Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, a zarazem zapalony myśliwy, Leszek Mierzejewski zaliczył kolejną wpadkę. Tym razem w niewybredny sposób zaatakował radną Ewę Czerw. Nazwał ją m.in. „byłym prawnikiem” i „milicjantem”. Wszystko przez to, że ośmieliła się wyrazić swoją negatywną opinię o niektórych myśliwych. Radna poczuła się urażona.

Wigilijne przytyki myśliwego

ZEMSTA ZA POGLĄDY

Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej i szef komitetu wyborczego „Z Górską dla Szczytna” to zapalony myśliwy. Swoimi przemyśleniami na temat łowiectwa, i nie tylko, dzieli się na łamach lokalnych gazet. Niedawno w jednym z felietonów zatytułowanym „Wigilijne polowanie” odnosił się polemicznie do artykułu zamieszczonego w „Kurku” - „Selekcja czy mordowanie”. W gronie osób, których wypowiedzi w nim zamieściliśmy była radna, a zarazem prezes szczycieńskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, Ewa Czerw. Mierzejewskiego zbulwersowały jej słowa o tym, że zna myśliwych, którzy „zabijają ponad miarę”. W swoim felietonie dał temu wyraz w mało elegancki sposób. Zamiast skupić się na meritum, zaatakował personalnie koleżankę z rady. Nazwał ją „byłym prawnikiem i pracownikiem WSPol” oraz „milicjantem”. Kpiąco zauważał, że instytucja, której szefuje Czerw, zajmuje się psami i kotami – w domyśle nie ma nic wspólnego ze zwierzyną leśną.

ODPOWIEDŹ RADNEJ

Ewa Czerw poczuła się mocno dotknięta tekstem Mierzejewskiego.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

W związku z tym odniosła się do niego podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia komisji bezpieczeństwa RM. Podkreślała, że wypowiadając się na łamach „Kurka” dawała jedynie wyraz swoim poglądom sprzeciwiającym się zabijaniu zwierząt. - Gdybym uważała inaczej, nie pracowałabym w TONZ – podkreślała. - Nie można ludzi zmieniać na swoje kopyto i narzucać im swoich poglądów – dodawała. Uświadamiała też wiceprzewodniczącemu rady, że wcale nie jest „byłym prawnikiem”.

- Będę nim do końca życia, bo takie wykształcenie uzyskałam na Uniwersytecie Warszawskim. To tak, jakbym napisała o panu „były inżynier”, odbierając tym samym kwalifikacje zdobyte ciężką pracą – wytykała nietakt radnemu Ewa Czerw. Zaznaczała też, że niewłaściwe było nazwanie jej milicjantem i pracownikiem WSPol. Jak przypominała, w szkole tej pracowała jako nauczyciel akademicki i uzyskała wysoki stopień oficerski. Zapewniała, że jej opinia na temat myśliwych opierała się na wiedzy zdobytej w TONZ. Tam, jak relacjonowała, wpływają zgłoszenia o ich nagannych zachowaniach związanych m.in. z zabijaniem psów.

NIE PIERWSZA WPADKA

Mierzejewski, odpowiadając koleżance z rady, bronił się mówiąc, że … w swoim felietonie nie użył jej nazwiska. - Jeżeli panią obraziłem, to przepraszam. Uważam, że powinna pani moje przeprosiny przyjąć – nie pozostawiał wyboru. Namawiał też, żeby o wszystkich nagannych przypadkach z udziałem myśliwych informowała prokuraturę. Radna odpowiadała, że TONZ na tego typu sytuacje reaguje i zgłasza je stosowanym organom. Zażenowani zachowaniem wiceprzewodniczącego rady byli koledzy Ewy Czerw z opozycyjnego Forum Samorządowego. - Radni powinni stanowić jakiś poziom – mówił radny Jerzy Topolski.

Leszek Mierzejewski słynie już z niefortunnych wypowiedzi. Przypomnijmy, że dwa lata temu, broniąc się przed zaproponowaną przez radnych Forum Samorządowego obniżką diet, powoływał się na trudną sytuację w swojej rodzinie. Zastanawiał się, czy części tych pieniędzy pochodzących od podatników nie będzie musiał oddawać matce i siostrze. Tymczasem, przed wyborami samorządowymi w 2010 roku, w opłaconym ogłoszeniu mówił tak: Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że radni w ogóle nie powinni otrzymywać diet lub powinny być one mniejsze.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}