"Kurier Szczycieński. Miasto z bliska" to tytuł programu emitowanego w telewizji kablowej, za który miejski samorząd,
w dobie kryzysu i zaciskania pasa, płaci rocznie słone pieniądze.
Władze tłumaczą, że spełnia on wyłącznie funkcje informacyjne
i promocyjne, jednak nie wszyscy dają temu wiarę. Zdaniem radnej Anny Rybińskiej „Kurier ...” ma charakter propagandowy
i służy promocji burmistrz Danuty Górskiej. Postanowiliśmy więc sprawdzić zawartość „Kuriera”.
"Kurier Szczycieński. Miasto z bliska" to tytuł programu emitowanego w telewizji kablowej, za który miejski samorząd,
w dobie kryzysu i zaciskania pasa, płaci rocznie słone pieniądze.
Władze tłumaczą, że spełnia on wyłącznie funkcje informacyjne
i promocyjne, jednak nie wszyscy dają temu wiarę. Zdaniem radnej Anny Rybińskiej "Kurier ..." ma charakter propagandowy
i służy promocji burmistrz Danuty Górskiej. Postanowiliśmy więc sprawdzić zawartość "Kuriera".
CUKIERKOWE PROGRAMY
"Kurier Szczycieński" to 10-minutowy program o Szczytnie emitowany na kanale eMazing w sieci kablowej Multimedia. Miasto płaci za niego rocznie 50 tys. złotych. Zarówno koszty ponoszone przez samorząd, jak i treść programów, budzą wątpliwości. Dzieli się nimi radna Anna Rybińska.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Mieszkańcy mówią, że to telewizja pani burmistrz. Pokazywane są w niej przecinania wstęg, impreza tu, impreza tam, a wszystko cukierkowe, lukrowane i wygładzone – opisuje programy radna.
- To, co się dzieje z tą telewizją, to brak demokracji – dodaje, postulując, by programy poruszały treści naprawdę istotne dla mieszkańców, związane choćby z bezpieczeństwem. Zdaniem radnej, reklamowanie się burmistrz za pieniądze podatników to zwykła propaganda. Nie zgadza się nią inny radny Robert Siudak.
- W naszym kraju mamy wolne media, które same decydują, jakie tematy poruszać – twierdzi Siudak. Zapomina jednak, że akurat programy emitowane w kablówce tematykę mają narzuconą przez miasto, bo to ono je finansuje. Z kolei burmistrz Górska broni się, tłumacząc, że "Kurier" ma charakter wyłącznie informacyjny, a nie propagandowy.
- Dotyczy spraw związanych z kulturą, oświatą, sportem – odpiera zarzuty.
KTO TO OGLĄDA?
Tymczasem, o czym już pisaliśmy przed rokiem, miejska telewizja cieszy się raczej słabą popularnością, nawet wśród radnych miejskich. Nie ogląda jej Robert Siudak, który przyznaje, że wiedzę o tym, co dzieje się w Szczytnie czerpie z "Kurka". W podobnym tonie wypowiada się Rafał Kiersikowski. - W ogóle tego nie oglądam. O ważnych wydarzeniach dowiaduję się z lokalnej prasy – mówi radny. Także inni członkowie rady zapytani przez nas o to, jakie informacje najchętniej oglądają w "Kurierze ..." odpowiadają, że programu nie znają. Dariusz Malinowski uzasadnia to brakiem kablówki. Jedynie Tomasz Łachacz i Arkadiusz Marczak przyznali się, że "czasami" oglądają program. Jakim zainteresowaniem cieszy się on wśród samych mieszkańców? Trudno to ocenić. Nie wiedzą tego nawet władze. Program jest dostępny również w internecie, w serwisie YouTube. Tu, sądząc po wyświetleniach, oglądalność prezentuje się mizernie. Wydania z ostatniego miesiąca mają zaledwie od ponad 50 do około 360 wyświetleń. Burmistrz Górska przekonuje jednak, że największy atut "Kuriera ..." polega na tym, że jest on emitowany w całym województwie, dzięki czemu wiedzę o Szczytnie mogą czerpać mieszkańcy nie tylko miasta, ale też regionu. - Ten program jest nakierowany na promocję Szczytna na zewnątrz – uzasadnia, dodając, że podobną formę stosują również inne samorządy. Brak treści bardziej problemowych władze tłumaczą ograniczeniem czasowym. Według nich, w ciągu 10 minut nie da się poruszyć poważniejszych zagadnień.
BURMISTRZ W ROLI GŁÓWNEJ
Czy jednak przekaz płynący z programów rzeczywiście służy promocji miasta, czy może jego władz? Postanowiliśmy sami sprawdzić, jak w rzeczywistości wygląda "informacyjny" charakter materiałów nadawanych w kablówce za pieniądze podatników. Większość z nich to relacje z imprez miejskich oraz tych organizowanych w miejskich szkołach i przedszkolach. Oglądając te ostatnie można odnieść wrażenie, że poza tymi placówkami w Szczytnie nie dzieje się nic ciekawego czy godnego uwagi. W tej grupie programów są również "dworskie" relacje np. z odwiedzin dzieci w gabinecie burmistrz, gdzie w sielankowej scenerii Danuta Górska odpowiada na "podchwytliwe" pytania milusińskich. W ogóle burmistrz pojawia się na antenie bardzo często. Na palcach jednej ręki można policzyć programy, w których się nie pokazuje. Co ciekawe, do wypowiedzi dla telewizji w zasadzie nigdy nie deleguje swojego zastępcy, Krzysztofa Kaczmarczyka.
- To dlatego, że niechętnie wypowiada się przed kamerami – tłumaczy ten fakt Górska.
Do kolejnej grupy tematycznej pojawiającej się w programie opłacanym przez miasto można zaliczyć kwestie związane z funkcjonowaniem samorządu. Jednak i tu na pierwszym planie jest zawsze burmistrz, a całość przedstawiana bardzo jednostronnie, wyłącznie z perspektywy władzy. Przykładem może być choćby program o udzieleniu Danucie Górskiej absolutorium. Poza główną jego bohaterką wypowiadają się jeszcze tylko skarbnik Alina Gajkowska i przewodnicząca komisji rewizyjnej Zofia Żarnoch. Ani jedno słowo nie pada z ust radnych opozycji, którzy w większości wstrzymali się od głosu. Także ocena ubiegłorocznego budżetu została przedstawiona z mocnym akcentem na sukcesy, bez jakiejkolwiek informacji o trudnościach towarzyszących jego realizacji. Często w programach pojawia się też Wyższa Szkoła Policji, jednostka, która dysponuje przecież własnymi środkami na promocję. Przykładem jest jedno z ostatnich wydań, gdzie informowano o podpisaniu deklaracji akademickiej. Niedawno można też było obejrzeć relacje z wizyty miejskich urzędników w Herten. Wszystkie bez wyjątku materiały, w opinii władz "informacyjne" okraszone są lukrowanym komentarzem, których ton do złudzenia przypomina ten znany starszemu pokoleniu z peerelowskiej "Kroniki filmowej" czy emitowanego w stanie wojennym programu radiowego "Tu Jedynka". Wątpliwości może budzić także to, że materiały o charakterze wyraźnie reklamowym, nie są opatrzone stosowną informacją, co może wywoływać złudne wrażenie, że są to prawdziwe dziennikarskie relacje.
Ewa Kułakowska, (o)
{/akeebasubs}
