Po tygodniach posuchy w okolicznych lasach pojawiły się wreszcie grzyby. Okazuje się, że można w nich znaleźć pokaźne okazy. Dorodnymi prawdziwkami pochwalili się nasi czytelnicy – Teresa i Hubert Jasionowscy ze Szczytna oraz Bogdan Krawczyk z Płozów. Wszyscy oni narzekają jednak na masowe wycinki lasów. - Jeszcze trochę, a nie będzie gdzie zbierać grzybów – mówią zgodnie.
BYŁA POSUCHA, JEST WYSYP
Początek tegorocznego sezonu grzybowego nie był udany. Długotrwała susza spowodowała, że w okolicznych lasach grzybów było jak na lekarstwo. Przekonali się o tym choćby uczestnicy dorocznego Grzybowania w Wielbarku. Okazy znalezione w ramach towarzyszącego tej imprezie konkursu prezentowały się mizernie, a uczestniczki konkursu kulinarnego do swoich potraw używały darów lasu przywiezionych … ze Szwecji. Jednak po ostatnich, bardziej wilgotnych dniach, sytuacja się zmieniła. Grzybiarze odetchnęli z ulgą, bo ze swoich leśnych wypraw nie wracają już z pustymi koszami. Są nawet tacy, którym udaje się zebrać pokaźne okazy. W poniedziałek pochwalili się nimi redakcji nasi stali czytelnicy – Bogdan Krawczyk z Płozów oraz Teresa i Hubert Jasionowscy ze Szczytna.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ZAMIAST LASU - PUSTYNIA
Pan Bogdan rekordowego borowika wypatrzył w lesie nieopodal swojego miejsca zamieszkania. - Takiego jeszcze w życiu nie znalazłem – cieszy się. Choć grzyby zbiera od dawna, to pasjonatem tej formy spędzania czasu stał się pod wpływem udziału w wielbarskich Grzybowaniach. - To doskonała forma integracji z ludźmi o podobnych zainteresowaniach – mówi pan Bogdan, który na realizowanie swojej pasji ma czas, bo jest już emerytem. - Jak codziennie w sezonie nie wyskoczę na grzyby, to czegoś mi brak – przyznaje. Tłumaczy, że chodzi nie tylko o samo zbieranie, ale też kontakt z przyrodą. - Martwi mnie jednak dewastacja lasów. Tam, gdzie kiedyś zbierałem grzyby, dziś została już tylko pustynia – mówi ze smutkiem. Dodaje, że masowe w ostatnich latach wycinki przekładają się na to, że w lasach jest mniej ptaków oraz innych zwierząt. - To wszystko robi człowiek, który uważa się za rozumnego. Co zostawimy dla następnych pokoleń? - zastanawia się pan Bogdan.
BOROWIK GIGANT PANI TERESY
Rekordowego borowika szlachetnego w lasach koło Jeleniowa znalazła Teresa Jasionowska w minioną niedzielę. Przepiękny okaz ważył 750 g, średnica jego kapelusza to 32 cm, wysokość – 33 cm, a obwód korzenia – 18 – 22 cm. Pani Teresa jest żoną znanego fotografika, miłośnika przyrody Huberta Jasionowskiego, który często w tej okolicy uwiecznia przyrodnicze osobliwości. Borowika – giganta znalazła wtedy, gdy towarzyszyła mężowi w jego bezkrwawych łowach z aparatem fotograficznym. - Akurat fotografowałem tamę bobrową na Babanckiej Strudze – relacjonuje pan Hubert, który nie omieszkał zrobić zdjęcia żonie z rekordowym okazem. Sam także zbiera grzyby podczas swoich fotograficznych wypadów. Jak mówi, zna wszystkie grzyby, a ich rozpoznawania nauczył się od mamy, rodowitej Mazurki. - Mama była bardzo związana z lasem – wspomina pan Hubert. Podczas niedzielnego grzybobrania jego żona zebrała więcej dorodnych prawdziwków – w sumie około stu. Pan Hubert podkreśla, że jest wytrawną grzybiarką. - Grzyba wypatrzy wszędzie – śmieje się. Zdradza, że największy okaz zostanie ususzony.
WYCINKI I BRAK INFRASTRUKTURY
Znany fotografik również ubolewa z powodu wycinki lasów. - W okolicach Jeleniowa już niedługo nie będzie starego drzewostanu, a młodniki są tak przerzedzone, że nie ma w nich grzybów – mówi. - Lasów, które znałem od dziecka, dziś już praktycznie nie ma – dodaje ze smutkiem. Z jego obserwacji wynika też, że do naszego powiatu przyjeżdżają grzybiarze z okolic Biskupca, Kętrzyna i Mrągowa, ale nawet nie mają miejsca, by zaparkować swoje pojazdy. Jakiś czas temu brał udział w spotkaniu z wójtem gminy Dźwierzuty w sprawie utworzenia leśnego parkingu. Ten wystąpił do Lasów Państwowych, ale efekt nie był zadowalający. - Z Nadleśnictwa Strzałowo przyszła odpowiedź, że na parking nie ma miejsca, bo planują posadzić nowe lasy – mówi pan Hubert. Zauważa, że problemy mają wędkarze, którym brakuje miejsc do wodowania łodzi. - Nic się nie robi dla ludzi, którzy chcą korzystać z uroków naszej przyrody – podsumowuje.
(ew){/akeebasubs}
