Wolontariusze zajmujący się psami w dźwierzuckim przytulisku apelują do mieszkańców, by zechcieli wyprowadzać je na spacery. Obecnie bardzo brakuje chętnych gotowych poświęcić na to godzinę dziennie, przez co zwierzęta zmuszone są wegetować w swoich zamkniętych boksach, podczas gdy potrzebują kontaktu z ludźmi.
Czasem niewiele trzeba, aby zadbać o swoją kondycję, a przy okazji zrobić dobry uczynek. Z takiego założenia wychodzą wolontariuszki zajmujące się psami w dźwierzuckim przytulisku. Codziennie starają się zapewnić czworonogom godzinny spacer. Dla zamkniętych w kojcach zwierzaków, łaknących choćby najmniejszego kontaktu z człowiekiem, to wielka frajda. Niestety w ostatnim czasie brakuje chętnych do wyprowadzania psów. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Inna wolontariuszka, a zarazem nauczycielka w dźwierzuckiej szkole Danuta Gutysz przyznaje, że brak chętnych do wyprowadzania czworonogów to rzeczywiście problem, zwłaszcza że zwierzęta bardzo się przyzwyczaiły do codziennych spacerów. - Przydałyby się głównie osoby dorosłe, bo dzieci są chętne, ale po pierwsze, muszą mieć zgodę rodziców, po drugie, musi towarzyszyć im ktoś starszy – mówi. Ubolewa, że dotychczasowe apele wolontariuszy pozostają bez echa. - Mam uczucie, jakbyśmy odbijały się od ściany – mówi pani Danuta. Obecnie w przytulisku przebywa osiem psów. W całym minionym roku do adopcji poszło aż dziewiętnaście czworonogów. Niektórym nowe domy zapewnili sami wolontariusze. Ostatnio jednak adopcji jest zdecydowanie mniej. - Co prawda posty na Facebooku informujące o psach mają duże zasięgi, ale efektów nie ma – przyznaje pani Danuta. Podkreśla, że godzinny spacer z psiakiem to samo zdrowie – poprawia kondycję, a do tego wymaga mobilizacji. - Sama wyprowadzam je siedem dni w tygodniu, mimo że mam swoje zwierzęta. Nie mogłabym jednak tego zaniechać, wiedząc, że psiaki z przytuliska na mnie czekają – mówi wolontariuszka.
(ew){/akeebasubs}
