Oczywiście ogródki przy restauracjach, kawiarniach i pubach. Nie mogę się wprost doczekać, bo też nigdzie nie czuję się lepiej niż zasiadając z gazetką - przy piwku lub winku - na widokowym tarasie „Mazuriany”, czy zielonym trawniku restauracji „Zacisze”. U mnie w domu sezon ogródkowy został już zainaugurowany poprzez rozstawienie ogromnego, knajpowego parasola nad stołem i dwiema ławami. No i stąd temat dzisiejszego felietonu. Jest bowiem słoneczna, wiosenna niedziela i siedzę ja sobie w ogrodzie pod owym parasolem, wystukując niniejszy tekst.
Ciekaw jestem jak też w tym roku wyglądać będzie ciąg spacerowy nad jeziorem małym. Tak od „Mazuriany” do „Groty”. Jest to pięknie przygotowany fragment parku i mam nadzieję, że wreszcie zaroi się tam od wszelakich gastronomicznych propozycji ogródkowych. Niegdyś sugerowałem, aby wykorzystać nadjeziorne okolice pubu „Gama” i „Mazuriany” - gdzieś tak do hotelu „Krystyna” - przy lokalizacji punktów gastronomicznych podczas Dni i Nocy Szczytna. Może to i trudne, ale na pewno ciekawsze niż zamykanie fragmentu głównej ulicy na wzór typowych „festów”, jakie setkami organizowane są przez niemieckie miasta.
Tutaj przypomniał mi się pewien znakomity przykład takiej organizacji miejskiego święta. I to przykład właśnie niemiecki, a mianowicie z Berlina.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Jedną z piękniejszych dzielnic stolicy Niemiec jest dzielnica Tegel. Przepiękne, zielone tereny położone nad jeziorem Tegeler. To oczywiście fragment wielkiego miasta, ale także imponujące założenie parkowe. Tamże dane mi było niegdyś spędzić piękny, letni weekend, kiedy to nad jeziorem odbywał się wielki festyn związany z jakąś tam rocznicą czegoś tam. To naprawdę było coś wspaniałego. Aleje parkowe pełne wszelakich atrakcji! Oczywiście niezliczone piwogródki. Przy brzegu statki wycieczkowe. Na każdym orkiestra i dancing. Kiedy w poniedziałek rano wsiadałem do samochodu, aby wrócić do Polski, po festynie nie było śladu. Wszystko czyściutko posprzątane, a jedynie kawiarnie i bary śniadaniowe funkcjonowały tak jak co dzień.
Pisząc o gastronomicznych ogródkach europejskich nie można zapomnieć o słynnym Grinzingu. Grinzing to dzielnica Wiednia, położona na stoku Lasku Wiedeńskiego. Otóż Grinzing słynie z niezliczonych „heuriger”, czyli winiarni działających na specjalnych prawach. Nazwa pochodzi od słowa heurig, które oznacza tegoroczny, bowiem w winiarniach owych podaje się wyłącznie młode, tegoroczne wino i to koniecznie własnej produkcji. Z reguły owe winiarnie, jako sezonowe, czyli działające w okresie letnim, lokalizowane są w ogródkowych podwórkach dzielnicy. Wejście to niemal zawsze duża brama, a zawieszone nad nią gałązki sosny oznaczają, że właśnie za tą bramą można popróbować miejscowego wina. Tradycyjną zakąską bywa deska serów lub miejscowych wędlin. Ciepłych dań raczej nie przewiduje się, choć w niektórych heuriger można otrzymać ogromny wiener schnitzel, czyli wiedeński sznycel, czyli panierowany kotlet z cielęciny usmażony (obowiązkowo) na maśle.
Andrzej Symonowicz
{/akeebasubs}
