Mieszkańcy remontowanego odcinka ul. Gdańskiej nie mogą wjechać ani wyjechać ze swoich posesji samochodami. Problemem jest nawet pokonanie go pieszo, czy rowerem. - Zostaliśmy praktycznie odcięci od świata – żalą się. Ich irytację potęguje to, że na rozkopanej ulicy od pewnego czasu nie widać ekipy prowadzącej roboty.

Uwięzieni na własnej ulicy
Mieszkańcy ul. Gdańskiej są poirytowani tym, że od dłuższego już czasu na terenie prowadzonej inwestycji nie widać ekipy wykonującej roboty

ZAMIAST RADOŚCI - IRYTACJA

Na remont odcinka ul. Gdańskiej od ul. Władysława IV do ul. Lidzbarskiej mieszkańcy czekali dwadzieścia lat. Wreszcie w ubiegłym roku miastu udało się uzyskać dofinansowanie na realizację tej inwestycji z Funduszu Dróg Samorządowych. Jej koszt to 2,3 mln złotych. Wiosną tego roku zaczęły się roboty. Niestety, sposób ich prowadzenia sprawia, że radość z długo oczekiwanej inwestycji zmienia się w coraz większą irytację. Ulica od kilku tygodni jest całkowicie rozkopana, co mocno daje się we znaki mieszkającym tu ludziom. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Mimo że położono już kanalizację, przyłączono gaz i wodę, to wykonawca nie kwapi się, aby chociaż zasypać drogę żwirem i ubić go, aby można było tędy w miarę normalnie się przemieszczać – mówi jeden z mieszkańców, Adam Pacana. Jego syn Waldemar dodaje, że od dłuższego już czasu na terenie budowy nic się nie dzieje. - Na końcowym odcinku robót działa tylko podwykonawca, który kończy przyłącze wodne – dzieli się swoimi obserwacjami. - Często był tu taki widok, że o godzinie 10.00 na jednym końcu ulicy kręcił się jeden pan, a na drugim drugi i niby coś tam robili – relacjonuje pan Waldemar.

W efekcie z posesji nie można wyjechać ani wjechać na nie samochodem. Po rozkopanej ulicy trudno nawet przejść pieszo, o czym „Kurek” przekonał się na własnej skórze, wizytując teren inwestycji w środę 14 lipca. Na ulicy rzeczywiście nie były tego dnia prowadzone żadne roboty.

ZOSTAWIENI SAMI SOBIE

Nasi rozmówcy obawiają się, że w razie potrzeby nie dojedzie tu pogotowie ratunkowe czy policja. - Ja mam już 70 lat, a żona jest tylko trzy lata młodsza, a w dodatku choruje na cukrzycę. Z powodu tego remontu męczymy się tyle czasu – żali się pan Adam. Na posesję Pacanów trudno nawet wejść, bo między wjazdem a ulicą powstał prawie półmetrowy uskok. Podobnie wygląda sytuacja także u innych mieszkańców. Nasi rozmówcy zapewniają, że liczyli się z czekającymi ich niedogodnościami, ale przypominają, że wykonawca ma obowiązek zapewniania im dojścia do posesji. Jak mówią, interweniowali w tej sprawie w Urzędzie Miejskim, ale ich monity zostały przez urzędników zignorowane. Twierdzą też, że o utrudnieniach nikt ich wcześniej nie uprzedzał. - Zostawili nas tak z dnia na dzień – mówi Krzysztof Gamdzyk.

WINNE SĄ UPAŁY

Naczelnik Katarzyna Hrybek-Dudek: - Zobowiązaliśmy wykonawcę, by umożliwił przejazd służbom ratowniczym, porządkowym oraz, w miarę możliwości, mieszkańcom, jednakże ze względu na szeroki zakres prac nie zawsze będzie to możliwe

O ustosunkowanie się do uwag mieszkańców poprosiliśmy burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego. W jego imieniu odpowiedziała nam naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej Katarzyna Hrybek – Dudek. Jak nam wyjaśnia, prace na ul. Gdańskiej zostały przez wykonawcę przerwane z powodu wysokich temperatur. Przypomina również, że wykonanie nawierzchni drogi jest etapem końcowym inwestycji i według harmonogramu ma ono nastąpić na przełomie września i października tego roku. Czy to oznacza, że do tego czasu mieszkańcy pozostaną praktycznie odcięci od świata? - Zobowiązaliśmy wykonawcę, by umożliwił przejazd służbom ratowniczym, porządkowym oraz, w miarę możliwości, mieszkańcom, jednakże ze względu na szeroki zakres prac nie zawsze będzie to możliwe – odpowiada naczelnik. Zaprzecza, aby wykonawca nie informował o czekających mieszkańców utrudnieniach. Powiadomione o nich miały być także służby ratunkowe oraz porządkowe.

A JEDNAK MOŻNA

Dzień po naszej wizycie na ul. Gdańskiej pojawiła się wreszcie ekipa wykonująca roboty, mimo że upały wcale nie zelżały. - Od samego rana praca aż wre. Jest tam kilkunastu pracowników – relacjonowała nam w piątek (16 lipca) mieszkająca w tej okolicy radna Anna Rybińska, przyczyn tego nagłego ożywienia na terenie budowy upatrując w interwencji „Kurka”.

(ew)

PS.

Jak poinformowała nas radna tuż przed zamknięciem wydania, we wtorek na ul. Gdańskiej znów nic się nie działo.{/akeebasubs}