- Nie tak powinno się załatwiać sprawy. Zamiast życzliwego słowa, potraktowano mnie lekceważąco – ubolewa pani Ewa, zapowiadając, że w tej sytuacji, chociaż niechętnie, będzie musiała wystąpić na drogę sądową.
Niecodzienna sytuacja spotkała Czytelniczkę Kurka, zamieszkałą w Warszawie, ale często odwiedzającą nasz powiat, mającą tu swój domek letniskowy. Otóż w sierpniu pani Ewa zakupiła w ciastkarni dwie jagodzianki. Po ugryzieniu jednej z nich poczuła ciało obce. Okazało się, że w farszu jagodowym był 2-centymetrowy wkręt, który w konsekwencji ukruszył jej ząb.
Pani Ewa udała się do ciastkarni prosząc o wyjaśnienia. Tam miano ją poinformować, że jagody do produkcji jagodzianek zostały zakupione od dostawcy, który zbierał je w lesie. Po jakimś czasie przekazano jej jednak, że były to jagody fabrycznie mrożone. Pani Ewa oczekiwała od producenta stosownej w takim przypadku reakcji, bo konsekwencje mogły dla jej zdrowia okazać się zdecydowanie bardziej dramatyczne. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Chcieliśmy poznać wersję drugiej strony, ale mimo wielokrotnych prób telefonu, którego numer widnieje na stronie internetowej firmy, nikt nie odbierał.
NIESZCZĘŚLIWY PRZYPADEK
Prośbę o interwencję w tej sprawie otrzymał szczycieński sanepid. - Próbowaliśmy ustalić jaka była przyczyna pojawienia się ciała obcego w jagodziance, ale w surowcach, które znajdowały się w zakładzie, w tym także od dostawców, nie wykryto nic niewłaściwego – mówi Powiatowy Inspektor Sanitarny Tomasz Liwartowski. - Sądzę, że była to incydentalna historia i bardzo nieszczęśliwy przypadek, który zaistniał najprawdopodobniej nie z winy producenta, tylko dostawcy jednego ze składników surowców, czyli w tym przypadku jagód mrożonych.
Przy okazji dowiadujemy się, że skarg na obecność ciał obcych w produktach spożywczych do sanepidu wpływa niewiele. Znacznie więcej ujawnianych jest przypadków przeterminowanych towarów. To za sprawą sygnałów od mieszkańców i, w większej części, w wyniku przeprowadzanych przez inspektorów sanepidu kontroli.
Jakie są w takich sytuacjach wyciągane konsekwencje?
- Jeżeli postępowanie wyjaśniające ustali winnego, to w grę wchodzi kodeks wykroczeń – mówi szef sanepidu. Kończy się to zwykle wymierzeniem mandatu w wysokości do 1000 zł. Jego wysokość uzależniona jest od skali i ilości wprowadzonej do obrotu żywności oraz oceny ryzyka. - Czym innym jest wprowadzenie po terminie przydatności do spożycia środków nabiałowych, a czym innym przeznaczonych np. dla niemowląt – tłumaczy inspektor Liwartowski. Sytuacji takich jak zaznacza można uniknąć. - Proszę, żeby uważnie czytać etykiety oraz sprawdzać czy na pewno nabyty towar jest w dacie przydatności do spożycia.
(o)
Od redakcji. Imię naszej Czytelniczki na jej życzenie zmieniliśmy{/akeebasubs}
