Przyszły wreszcie wakacje, a wraz z nimi upały, więc i dzieci oraz młodzież szkolna nie mogą narzekać na aurę.
Jeszcze w czasie trwania nauki, w miniony czwartek, zaroiło się na miejskiej plaży. W wodzie zostały wytyczone sektory dla starszych, młodszych i całkiem malutkich, pojawiły się też zjeżdżalnie. Usunięto nawet nadwerężoną linę zwisającą z przyplażowego drzewa, więc amatorzy ekwilibrystycznych popisów nie spadną na piasek - jest bezpiecznie, ale czy na pewno?
CO Z RATOWNIKAMI?
Na molo pod daszkiem zwieńczonym pofajdokiem-amorkiem, gdzie w poprzednich latach dyżurowali ratownicy, niestety, w czwartkowe popołudnie nie zauważyliśmy ani jednej osoby w żółtym czepku. A jak nikt nie pilnuje kąpielowiczów, to hulaj dusza! Od razu zaleźli się amatorzy skoków do wody z barierek pomostu, niezważający na to, że tuż pod molem pływają inni. Ratownicy pojawili się już następnego dnia. Wzorem lat ubiegłych dyżurować będą do końca wakacji w godz. 10.00 – 18.00. Ranne ptaszki, czy nocne Marki, jeśli zażywają kąpieli poza tymi godzinami, to wówczas już na własną odpowiedzialność.
POFAJDOK NA PLACYKU
Nad dużym jeziorem widać nie tylko kąpielowiczów, ale i jakieś ekipy zajęte różnymi pracami. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NOWI OSADNICY
Inne zupełnie roboty i to dość głośne, bo z użyciem spalinowych pił łańcuchowych rozpoczęły się w miniony poniedziałek w zamkowej fosie. Znak to, że nastał kolejny plener rzeźbiarski. Jak nam mówi Michał Grzymysławski, dobry duch przedsięwzięcia, do końca tygodnia mają powstać cztery kolejne postacie bartników, pierwszych podzamkowych osadników. Uczestnikami pleneru oprócz Michała są: Mieczysław Wojtowski z Olsztyna, Zygmunt Rząp, wiadomo, że z Olszyn i Kazimierz Jerzok ze Szczytna. Cieszy, że figur wkrótce będzie więcej, ale na „kurkowe” oko są one zbyt szare. Przydałaby się choćby odrobina koloru, aby bardziej wyróżniały się na tle zamkowego muru. - Marzyły mi się barwne rzeźby, ale ze środków jakie dostaję, ledwie starcza na tani grunt do drewna - tłumaczy Michał Grzymysławski. Po użyciu tego środka rzeźby stają się szare i taki to efekt nadmiernych oszczędności.
PŁYWADEŁKA
Wraz z nadejściem wakacji postanowiliśmy sprawdzić, co ciekawego, jeśli chodzi o sprzęt pływający oferuje wodna baza MOS. Ogólnie wiadomo, że cumuje tam wycieczkowy stateczek, dość skutecznie ukryty przed oczyma turystów. Dlatego w ubiegłych latach postulowaliśmy, aby jego port macierzysty znajdował się w jakimś innym, bardziej widocznym miejscu. Może warto byłoby postawić małe molo, czy niewielką platformę cumowniczą tuż przy plaży miejskiej, zwłaszcza, że pomost w MOS-ie zapadł się, gdy swojego czasu zbyt wielu oficjeli wstąpiło na jego deski. Oprócz „Jagienki” baza oferuje całkiem zgrabne pływadełka typu rower wodny, a także kajaki i łodzie. Wypożyczalnia oferuje także rowery i przyczepki do nich dla milusińskich.
CAŁA PARA W GWIZDEK
Gdy czyjeś działania i zapał, mimo włożonego wysiłku nie przynoszą rezultatu mówimy, że cała para poszła w gwizdek. Zmieniając w tym powiedzonku parę na wodę (w końcu obie te formy to H2O) trafnie scharakteryzowalibyśmy „chłodzącą kurtynę”, jaką miasto zafundowało mieszkańcom i turystom.
Oto nad wejściem na plac Juranda od strony ul. Sienkiewicza rozpięto plastikową rurkę, z której na głowy przechodniów miała tryskać delikatna wodna mgiełka. Albo otwory w rurce są zbyt małe, albo ciśnienie wody zbyt niskie, w każdym bądź razie mgiełka na ogół nie dociera tam, gdzie powinna. Wystarczy mały wietrzyk, a wodne stróżki zamiast w dół, pędzą do góry, ku niebiosom, albo tryskają w bok, nie docierając do głów nawet wysokich osób. Na co komu coś takiego? Nie wiadomo, wiadomo jednak, bo zdradził nam to ratusz, że rurka była tania (30 zł). Cóż jednak z tego, bo gdyby kosztowała jedynie zeta, to i tak niewarta byłaby takiego wydatku.
Dodajmy jednak, że miasto obiecało skuteczniejsze chłodzące urządzenia, które mają być zainstalowane w opisywanym miejscu oraz na pasażu Klenczona, obok postaci artysty.

TRYSKAWKA -MYJNA
Zaraz po obietnicach ratusza jedno z zapowiadanych urządzeń pojawiło się na pasażu Klenczona. Najwięcej uciechy miały dzieci, preferując bieganie pod kurtyną wodną nad pluskaniem się w jeziorze. A co ciekawe, znaleźli się i tacy jak pomysłowy młodzieniec, który wykorzystał urządzenie w charakterze... rowerowej myjni. Swoją drogą, można by zapytać o rowerowe myjnie – czy w ogóle są takie? Ba, jest to jak na razie nowość na skalę światową i pierwsze tego typu urządzenia instalowane są we Włoszech – przy hotelach, sklepach rowerowych i wypożyczalniach. Jest to średniej wielkości kabina, do której wprowadza się rower, naciska guzik i po kilku minutach pojazd mamy jak nowy (zdjęcie ze strony qbikeonline.wix.com).{/akeebasubs}

