29 marca 1920 r. w Olsztynie, na skutek ran odniesionych w wyniku pobicia przez niemiecką bojówkę rozpędzającą polski wiec przedplebiscytowy w Szczytnie, zmarł Bogumił Linka. Rolnik, działacz społeczny, zaangażowany w działania na rzecz poprawy losu mazurskich chłopów. Postać zasłużona dla Mazur, ale też tragiczna, dziś niemal zupełnie zapomniana. O zachowanie pamięci o nim, od kilku lat stara się Elżbieta Kobus, właścicielka gospodarstwa w Wawrochach, gdzie znajdowało się siedlisko należące do Bogumiła Linki.

W Paryżu szukał Polski dla Wawroch

ZAPOMNIANY BOHATER

Każdy, kto czytał „Na tropach smętka” Malchiora Wańkowicza, ma na pewno w pamięci przejmujący obraz wdowy po mazurskim działaczu, Reginy. Samotna, udręczona szykanami i otoczona nieprzychylnymi jej sąsiadami kobieta, żyła na skraju nędzy w domu w Wawrochach, gdzie przez lata prowadziła wraz z mężem i synami gospodarstwo. Świadectwo Wańkowicza to dziś tak naprawdę jeden z niewielu śladów po Bogumile Lince. Co prawda w Olsztynie, gdzie został pochowany ma on pomnik, w Szczytnie ulicę swojego imienia, a w Dźwierzutach szkołę, ale tak naprawdę pamięć o nim powoli zanika. W Wawrochach, w miejscu należącego do niego gospodarstwa, pozostały tylko porośnięte chaszczami ruiny. W samej wsi tylko najstarsi mieszkańcy, choć też nie wszyscy, wiedzą, że przed laty mieszkał tu zasłużony dla Mazur człowiek. Od kilku lat o uczczenie go zabiega Elżbieta Kobus, która wraz z mężem jest właścicielką terenu, na którym znajdowało się siedlisko Linków. Dzięki m. in. nauczycielom miejscowej szkoły zdobyła szereg materiałów na temat działacza, poszukiwała też informacji o losach jego rodziny oraz tego, co po wojnie stało się z gospodarstwem. Marzeniem pani Elżbiety jest upamiętnienie Bogumiła Linki w Wawrochach poprzez skromny pomnik lub tablicę.

- Mogłaby się ona znaleźć choćby na budynku szkoły, żeby każdy, kto tu przyjeżdża mógł ją zobaczyć – mówi. Historią mazurskiego działacza zainteresowała lokalne media – pisał o niej w 2008 r. „Kurek Mazurski”, powstała też poświęcona mu audycja w Radiu Olsztyn. Wawrochy odwiedził także historyk, prof. Grzegorz Jasiński z Olsztyna wraz z przedstawicielem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Obaj uznali, że inicjatywa pani Elżbiety jest jak najbardziej słuszna i należy ją wcielić w życie. Rok 2010 to dobra ku temu okazja – mija właśnie 90 lat od tragicznej śmierci Bogumiła Linki.

ROLNIK Z WAWROCH

Kim właściwie był i w jaki sposób zasłużył się naszej ziemi? Urodził się 5 lutego 1865 roku we wsi Górki w rodzinie rolnika, Samuela Linki. W wieku około 30 lat przejął po ojcu 11-hektarowe gospodarstwo w Wawrochach. Od 1903 r. działał w Mazurskiej Partii Ludowej jako bliski współpracownik Zenona Lewandowskiego. Będąc wiceprzewodniczącym komitetu wyborczego partii w okręgu Szczytno – Mrągowo, popierał jego kandydaturę w wyborach 1911 i 1913 roku. Był także członkiem rady nadzorczej Banku Ludowego w Szczytnie i członkiem zarządu kółka rolniczego. Domagał się przede wszystkim poprawy sytuacji najniższych warstw społeczeństwa mazurskiego, czemu dawał wyraz na łamach „Mazura”. Propagował na odczytach czytelnictwo polskiej prasy i książek oraz oświatę rolniczą. Z czasem jego działalność zaczęła nabierać charakteru już nie tylko społecznego, ale także wyraźnie propolskiego. Sprzyjały temu okoliczności – Polska odzyskała w 1918 roku niepodległość i właśnie kształtowały się jej przyszłe granice.

SPÓŹNIONA DELEGACJA

Wraz z zakończeniem I wojny światowej pojawił się dylemat dotyczący przynależności terytorialnej Prus Wschodnich. Z tym okresem wiąże się bodaj najważniejszy rozdział w życiu Bogumiła Linki, który zaciążył na dalszych jego losach, odciskając na nich tragiczne piętno. W marcu 1919 roku, z inicjatywy ewangelików polskich w Warszawie, udał się jako członek delegacji mazurskiej, na konferencję pokojową do Paryża, domagając się m. in. włączenia Mazur do Polski bez plebiscytu. Wyjazd okazał się jednak daremny. Delegaci mazurscy przybyli za późno – decyzja o plebiscycie już zapadła. W dodatku wizyta w Paryżu ściągnęła na Bogumiła Linkę poważne kłopoty. Kiedy wrócił, został aresztowany i oskarżony o zdradę stanu. Sąd Wojenny w Olsztynie skazał go na 1,5 roku twierdzy. Uwolnienia działacza domagał się marszałek Foch oraz rząd polski. Linka został zwolniony po kilku miesiącach. W siedzibie „Mazura” w Szczytnie przy obecnej ul. Polskiej, entuzjastycznie witał go redaktor naczelny, Kazimierz Jaroszyk. Linka nadal działał dla sprawy polskiej jako członek Rady Ludowej na powiat szczycieński oraz członek Mazurskiego Związku Ludowego. Nadszedł burzliwy czas kampanii przedplebiscytowej. Mazurscy działacze byli jednak osamotnieni ze strony Polski, która nie była przygotowana do plebiscytu ani organizacyjnie, ani finansowo. Praktycznie nie mieli żadnego wsparcia, czego nie można powiedzieć o doskonale zorganizowanych Niemcach.

KRWAWA ŚRODA

W Szczytnie 21 stycznia 1920 roku odbył się polski więc, nazwany później „krwawą środą”. Uczestniczył w nim także Bogumił Linka. Na zebranie wtargnęła uzbrojona w sztachety, kije i łopaty niemiecka bojówka, która rozpędziła wiec i pobiła jego uczestników. Napastnicy nie znali wprawdzie Linki, jednak wskazał go im jego sąsiad z Wawroch nazwiskiem Mazuch. Działacz doznał poważnych urazów. W mroźną noc ciężko rannego przeniesiono na cmentarz, a stamtąd w tajemnicy przewieziono do Olsztyna. Niemieckie bojówki utrudniały wyjazd, obstawiając drogi wylotowe. Komisja aliancka nie reagowała, a na dodatek od umierającego zażądano jeszcze … pisemnej deklaracji, że chce być leczony w olsztyńskim szpitalu. Nic więc dziwnego, że na ratunek było już za późno. Mimo przeprowadzonej operacji Bogumił Linka zmarł. Pochowano go w Olsztynie na cmentarzu przy kościele św. Józefa. Niemcy nie od razu jednak uwierzyli w jego śmierć. Pojawiły się głosy, że to element polskiej kampanii, a on sam żyje i ukrywa się, działając na rzecz pokrzyżowania niemieckich planów plebiscytowych. Grób Bogumiła Linki został zdewastowany, a być może nawet rozkopany. W 1933 r. rząd polski przyznał pośmiertnie zasłużonemu Mazurowi Krzyż Niepodległości z Mieczami. Dopiero w 1953 roku uroczyście odsłonięto nowy nagrobek. Uczestniczący w ceremonii Fryderyk Mirosław Leyk powiedział m. in.: „Nazwisko Linki złotymi zgłoskami zapisało się w historii tej ziemi, a pamięć o nim pozostanie wśród nas na zawsze. Pomnik Linki wzniesiony na tym cmentarzu niech będzie stałym wspomnieniem dla żyjących, że wierność, miłość i ofiarność dla narodu zasługuje również na wierność, miłość i pamięć”. W 1957 roku opiekę nad grobem działacza przejęła drużyna harcerska im. Zawiszy Czarnego przy Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza.

RODZINNE FATUM

Tragiczny los nie ominął całej rodziny Linków. Wraz z pochodzącą z Piasutna żoną Reginą Bogumił miał czterech synów: Wilhelma, Gustawa, Gottfrieda i Emila oraz trzy córki: Idę, Emmę i Martę. Wilhelm i Gottfried poszli w ślady ojca, angażując się w działalność na rzecz Polski. Ten pierwszy w 1919 roku został zatrzymany pod zarzutem posiadania broni i trzy miesiące spędził w areszcie. Dwa lata później skazano go na 10 lat więzienia za rzekome kłusownictwo. Od 1932 roku był pierwszym kierownikiem Zarządu Okręgu Mazurskiego Związku Polaków w Niemczech. Zginął w 1943 roku w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Gottfried, również szykanowany i śledzony przez Niemców, także 10 lat przesiedział w więzieniach. Był kolporterem „Mazura” i „Kalendarza dla Mazurów”, pracował w biurze Związku Polaków w Szczytnie. W 1936 roku został po raz drugi osadzony w obozie koncentracyjnym w Lichtenbergu, skąd po zwolnieniu wrócił na Mazury. W lipcu 1939 roku władze niemieckie wydaliły go z Prus Wschodnich. Po wybuchu wojny ukrywał się w powiecie mławskim. Po jej zakończeniu wrócił do Szczytna, jednak powojenna rzeczywistość mocno go rozczarowała. Polskie rządy, na które tyle lat on i jego rodzina czekali, nie spełniły oczekiwań. Szczególnie bolesne było to, w jaki sposób komunistyczne władze traktowały ludność mazurską. Gottlieb Linka załamał się i w 1951 roku popełnił samobójstwo. W tym samym roku w Szczytnie zmarła jego matka, wdowa po Bogumile. Została pochowana na cmentarzu ewangelickim przy obecnej ul. Piłsudskiego. Zdewastowaną nekropolię na początku lat 90. zamieniono w park. Co prawda grób Reginy Linkowej się zachował, jednak często padał ofiarą miejscowych wandali, którzy profanowali go, umieszczając na nim obraźliwe napisy. Jesienią 2004 roku, na wniosek rodziny, dokonano ekshumacji, przenosząc szczątki wdowy po Bogumile na cmentarz komunalny w Szczytnie, gdzie spoczęła w grobie rodzinnym.

STAROSTWO UPAMIĘTNI

O możliwość upamiętnienia Bogumiła Linki w Wawrochach zapytaliśmy starostę szczycieńskiego Jarosława Matłacha. Zapewnił nas, że władze powiatu zamierzają zrobić to jeszcze w tym roku, przypominając nie tylko o rocznicy jego śmierci, ale także 90-leciu plebiscytu na Warmii i Mazurach. - We wrześniu zorganizujemy dużą konferencję połączoną z odsłonięciem tablic upamiętniających zasłużonych dla naszego terenu działaczy mazurskich – mówi starosta. Deklaruje, że wkrótce spotka się z Elżbietą Kobus, by omówić szczegóły dotyczące zachowania pamięci o Bogumile Lince w Wawrochach. - Zginął za naszą ojczyznę, naszym obowiązkiem jest uczczenie go – podkreśla Jarosław Matłach.

Ewa Kułakowska

Pisząc artykuł korzystałam z następujących źródeł: „Słownika biograficznego Warmii, Mazur i Powiśla” Tadeusza Orackiego, materiałów zebranych przez nauczycieli Szkoły Podstawowej w Wawrochach oraz audycji Mariusza Borsiaka „Niedziela odkrywców”, wyemitowanej w czerwcu 2008 r. w Radiu Olsztyn. Tytuł jest cytatem z książki M. Wańkowicza „Na tropach smętka”.