Na Jeziorze Domowym Dużym już szósty raz rozgrywane były Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Wodnym w Slalomie. Miały przyciągnąć miejscowych i turystów, tymczasem nikła informacja o imprezie oraz brak jakichkolwiek dodatkowych atrakcji spowodowały, że zainteresowanie imprezą było zerowe.

Utajnione mistrzostwaMistrzostwa Polski w Narciarstwie Wodnym odbywają się w Szczytnie od 2011 r. Trwają trzy dni, a biorą w nich udział zawodnicy wszystkich grup wiekowych, od 14-latków po kategorię + 35 lat. Zmaganiom towarzyszą międzynarodowe zawody „Mazuria Cup”, w tym roku z udziałem zawodników z Litwy. Najbardziej prestiżowe są jednak rozgrywki w klasie otwartej. Choć wystartowała w niej cała czołówka krajowa, zainteresowanie ze strony kibiców było w zasadzie zerowe.

W piątek, sobotę i niedzielę przyglądających się narciarskim szusom na wodzie można było policzyć na palcach jednej ręki, choć plażowiczów akurat nie brakowało.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - Jacyś ludzie jeżdżą na nartach. Pewnie to lepiej sytuowani turyści, których stać na taki sprzęt – dzielił się swoimi uwagami pan Adam, który przez chwilę przyglądał się narciarzom wodnym. Nawet nie przypuszczał, że na jego oczach rozgrywane są Mistrzostwa Polski.

W tym roku wodniacy swój sztab sędziowsko-organizacyjny zainstalowali nie na plaży, a w bazie wodnej.

- Przeszkodził nam „Kartoflak” - ubolewa Wiesław Kurnik, wiceprezes Polskiego Związku Motorowodnego i Nart Wodnych. Wyjaśnia nam, że plażę udostępniono tej imprezie, więc motorowodniacy urzędują w miejscu ukrytym przed potencjalnymi kibicami. Pokazuje nam tzw. placek, czyli okrągły niewywrotny ponton, który organizatorzy przywieźli jako atrakcję dla kibiców, zwłaszcza dzieci. Tymczasem nie ma chętnych na przejażdżki, bo nikt nie wie o takiej możliwości.

Jednak nie tylko brak należytej informacji i ulokowanie imprezy w bazie wodnej zdecydowały o braku zainteresowania mistrzostwami. Zmagania, choć rangi mistrzostw kraju, nie są atrakcyjne dla widzów.

- Małe sylwetki zawodników przemykających samotnie po falach jeziora mogą zainteresować najwyżej kilku kibiców – mówi Rafał Kiersikowski, radny miejski. Jego zdaniem należałoby darować sobie tę imprezę, a reaktywować Maraton Juranda lub zawody kolarskie.

Należałoby zatem postawić pytanie o sens organizowania w Szczytnie narciarskich mistrzostw. Ratusz tłumaczy nam, że miasto nie ponosi żadnych kosztów z tytułu organizowania imprezy, a wodniacy korzystają przecież z miejscowej bazy hotelowej i robią w Szczytnie zakupy. Cóż, kilkanaście miejsc hotelowych zajętych przez dwa dni w roku to niewiele, biznesu z tego nie będzie.

JAK ZROBILI TO INNI?

W Szczytnie narciarze wodni startujący w mistrzostwach holowani są motorówką, a gdzie indziej za pomocą wyciągu narciarskiego. Tak dzieje się m. in. w Ostródzie. W tym mieście już w 2008 r. wybudowano takie urządzenie, dzięki któremu podobnie jak u nas, rozgrywane są Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Wodnym w Slalomie. Jednak to nie impreza jest najważniejsza dla miasta, a sam wyciąg. Zbudowano go nie dla zawodów, a po to, by służył masowemu uprawianiu sportu przez miejscowych i turystów.

- Wyciąg narciarski cieszy się bardzo dużym powodzeniem - informuje nas Maciej Czerkawski, dyrektor Ostródzkiego Centrum Sportu i Rekreacji. Z uśrednionych obliczeń obejmujących wieloletnią eksploatację urządzenia wynika, że w sezonie korzysta z niego około 55-60 tys. osób, głównie turyści.

- Jest to gratka nie tylko dla ośrodka, ale i całego miasta – podkreśla dyrektor. Turyści, zjeżdżają się do Ostródy przede wszystkim w weekendy. Skoro już się zjawią, muszą gdzieś przenocować, coś zjeść i zrobić zakupy, co dzieje się z korzyścią dla miejscowej branży hotelowej, handlowej oraz gastronomicznej.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}