ZNÓW NA CELOWNIKU
[31 stycznia 1945 r.] Obudziłem się i zszedłem na dół, nie myśląc o torbie. Wyszedłem na zewnątrz i trochę dalej na ulicę. Byłem w takim stanie, że nie pamiętałem nic z poprzedniego dnia. Płonące osiedle wydawało mi się takie dziwne, a na końcu wioski przeczytałem na budynku napis „Mleczarnia Biskupiec”. Teraz nie wiedziałem nawet, gdzie jestem. Szedłem teraz na chybił trafił drogą, która w mojej podświadomości wydawała mi się znajoma i dotarłem do lasu, gdzie droga naprawdę rozgałęziała się w kierunku Targowa.
Było to napisane na kamiennym drogowskazie. Poszedłem więc dalej prosto i doszedłem do miejsca, gdzie mój wóz zatrzymał się na drodze. Nieco dalej podeszła do mnie kobieta. Co za radosny szok - moja żona. Spędziła noc w gospodarstwie niedaleko miasta. Francuz i Polka wyruszyli pieszo poprzedniego wieczoru w kierunku Targowa. Teraz, gdy ja i żona przywitaliśmy się i zajęliśmy resztą naszych rzeczy, z których większość zniknęła w nocy lub o świcie, wyszliśmy z lasu w kierunku Targowa, aby znaleźć dom i schronić się w nim.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
UNIKAJĄC ROSYJSKICH PATROLI
Przyniosłem niektóre z rzeczy do domu. Wzdłuż drogi w lesie było dużo rosyjskich patroli i należało się oddalić. W lesie miałem ukrytych więcej rzeczy, ale odłożyłem to na następny dzień. Wpadłbym w szpony rosyjskich patroli jeszcze dwa razy, udało mi się uciec tylko dzięki szczęściu i zniknięciu w porę. Niczego już nie ryzykowałem. Gdybym się nie wycofał, zginąłbym. Nawet odwaga i śmiałość mają swoje granice. 1 lutego 1945 roku nie mogliśmy pozostać w domu, w którym mieszkaliśmy. Poszliśmy trochę dalej i znaleźliśmy lepsze kwatery. Znaleźliśmy tam też trochę chleba. Dostępna była także woda. Miejsce to nazywało się Schönbruck i znajdowało się na górze, bezpośrednio przy drodze do domu. Z tego domu zrobiłem jeszcze kilka wypadów przez wrzosowiska do lasu. Ale moja pamięć ucierpiała w tym czasie tak bardzo, że nie mogłem już znaleźć zbyt wiele z tego, co ukrywałem. Całkowicie splądrowano także samochód na autostradzie. W rowie leżały różne worki i łóżka. Nie mogłem też załadować się, a przemieszczanie się między patrolami nie było wskazane. Za każdym razem byłem przeszukiwany. Nie mogłem znaleźć miejsca, gdzie było ognisko i gdzie spałem w stodole. Myślałem też o szybkim powrocie do domu. Spędziliśmy noc.
KOSZMARNE WIDOKI
Rano wypiliśmy kawę. Na zewnątrz znalazłem dziecięce sanki rowerowe. Zapakowałem na nie siedem rzeczy i tak 2 lutego ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Była to bardzo powolna podróż, ponieważ moja żona często musiała odpoczywać z powodu choroby. Po drodze dołączyli do nas inni uchodźcy (Wilhelm Littek, jego szwagier z Schönblumenau Kwiatusek). Noc spędziliśmy w Labuszewie. 3 lutego 1945 r. dotarliśmy do Szczepankowa. Wtedy też zaczął topnieć śnieg. Do tego czasu droga była zaśmiecona wozami, dobytkiem, padłymi końmi i krowami oraz ludzkimi zwłokami. Moja żona nie mogła już znieść tego widoku i poprosiła mnie, abym wybrał inną drogę.
OBRAZ ZAGŁADY I DEWASTACJI
Następnie wybrałem najkrótszą trasę przez Szczycieński Las i do Targowa. Ale dotarliśmy tylko do skrzyżowania w lesie i moja żona była u kresu sił. Zostawiłem ją siedzącą na mrowisku, nie zabrałem ze sobą sanek, ponieważ ukryłem je już poza lasem, i przeszedłem przez resztę lasu do Targowa, aby zdobyć sanki lub taczkę i zabrać żonę do domu. Znalazłem taczkę i, choć wymagało to wiele wysiłku, udało mi się zawieźć ją do Gellerta, który był w domu. Było to 3 lutego 1945 roku po południu. Uściskano nas tam, a ponieważ moja żona nie mogła iść dalej, została z panią Pahl, a ja z walącym sercem wróciłem do wioski. Kto wie, co nas czeka w domu? Mieszkańcy Targowa zniknęli z wioski i nikt nie wrócił. Byliśmy pierwszymi, którzy się tam zapuścili.
W jednym z domów naprzeciwko naszego była straż polowa - 4 mężczyzn. Zostałem zatrzymany, przesłuchany, a kiedy usłyszeli, że jestem ich sąsiadem, byli szczęśliwi i rozmowni. Odpowiedziałem na ich pytania i wszystko było w porządku. Ale kiedy dotarłem do naszego domu, ojej, wkrótce przestałem go rozpoznawać. Nie mogłem powstrzymać się od lekkiego uśmiechu na myśl o tym całym nieszczęściu. Kredens i wanna były na zewnątrz. Po drugiej stronie latarni odcięte były głowy i żołądki kurczaków. Drzwi frontowe na zewnątrz. Drzwi do pokoi również na zewnątrz. W kuchni była kuchenka bez rury i pierścieni. Przy oknie stał kwadratowy żelazny piecyk. Jedna szyba została wybita, a rura kuchenna przepchnięta. Tam gotowali Rosjanie. Był stół i szafka na chleb. Zniknęły łóżka ze stelażami i materacami.
W pokoju obok komoda została przewrócona, szuflady zniknęły, a drzwi do pokoju służyły jako stół do przygotowywania posiłków. Sofa nie miała już czerwonego pluszu. Wszystko zostało przycięte i zniknęło. Szafa roztrzaskana. Zniknęły również 2 mniejsze stoły, a także różne krzesła i szafka kuchenna na zewnątrz. Obraz całkowitej zagłady i dewastacji, pełno słomy i brudu na wysokość ponad pół metra. Piękne kurczaki zostały zabite. Krowa też zniknęła. W piekarniku komin był na wpół zwęglony, strop spalony i zdziwiłem się, że dom miał słomę na dachu, a się nie palił. Konie trzymano na klepisku, z którego usunięto połowę koniczyny i cały owies. Stamtąd zabrałem się za porządki. Najpierw uporządkowałem kuchenkę i rozpaliłem ogień. Posprzątałem kuchnię, zamknąłem drzwi, wstawiłem jedno z naszych łóżek, które znajdowało się w sąsiednim domu, żebym miał gdzie spać w nocy. Potem pomyślałem o jedzeniu. Dostępne były różne garnki do gotowania.
Cdn.{/akeebasubs}
