Jedno z najbardziej rybnych jezior w powiecie, Babant Duży, jest ulubionym akwenem spinningowców. Jak się okazuje, mają oni niemały problem, aby się tam dostać.

Pięknie położone wśród lasów jezioro Babant obfituje w szczupaki i okazałe, niespotykane gdzie indziej okonie. Te najlepiej łowi się z łódki na spinning. Wędkarze żalą się jednak na brak dojazdu do jeziora. To uniemożliwia zwodowanie sprzętu pływającego.
- Do niedawna nie było problemu, ale obecnie droga wiodąca nad brzeg Babantu została zamknięta - irytuje się Zenon Wysocki, mieszkaniec Rańska. Na początku sezonu wykupił za 200 zł kartę wędkarską na połowy z łodzi od Kompanii Mazurskiej Pasym.
- Dwie stówki zostały utopione w jeziorze – kwituje wędkarz. Jak się okazuje, droga nad jezioro została zamknięta. U jej wlotu stoi znak zakazu ruchu.
W Kompanii dowiadujemy się, że to leśnicy zamykają drogi wiodące do jezior, a sprzedający karty wędkarskie nie ma na to wpływu. Kolejne pytanie, jakie są przyczyny zamknięcia dojazdu do jeziora Babant Wielki, kierujemy do Nadleśnictwa Strzałowo, bo na jego terenie leży ów akwen. Odpowiedź jest zaskakująca.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Dostęp do jeziora jest możliwy i to w dwóch miejscach – informuje Krzysztof Mroczkowski, inżynier nadzoru z Nadleśnictwa Strzałowo. Jak nam wyjaśnia, bezpośrednio nad Babant można dojechać od strony leśniczówki Rańsk. Jest jednak warunek. Gdy wjedzie się autem tuż nad brzeg jeziora, zaraz po zwodowaniu łodzi należy wyjechać i zaparkować pojazd przy drodze głównej, obok leśniczówki, bo zostawiać samochodu w lesie nie wolno. Drugie, alternatywne miejsce dogodne do wodowania to leśne pole biwakowe, do którego wiedzie ogólnodostępna droga żwirowa.
TEORIA A PRAKTYKA
Oba te dojazdy „Kurek” sprawdził wraz z panem Zenonem. Od strony leśniczówki Rańsk dojazd niby jest, choć przy szlaku stoi, a właściwie leży znak zakazu wjazdu. Gdyby go zignorować i wjechać, to zaraz po zwodowaniu łódki należałoby wrócić autem na drogę główną, oddaloną o ok. 200 – 250 m, a potem wracać pieszo.
- W tym czasie kosztowny sprzęt pozostawałby bez opieki – irytuje się pan Zenom, dodając, że w takim przypadku musiałby mieć kogoś jeszcze do pilnowania.
Jeszcze gorzej wygląda dojazd od strony leśnego pola biwakowego. Widać na nim wielu turystów i sporo namiotów oraz przyczep campingowych. I one, niestety, całkowicie blokują dostęp do wody. Nie sposób między tym turystycznym sprzętem wcisnąć się samochodem holującym łódkę, a co dopiero ją zwodować.
WĘDKARSKI RAJ
Pan Zenon miał możliwość spinningowania w Danii. Tam całoroczna karta wędkarska kosztuje ok. 180 koron, co przeliczając na polskie złotówki daje kwotę nieco ponad 90 zł(!). Nie ma też jakichkolwiek utrudnień jeśli chodzi o wodowanie łodzi. Każdy wędkarski akwen ma wyznaczone do tego miejsca, z parkingiem dla samochodów, a w wodzie zainstalowane są paliki do cumowania. Obok znajdują się też miejsca do grillowania ryb.
- Największą uciechą dla skandynawskich spinnigowców jest biesiada rybna po pomyślnych połowach – mówi pan Zenon. Rzecz w tym, że w Skandynawii rzeczywiście stawia się na turystykę, której poważną gałęzią jest wędkarstwo.
Marek J.Plitt{/akeebasubs}
