Na terenie gminy Szczytno w ciągu ostatniego miesiąca doszło do co najmniej pięciu ataków wilków na bydło. Łupem watahy drapieżników padły jałówki i cielęta. – Mamy do czynienia z nasileniem tego typu zdarzeń – potwierdza łowczy Koła Łowieckiego „Knieja”. Przyrodnicy się cieszą, że jeszcze do niedawna zagrożony wyginięciem drapieżnik wrócił do mazurskich lasów, ale rolnicy liczą straty i domagają się jego odstrzału.
MAKABRYCZNA UCZTA
Wataha wilków przebywająca na terenie gminy Szczytno w ciągu ostatniego miesiąca zaatakowała stada bydła w okolicach Lipowca, Piecuchów, Siódmaka i Czarkowego Grądu. W tej ostatniej miejscowości drapieżniki wyrządziły szkody dwóm rolnikom. Widok, jaki po sobie zostawiły, był makabryczny. Z jałówek i cieląt pozostały jedynie łby, kopyta i szkielety. Niemal wszystkie wnętrzności zostały zjedzone. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Drapieżniki zagryzły również cielę w gospodarstwie Tomasza Deptuły w Czarkowym Grądzie. – Wczesnym rankiem wypuściliśmy bydło na pastwisko. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że nie ma jednego cielaka. To, co z niego zostało znaleźliśmy jakieś 200 metrów od zabudowań – mówi Henryk Deptuła, ojciec gospodarza. W minionych latach też dochodziło do wilczych ataków, jednak wtedy obyło się bez poważniejszych szkód. – Raz pokaleczyły dorosłą krowę, rozerwały jej udo i urwały ogon – wspomina pan Henryk.
JEST ICH ZA DUŻO
Wilcza wataha pojawiła się również w rejonie Siódmaka, gdzie swoje stada wypasa właściciel pensjonatu w Sasku i hodowca koni Tadeusz Piórkowski. Drapieżniki zagryzły mu w ostatnim czasie pięć sztuk. Kilka lat temu ich łupem padł źrebak. – Jeszcze nie zgłosiłem szkody, bo wnioski o odszkodowania są dość skomplikowane, wymagają podpisów wielu osób, w tym przedstawiciela koła łowieckiego i urzędu gminy – skarży się pan Tadeusz. Do tego, by móc liczyć na wypłatę pieniędzy, trzeba wykazać, że stado pozostawione na pastwisku na noc jest monitorowane przez człowieka. – Nie wystarczy tu elektryczny pastuch – mówi Tadeusz Piórkowski, dodając, że jego zdaniem taki wymóg jest niedorzeczny. Obawia się, że ataków wilków będzie więcej, bo w ostatnim czasie ich populacja na naszym terenie wzrosła. – Skoro atakują zwierzęta domowe, to dla nas potwierdzenie, że nie mają już łatwej zdobyczy w lesie, a więc jest ich za dużo – uważa rolnik. Jego zdaniem należy monitorować stan populacji drapieżników. – Jeśli jest ona zbyt liczna, to powinien być odstrzał – nie ma wątpliwości pan Tadeusz. Na razie zabezpiecza się przed wilkami, rozkładając na pastwiskach ludzkie włosy otrzymane od znajomego fryzjera oraz specjalne zapachy przypominające woń człowieka. – To jednak skutkuje tylko kilka dni – mówi.
NIENASYCONA WILCZA RODZINA
- Mamy do czynienia z nasileniem tego typu przypadków – przyznaje łowczy Koła Łowieckiego „Knieja” Michał Kaczmarczyk, który wraz z przedstawicielami nadleśnictwa i Urzędu Gminy oglądał zagryzione sztuki. Ma stuprocentową pewność, że ataki to sprawka wilków, a nie np. zdziczałych, wałęsających się psów. – Po pierwsze, na podłożu znaleźliśmy ślady wilczych łap, które różnią się od psich oraz odchody drapieżników. Po drugie, na wilki wskazuje sposób uśmiercenia zwierzęcia poprzez chwyt za gardło od spodu i duszenie – tłumaczy łowczy. Dodaje, że stado grasujące w gminie Szczytno zaatakowało również dorodnego jelenia, i to przy samej drodze między Wałami a Lipowcem. Obserwacje myśliwych wskazują, że ostatnich napadów dokonała licząca najprawdopodobniej 6 wilków wataha składająca się z wadery (samicy), basiora (samca) oraz czterech młodych szczeniąt. – W okresie późnego lata i wczesnej jesieni rodzice uczą młode polowania. W tym celu łatwiej im atakować zwierzęta hodowlane, które raczej nie mają szans na ucieczkę, niż leśne – tłumaczy Michał Kaczmarczyk. Poza tym wataha ta była widywana w różnych miejscach, nie tylko w lasach. – Kolega widział dwa wilki na łąkach w Wałach. Od razu przegonił swoje bydło bliżej domu – opowiada łowczy. O tym, że wataha jest dość liczna, świadczy też ilość pożartego przez nią mięsa. – Jedna jałówka waży ok. 200 kg, a zjedzone są z niej obie szynki, łopatki i wnętrzności – wylicza myśliwy. Po takiej „uczcie” wilki mogą nie jeść nawet kilka dni. Nie mają też problemów z przemieszczaniem. W poszukiwaniu pokarmu w ciągu doby potrafią pokonać 30 – 40 kilometrów.
NIE WYLEWAJMY WILKA Z KĄPIELĄ
Łowczy nie jest zwolennikiem odstrzału tych do niedawna niemal całkowicie wytępionych przez czowieka drapieżników. Podkreśla, że pełnią one bardzo ważną funkcję w ekosystemie jako „czyściciele” lasów z chorych, rannych zwierząt, a poza tym stanowią swoistą atrakcję przyrodniczą. – Jestem za tym, aby w przyrodzie panowała równowaga jeśli chodzi o liczbę roślinożerców i drapieżników – mówi, dodając, że w ostatnich latach znacząco zwiększyła się liczba jeleni i dzików. Tych ostatnich jest już tak dużo, że Lasy Państwowe mocno naciskają na koła łowieckie, aby prowadziły ich odstrzał. – W pewnym sensie wilk jest więc naszym sprzymierzeńcem – zauważa myśliwy. Jego zdaniem rozwiązaniem problemu mogłoby być montowanie wysokich, elektrycznych ogrodzeń chroniących bydło przed atakami drapieżników. Zabezpieczenia takie są stosowane w Bieszczadach, gdzie wilków jest więcej niż u nas. Ponieważ byłoby to kosztowne, w grę powinna wchodzić pomoc państwa. – Musimy się liczyć z tym, że takie szkody będą i trzeba je rolnikom rekompensować. Popatrzymy też, ile jest krów w całym powiecie, a ile z nich padło łupem drapieżników. Nie wylewajmy wilka z kąpielą – parafrazuje znane powiedzenie łowczy.
JAK DOSTAĆ ODSZKODOWANIE?
Aby otrzymać od Skarbu Państwa odszkodowanie za straty spowodowane przez wilki, rolnik musi zgłosić takie zdarzenie w ciągu 7 dni od jego zaistnienia do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. – Wnioski są dostępne w urzędzie gminy. W razie potrzeby pomożemy gospodarzowi je wypełnić – informuje Justyna Jarząbek, podinspektor ds. ochrony środowiska w Urzędzie Gminy Szczytno. Przedstawiciel gminy może też brać udział w komisji sporządzającej protokół strat. Do tej pory, jak informuje podinspektor, do UG Szczytno zgłosiło się po wnioski trzech rolników. Na terenie gminy ataki wilków na bydło nie są wcale ewenementem. – Co roku odnotowujemy pojedyncze przypadki – mówi Justyna Jarząbek. Zaznacza, że rolnicy otrzymują odszkodowania za szkody powstałe w godzinach rannych. – Jeśli do ataku doszło w nocy, to gospodarz musi zaświadczyć, że stado było w tym czasie monitorowane – tłumaczy. Przyznaje, że jeśli tego nie udowodni, powinien się liczyć z tym, że odszkodowanie nie zostanie mu wypłacone.
Ewa Kułakowska
7 WATAH
Jak informuje Adam Gełdon z Nadleśnictwa Spychowo, na terenie powiatu szczycieńskiego, wg ostatniej wielkoobszarowej inwentaryzacji dużych drapieżników przeprowadzonej w 2015 r., bytuje 7 watah po średnio 5-6 osobników. Liczba watah i zajmowane przez nie terytoria praktycznie nie ulegają zmianie. Mówimy tu o średnim zagęszczeniu 2,5 osobnika/100 km2. Jedna wataha wilków w ciągu roku upoluje średnio 115 jeleni i 10 saren. To daje na powiat szczycieński około 800 jeleni rocznie, nie wliczając m.in. saren, dzików, bobrów i łosi, które również znajdują się w diecie wilków. {/akeebasubs}
