Za nami drugie pandemiczne walentynki – ale czy ostatnie przebiegające w podobnych warunkach?

Wprawdzie ogłaszany jest odwrót koronawirusa, kto jednak wie, co czeka nas za rok. Przed dwoma laty walentynki w naszym kraju każdy chętny mógł świętować w dowolny sposób, a niespełna miesiąc później wprowadzono zakazy na całego i nawet pójście na spacer do lasu z ukochaną czy ukochanym pachniało co najmniej koniecznością wylegitymowania się.
Walentynki to w naszych czasach także biznes, okres promocji i przyciągania uwagi klienta w rozmaity sposób. W widocznych miejscach ponaklejano na krótko reklamy zachęcające do kupna wybranych produktów. Miłość jest bez wątpienia czymś bezcennym, ale dlaczego z miłości (?) do klientów nie pokusić się na jakieś przeceny (fot. 1) ? W miniony weekend, na krótko przed walentynkami, co najmniej część właścicieli sklepów i innych punktów mogących czerpać korzyści ze święta zakochanych zdecydowała się na specjalny wystrój, z obowiązkowymi serduszkami, układanymi niekiedy w… serduszka (fot. 2) czy innymi ozdobami z dominującym kolorem czerwonym (fot. 3).
Jeszcze parę lat temu podobną ofertę przedstawiały w widocznych miejscach lokale gastronomiczne, zapraszające w dowcipny sposób na romantyczny wieczór w okresie walentynkowym, ale teraz naszym zdaniem podobna oferta była uboższa. Koronawirus zrobił swoje i odebrał część energii właścicielom? Nie odebrał jej paniom Katarzynie Bil i Darii Szymborskiej, które w poniedziałkowy wieczór wystąpiły w miejskiej bibliotece z walentynkowym koncertem.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
WAŻNA ROCZNICA

Czternasty dzień lutego to dla zdecydowanej większości osób należących do młodego pokolenia dzień jednoznacznie kojarzący się z walentynkami. Ci, którzy pamiętają wojnę (a takich osób jest przecież coraz mniej), będą łączyli tę datę z powstaniem Armii Krajowej. Kilka dni temu obchodziliśmy 80. rocznicę przemianowania Związku Walki Zbrojnej właśnie w AK. Stało się to na mocy rozkazu gen. Władysława Sikorskiego, pełniącego wówczas funkcję Naczelnego Wodza. Armię Krajową rozwiązano oficjalnie na początku 1945 r., jeszcze przed zakończeniem II wojny, ale część żołnierzy związanych z tą formacją przez pierwsze powojenne lata walczyła w antykomunistycznym podziemiu.
Dziś pozostała nam przede wszystkim pamięć. W Szczytnie jakiś czas po przemianach z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku Armia Krajowa została patronem jednej z ulic. Jak widać na fot. 4. wciąż nie nastąpiła całkowita przemiana (czy raczej wymiana) tabliczek, która miała być zakończona prawie rok temu. Imieniem pierwszego komendanta AK nazwano jedno ze szczycieńskich rond (fot. 5). Na cmentarzu komunalnym, przy dolnym wejściu, znajduje się kwatera żołnierzy AK. W minioną niedzielę, w przeddzień rocznicy, zapłonęły tam znicze (fot. 6) . Krótki spacer po tym miejscu pozwala dostrzec, że w grobach spoczywają osoby o ogromnym harcie ducha i woli życia – mimo prześladowań, miesięcy czy lat spędzonych w obozach i więzieniach, dane im było często dożyć wieku więcej niż zacnego. Pochodzili z różnych miejsc, podlegali pod różne AK-owskie okręgi (Kielce, Wilno, Lwów, Białystok i in.). Spoczęli praktycznie w tym samym miejscu, w bliźniaczo podobnych do siebie grobach.
WOJSKO NA DROGACH
W ostatnich latach mieszkańcy co najmniej części naszego powiatu zdążyli się chyba przyzwyczaić do widoku kolumn wojskowych. W pojazdach mogliśmy dostrzec nie tylko naszych żołnierzy, ale i wojsko z zaprzyjaźnionych armii – czyli natowskich. W 2016 r. sporą sensację w Szczytnie wywołali Amerykanie z IV Dywizji Piechoty, którzy zatrzymali się u nas podczas tankowania – było to tuż przed manewrami „Anakonda”. Od pewnego czasu w Polsce i krajach bałtyckich organizowane są międzynarodowe ćwiczenia „Saber Strike”. To właśnie z nimi z nimi należy skojarzyć obrazki widziane u nas w minionym tygodniu (fot. 7.). Manewry potrwają niemal do końca marca, a przejazdy kolumn można było obserwować w większości polskich województw.
ZIMOWA WYCINKA

Do rozpoczęcia sezonu lęgowego zostało jeszcze parę tygodni, trwa więc dość intensywny okres wycinania i przycinania drzew. Jak być może nasi Czytelnicy pamiętają, przed rokiem konkretnie zmniejszono drzewostan w rejonie pomnika Krzysztofa Klenczona przy pasażu prowadzącym nad Jezioro Domowe Duże. Ci, którzy nie zwiedzają regularnie wszystkim zakątków Szczytna, mogą się nieco zdziwić, przechadzając się np. ul. Lanca w pobliżu hali sportowej koło ogólniaka (fot. 8) – tu akurat ograniczono się do przycięcia koron. Gdy jakiś czas temu w podobny sposób potraktowano drzewa rosnące przy ZS 2, wywołało to protesty części osób, ponieważ zimą i wczesną wiosną takie kikuty wyglądały dość przygnębiająco, ale wystarczyło parę miesięcy i okrycie się listowiem, by widok stał się co najmniej do zaakceptowania.
W ostatnim czasie zubożał drzewostan bezimiennego parku (kiedyś patronem był przedwojenny przemysłowiec Richard Anders) położonego w bezpośrednim sąsiedztwie szczycieńskiej Szkoły Podstawowej nr 3. Wycięto tu nieco okazów rosnących zarówno bliżej ulicy (fot. 9) , jak i tych z okolic boiska (fot. 10). Światła jest może dzięki temu więcej, poprawiło się pewnie bezpieczeństwo – ale czy jest ładniej? Na razie z pewnością nie – ścieżka prowadząca wzdłuż ulicy Marii Skłodowskiej – Curie zamieniła się w błotnistą drogę znaczoną śladami ciężkiego sprzętu, a przy szkolnym ogrodzeniu w miniony weekend leżały konkretne resztki gałęzi.
SPRZĄTANIE PO SZCZYCIEŃSKU
Zasady organizacji pracy przy wycince na ul. Skłodowskiej-Curie przywodzą nam na myśl częsty sposób prowadzenia innych robót w Szczytnie i nie tylko. Sprzątamy ulice? Usypujemy pryzmy zmiatanego piachu co paręnaście metrów, a kilka dni później ktoś po nie przyjedzie – o ile wiatr nie rozwieje. Łatamy dziurawe ulice? Pokruszone resztki asfaltu wyrzucamy na chodnik – i niech sobie ktoś w wolnym czasie sprzątnie (fot. 11). Ten ostatni obrazek uchwyciliśmy ostatnio na łatanej kilkakrotnie tej zimy ul. Bohaterów Westerplatte, ale to jest w zasadzie normą obejmującą podobne prace drogowe.{/akeebasubs}
