Na terenie gminy Szczytno w ciągu ostatniego miesiąca doszło do co najmniej pięciu ataków wilków na bydło. Łupem watahy drapieżników padły jałówki i cielęta. – Mamy do czynienia z nasileniem tego typu zdarzeń – potwierdza łowczy Koła Łowieckiego „Knieja”. Przyrodnicy się cieszą, że jeszcze do niedawna zagrożony wyginięciem drapieżnik wrócił do mazurskich lasów, ale rolnicy liczą straty i domagają się jego odstrzału.

Wilki zagryzają jałówki
Tak wyglądały pozostałości po wilczej uczcie w jednym z gospodarstw na terenie gminy Szczytno

MAKABRYCZNA UCZTA

Wataha wilków przebywająca na terenie gminy Szczytno w ciągu ostatniego miesiąca zaatakowała stada bydła w okolicach Lipowca, Piecuchów, Siódmaka i Czarkowego Grądu. W tej ostatniej miejscowości drapieżniki wyrządziły szkody dwóm rolnikom. Widok, jaki po sobie zostawiły, był makabryczny. Z jałówek i cieląt pozostały jedynie łby, kopyta i szkielety. Niemal wszystkie wnętrzności zostały zjedzone. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Dorota i Stanisław Kulasowie, którzy w Piecuchach prowadzą gospodarstwo specjalizujące się w produkcji mleka, wskutek ataku watahy stracili trzy sztuki bydła. Około trzech tygodni temu drapieżniki zagryzły najpierw dwie pasące się około 1 km od zabudowań jałówki, a kilka innych poraniły. – Po tym zdarzeniu przygnaliśmy resztę stada bliżej domu, żeby mieć je na oku – opowiada Dorota Kulas. Okazało się jednak, że to nie uchroniło bydła przed kolejnym atakiem. – Tydzień później około południa wyjrzałem przez okno i zobaczyłem na pastwisku stado kruków. Już wtedy domyśliłem się, że stało się coś złego – relacjonuje Stanisław Kulas. Na łące ok. 150 metrów od domu znalazł trzecią zagryzioną sztukę, która była poraniona przy pierwszym ataku wilków. Straty poniesione przez rolników są znaczne. Wartość jednej jałówki to kilka tysięcy złotych. – Teraz całe stado trzymamy już w oborze i nie wypuszczamy na pastwisko – mówią rolnicy. Rozpoczęli procedurę ubiegania się o odszkodowanie, ale nie są pewni, czy pokryje ono straty. – Szkody mamy duże, a dostaniemy grosze, albo i nic – nie kryje obaw pani Dorota.

Łowczy Koła Łowieckiego „Knieja” Michał Kaczmarczyk: - Ostatnich napadów dokonała licząca najprawdopodobniej 6 wilków wataha składająca się z wadery (samicy), basiora (samca) oraz czterech młodych szczeniąt - mówi

Drapieżniki zagryzły również cielę w gospodarstwie Tomasza Deptuły w Czarkowym Grądzie. – Wczesnym rankiem wypuściliśmy bydło na pastwisko. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że nie ma jednego cielaka. To, co z niego zostało znaleźliśmy jakieś 200 metrów od zabudowań – mówi Henryk Deptuła, ojciec gospodarza. W minionych latach też dochodziło do wilczych ataków, jednak wtedy obyło się bez poważniejszych szkód. – Raz pokaleczyły dorosłą krowę, rozerwały jej udo i urwały ogon – wspomina pan Henryk.

JEST ICH ZA DUŻO

Tadeusz Piórkowski: - Skoro wilki atakują zwierzęta domowe, to dla nas potwierdzenie, że nie mają łatwej zdobyczy w lesie, a więc jest ich za dużo

Wilcza wataha pojawiła się również w rejonie Siódmaka, gdzie swoje stada wypasa właściciel pensjonatu w Sasku i hodowca koni Tadeusz Piórkowski. Drapieżniki zagryzły mu w ostatnim czasie pięć sztuk. Kilka lat temu ich łupem padł źrebak. – Jeszcze nie zgłosiłem szkody, bo wnioski o odszkodowania są dość skomplikowane, wymagają podpisów wielu osób, w tym przedstawiciela koła łowieckiego i urzędu gminy – skarży się pan Tadeusz. Do tego, by móc liczyć na wypłatę pieniędzy, trzeba wykazać, że stado pozostawione na pastwisku na noc jest monitorowane przez człowieka. – Nie wystarczy tu elektryczny pastuch – mówi Tadeusz Piórkowski, dodając, że jego zdaniem taki wymóg jest niedorzeczny. Obawia się, że ataków wilków będzie więcej, bo w ostatnim czasie ich populacja na naszym terenie wzrosła. – Skoro atakują zwierzęta domowe, to dla nas potwierdzenie, że nie mają już łatwej zdobyczy w lesie, a więc jest ich za dużo – uważa rolnik. Jego zdaniem należy monitorować stan populacji drapieżników. – Jeśli jest ona zbyt liczna, to powinien być odstrzał – nie ma wątpliwości pan Tadeusz. Na razie zabezpiecza się przed wilkami, rozkładając na pastwiskach ludzkie włosy otrzymane od znajomego fryzjera oraz specjalne zapachy przypominające woń człowieka. – To jednak skutkuje tylko kilka dni – mówi.

NIENASYCONA WILCZA RODZINA

- Mamy do czynienia z nasileniem tego typu przypadków – przyznaje łowczy Koła Łowieckiego „Knieja” Michał Kaczmarczyk, który wraz z przedstawicielami nadleśnictwa i Urzędu Gminy oglądał zagryzione sztuki. Ma stuprocentową pewność, że ataki to sprawka wilków, a nie np. zdziczałych, wałęsających się psów. – Po pierwsze, na podłożu znaleźliśmy ślady wilczych łap, które różnią się od psich oraz odchody drapieżników. Po drugie, na wilki wskazuje sposób uśmiercenia zwierzęcia poprzez chwyt za gardło od spodu i duszenie – tłumaczy łowczy. Dodaje, że stado grasujące w gminie Szczytno zaatakowało również dorodnego jelenia, i to przy samej drodze między Wałami a Lipowcem. Obserwacje myśliwych wskazują, że ostatnich napadów dokonała licząca najprawdopodobniej 6 wilków wataha składająca się z wadery (samicy), basiora (samca) oraz czterech młodych szczeniąt. – W okresie późnego lata i wczesnej jesieni rodzice uczą młode polowania. W tym celu łatwiej im atakować zwierzęta hodowlane, które raczej nie mają szans na ucieczkę, niż leśne – tłumaczy Michał Kaczmarczyk. Poza tym wataha ta była widywana w różnych miejscach, nie tylko w lasach. – Kolega widział dwa wilki na łąkach w Wałach. Od razu przegonił swoje bydło bliżej domu – opowiada łowczy. O tym, że wataha jest dość liczna, świadczy też ilość pożartego przez nią mięsa. – Jedna jałówka waży ok. 200 kg, a zjedzone są z niej obie szynki, łopatki i wnętrzności – wylicza myśliwy. Po takiej „uczcie” wilki mogą nie jeść nawet kilka dni. Nie mają też problemów z przemieszczaniem. W poszukiwaniu pokarmu w ciągu doby potrafią pokonać 30 – 40 kilometrów.

NIE WYLEWAJMY WILKA Z KĄPIELĄ

W gospodarstwie należącym do syna Henryka Deptuły z Czarkowego Grądu łupem drapieżników padł niedawno cielak

Łowczy nie jest zwolennikiem odstrzału tych do niedawna niemal całkowicie wytępionych przez czowieka drapieżników. Podkreśla, że pełnią one bardzo ważną funkcję w ekosystemie jako „czyściciele” lasów z chorych, rannych zwierząt, a poza tym stanowią swoistą atrakcję przyrodniczą. – Jestem za tym, aby w przyrodzie panowała równowaga jeśli chodzi o liczbę roślinożerców i drapieżników – mówi, dodając, że w ostatnich latach znacząco zwiększyła się liczba jeleni i dzików. Tych ostatnich jest już tak dużo, że Lasy Państwowe mocno naciskają na koła łowieckie, aby prowadziły ich odstrzał. – W pewnym sensie wilk jest więc naszym sprzymierzeńcem – zauważa myśliwy. Jego zdaniem rozwiązaniem problemu mogłoby być montowanie wysokich, elektrycznych ogrodzeń chroniących bydło przed atakami drapieżników. Zabezpieczenia takie są stosowane w Bieszczadach, gdzie wilków jest więcej niż u nas. Ponieważ byłoby to kosztowne, w grę powinna wchodzić pomoc państwa. – Musimy się liczyć z tym, że takie szkody będą i trzeba je rolnikom rekompensować. Popatrzymy też, ile jest krów w całym powiecie, a ile z nich padło łupem drapieżników. Nie wylewajmy wilka z kąpielą – parafrazuje znane powiedzenie łowczy.

JAK DOSTAĆ ODSZKODOWANIE?

Aby otrzymać od Skarbu Państwa odszkodowanie za straty spowodowane przez wilki, rolnik musi zgłosić takie zdarzenie w ciągu 7 dni od jego zaistnienia do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. – Wnioski są dostępne w urzędzie gminy. W razie potrzeby pomożemy gospodarzowi je wypełnić – informuje Justyna Jarząbek, podinspektor ds. ochrony środowiska w Urzędzie Gminy Szczytno. Przedstawiciel gminy może też brać udział w komisji sporządzającej protokół strat. Do tej pory, jak informuje podinspektor, do UG Szczytno zgłosiło się po wnioski trzech rolników. Na terenie gminy ataki wilków na bydło nie są wcale ewenementem. – Co roku odnotowujemy pojedyncze przypadki – mówi Justyna Jarząbek. Zaznacza, że rolnicy otrzymują odszkodowania za szkody powstałe w godzinach rannych. – Jeśli do ataku doszło w nocy, to gospodarz musi zaświadczyć, że stado było w tym czasie monitorowane – tłumaczy. Przyznaje, że jeśli tego nie udowodni, powinien się liczyć z tym, że odszkodowanie nie zostanie mu wypłacone.

Ewa Kułakowska

7 WATAH 

 

Jak informuje Adam Gełdon z Nadleśnictwa Spychowo, na terenie powiatu szczycieńskiego, wg ostatniej wielkoobszarowej inwentaryzacji dużych drapieżników przeprowadzonej w 2015 r., bytuje 7 watah po średnio 5-6 osobników. Liczba watah i zajmowane przez nie terytoria praktycznie nie ulegają zmianie. Mówimy tu o średnim zagęszczeniu 2,5 osobnika/100 km2. Jedna wataha wilków w ciągu roku upoluje średnio 115 jeleni i 10 saren. To daje na powiat szczycieński około 800 jeleni rocznie, nie wliczając m.in. saren, dzików, bobrów i łosi, które również znajdują się w diecie wilków. {/akeebasubs}