Wśród kibiców świętujących na Stadionie Narodowym awans Polaków do przyszłorocznych mistrzostw świata znalazła się także grupka miłośników futbolu z Wielbarka.

Wielbark z biało-czerwonymi
Kibice z Wielbarka (na zdjęciu widoczna część grupy) na mecze reprezentacji jeździ od kilku lat

W gronie szczęśliwców, którzy mogli oglądać niedzielny mecz Polska-Czarnogóra na żywo, nie zabrakło około 20 kibiców z Wielbarka i osób związanych z miejscową Omulwią. Szczęśliwców, bo chętnych do obejrzenia spotkania z trybun Stadionu Narodowego było 10 razy więcej niż krzesełek. Co należało zrobić, by pojechać do stolicy na mecz? Istniała możliwość zakupu biletu w dniu meczu – ale z alternatywnego źródła i za 400 zł (tak jeden z wielbarskich kibiców zrobił). Prościej i taniej było nastawić budzik na godzinę 0.00 pierwszego dnia internetowej sprzedaży (lub położyć się późno spać) i zamówić bilety. Tak z kolei zrobił Karol Rzepczyński, prezes Omulwi, który kilka lat temu zainicjował wspólne wyjazdy z Wielbarka na reprezentacyjne mecze.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Do tej pory takich wypraw – samochodami prywatnymi lub busem – było już kilkanaście. – Bez szalika czy czapki nikt się nie wybiera – mówi Mariusz Korczakowski, trener Omulwi, znajdujący się także w wyjazdowej grupie. Mecze reprezentacji na żywo ogląda na żywo już od 20 lat, a zaczynał od spotkania z Litwą na stadionie… olsztyńskiego Stomilu.

Wielbarscy kibice wcześniej zabierali ze sobą flagę z dopisaną nazwą miejscowości, ale na meczu z Czarnogórą jej zabrakło. – Ostatnim razem nie pozwolili wnieść, bo niby to jest nielegalne – tłumaczy Mariusz Korczakowski. Kibice oglądający mecz w telewizji widzieli z pewnością, że jest to zakaz często łamany, o ile uda się znaleźć sposób, by flagę z dodatkiem przemycić. Nielegalne jest również wbieganie widzów na płytę boiska. Może nie wszyscy o tym wiedzą, że parę minut po meczu na murawę przedarł się jeden z fanów kapitana naszej reprezentacji. – Pocałował buta Lewandowskiego i ochrona go zatrzymała – opowiada Mariusz Korczakowski. Dramaturgia ostatnich minut spotkania sprawiła, że mecz wyróżnia się niewątpliwie na liście wyjazdów wielbarskiej grupy. - Na chwilę nastąpiła konsternacja – to komentarz do zdobycia bramki wyrównującej przez gości. Jak mówi nam trener Omulwi, dopiero w tym momencie zaczęło się prawdziwe zagrzewanie do boju. – Uważam, że doping na meczach reprezentacji jest słaby, najwyżej przeciętny – stwierdza, dodając, że lepiej wygląda on podczas spotkań Ekstraklasy.

Trudno oczekiwać, by w wypowiedzi kibica i jednocześnie szkoleniowca nie znalazł się trenerski komentarz. -Nie można jak najmniejszym nakładem sił wygrać czy zremisować. Było z trybun widać, że od około 70. minuty graliśmy na czas – słyszymy. - Dobrze, że mamy tego Lewandowskiego.

(gp){/akeebasubs}