Dramatyczne sceny rozegrały się w sobotni wieczór nad Jeziorem Domowym Małym. Do wody wpadł znajdujący się pod wpływem alkoholu mężczyzna. Na ratunek pospieszył mu Daniel Rainko, który wyciągnął tonącego z wody i udzielił mu pierwszej pomocy.

Uratował tonącego
Daniel Rainko: - Chyba każdy na moim miejscu zareagowałby tak samo

W sobotę 20 maja ok. godziny 19.00 mieszkający w Szczytnie Daniel Rainko wracał do domu przez park nad małym jeziorem. Tam spotkał znajomego, który siedział na ławce ze swoim towarzyszem. Mężczyźni przez chwilę rozmawiali, ale potem pan Daniel zauważył innego kolegę, do którego podszedł. Kiedy po pewnym czasie wrócił do pierwszego rozmówcy, jego kompana już nie było na ławce. - Powiedziano mi, że poszedł popływać. Pomyślałem, że robi sobie z nas żarty, ale okazało się, że wpadł do wody – relacjonuje pan Daniel. Bez wahania wskoczył do jeziora i zanurkował.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Odnalazł tonącego w odległości ok. 4 – 5 metrów od brzegu i wyciągnął na powierzchnię. W międzyczasie poprosił jednego z przechodniów, by ten zadzwonił po pogotowie. Pan Daniel przystąpił do udzielania poszkodowanemu pierwszej pomocy. - Był już siny. Zrobiłem mu masaż serca i sztuczne oddychanie – opowiada nasz rozmówca. Według niego, mężczyzna mógł przebywać w wodzie nawet kilkanaście minut. Pomoc udzielona przez pana Daniela okazała się na tyle fachowa, że strażacy, którzy dotarli na miejsce, nie mieli już wiele pracy. - Wyciągnięty z wody mężczyzna miał jeszcze trudności z oddychaniem, ale odzyskał przytomność – informuje bryg. Grzegorz Rybaczyk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie. Strażacy przekazali mężczyznę załodze karetki pogotowia, która przetransportowała go do szpitala. Jak się dowiedzieliśmy we wtorek, jego stan jest stabilny. W chwili zdarzenia znajdował się pod wpływem alkoholu.

Pan Daniel nie czuje się wcale bohaterem. - Chyba każdy na moim miejscu zareagowałby tak samo – mówi, dodając, że ani chwili nie zastanawiał się, czy ruszyć na pomoc tonącemu. - Tak zostałem wychowany – tłumaczy. Przyznaje, że specjalnych kursów udzielania pierwszej pomocy nie przechodził, ale przed laty, kiedy mieszkał pod Łomżą, należał do Ochotniczej Straży Pożarnej.

Z zawodu jest budowlańcem, ma żonę i 3-letniego synka.

(ew){/akeebasubs}