynkiem dworca kolejowego – na zdjęciu odnośna tabliczka została zaznaczona otokiem.
Tutaj zatrzymywać się będą pojazdy jednak tylko jednego z przewoźników, a będzie można stąd pojechać do Olsztyna, Wielbarka oraz Jedwabna. Także od 1 kwietnia i nie jest to wiadomość primaaprilisowa.
NĘDZNE RESZTKI PO POM-ie

Niedawno opisywaliśmy zrujnowany biurowiec byłej „Unimy”, który stoi opustoszały i nie wiadomo jak długo tak będzie stał, bo na jego kupno nie ma chętnych. Całkiem niedaleko stoją także i inne ruiny – hale byłego POM-u, czyli Państwowego Ośrodka Maszynowego. Miał on służyć rozwojowi i mechanizacji rolnictwa w czasach PRL-u, a został zlikwidowany pod koniec lat 80. Na zdjęciu widzimy jedną z hal od strony ul. Pola. Niby liczne drzwi są pozamykane, zabezpieczone kłódkami lub ich zamknięcia zostały oplecione grubymi drutami, ale jednak w jej wnętrzu widać ślady ludzkiej bytności. Na jednej ze ścian namalowano nawet graffiti dla dorosłych. Maszyn jednak w środku nie ma, a tylko jakieś mniejsze elementy, choć metalowe. Dziwi, że nie zostały one wyniesione przez złomiarzy. Pod sufitem wiszą nawet oprawy świetlne z żarówkami, ale są zainstalowane wysoko i dlatego pewnie się uchowały. Jak mówi nam jeden z miejscowych biznesmenów, nikt tych ruin nie kupi, bo to się nie opłaca. Za same zburzenie hal trzeba byłoby zapłacić 1,5 mln złotych!
BIUROWIEC NADAL W "UŻYTKOWANIU"

Od strony ul. Przemysłowej stoi do dziś niewielki biurowiec POM-u, w którym mieściły się do niedawna sklepy, a jeszcze wcześniej, jak i cała reszta pozostawał w użytkowaniu dawnej spółki Porty Lotnicze „Mazury – Szczytno”. Napisy z tą nazwą zachowały się do dziś, jak i do dziś w pokojach biurowca zachowały się meble, a w nich liczne papierzyska. Między innymi dowody, finansowe i sprzedaży z 2001 oraz 2002 i 2003 roku, a nawet jakaś dokumentacja z lat 1996 - 2000. Z kolei widoczne na fotografii w prawym dolnym rogu butelki po piwie, to już współczesne elementy, świadczące, że w biurowcu ciągle ktoś „urzęduje”. W kolejnym pomieszczeniu biurowca trafiamy na bardziej wyraźne ślady czyjejś bytności. Wśród kolejnych segregatorów, kalendarzy, wielkiej mapy świata i kartonów walają się kubki, talerze, słoiki, a także popielniczki. Samych zaś lokatorów ani śladu.
Jak mówią nam pracownicy pobliskiej hurtowni budowlanej, czasami zjawiają się oni w biurowcu późną nocą.{/akeebasubs}
