Pierwszego dnia listopada obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych, a drugiego listopada Dzień Zaduszny, popularnie zwany Zaduszkami. Do owych tradycyjnych, polskich świąt dołączył, chyba dość nachalnie, Halloween. Nieco obce nam kulturowo święto, obchodzone 31 października. Trzy świąteczne dni po kolei! Porozmawiajmy zatem o tradycjach związanych z owymi uroczystościami.
Dzisiaj Dzień Zaduszny niejako utracił swoje dawniejsze znaczenie. Przed laty uroczystość Wszystkich Świętych poświęcona była wspomnieniu wszystkich chrześcijańskich świętych przebywających w niebie. Pierwotnie owego dnia wspominano wyłącznie męczenników za wiarę. Natomiast dniem pamięci o bliskich osobach, których już nie ma pośród nas, był tradycyjnie Dzień Zaduszny. Obecnie uroczystości Wszystkich Świętych stały się uniwersalnym dniem poświęconym wszystkim tym, którzy odeszli.
Obrzęd zaduszny, którego istotą było obcowanie żywych z umarłymi, funkcjonował od wieków w przedchrześcijańskiej tradycji słowiańskiej. Wspomnijmy „dziady”, których celem było pozyskanie przychylności zmarłych, czyli domowych demonów uważanych za opiekunów. Badacz kultury ludowej Słowian, Kazimierz Moszyński, przytacza rytuał związany z tym obrzędem. Otóż piecze się nocą, podczas pełni księżyca, chleb. Z pierwszym odciętym kawałkiem, koniecznie posolonym, gospodarz udaje się do obory. Wchodzi tam i mówi: Domowy duchu! Przyjmij ode mnie chleb i sól, miłuj moje konie i bądź dla nich łaskaw! Ja też będę cię miłował i będę łaskawy dla ciebie! Taka była zaduszkowa tradycja słowiańska. Sympatyczna. Ale bywały też, przed wiekami, całkiem odmienne tradycje, choć także polegające na obcowaniu ze zmarłymi. Na przykład Noc Walpurgii świętowana u dawnych Germanów. Była to noc duchów złych. Demonów najokropniejszych. Często jest ona kojarzona z sabatem czarownic.
Wróćmy do czasów nam współczesnych.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
A teraz kilka słów o tradycji związanej z dniem Wszystkich Świętych, dotyczącej odwiedzin swoich bliskich na cmentarzu. Dotyczy ona okolicznościowego smakołyku, specjalnego cukierka, wytwarzanego tylko na ten jeden dzień w roku i sprzedawanego przy wejściach na cmentarz. W Szczytnie obyczaj ten nie jest znany, ponieważ przyjął się on tylko w wielkich miastach, przy licznych bramach rozległych cmentarzy. Otóż w Warszawie takim świątecznym cukierkiem jest „pańska skórka”. W Krakowie kupuje się dzieciom „miodek turecki” - rodzaj rożka z kawałkami skrystalizowanego cukru, a w Lublinie poznałem „szczypki” - kolorowe, słodkie ruloniki.
Zupełnie inny klimat związany jest ze świętem zmarłych, symbolizowanym przez wydrążoną dynię, czyli z Halloween spopularyzowanym w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. To święto obchodzone jest w Wielkiej Brytanii i Irlandii, a także w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Dodam, że w żadnym z tych krajów nie jest to święto urzędowe, a także nie ma nic wspólnego z religią. To raczej rodzaj zabawy. Wywodzi się, podobnie jak nasze rodzime święta, z tradycji pogańskich sprzed około dwóch tysięcy lat. Celtyccy kapłani - druidzi, na terenie Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii, żegnając lato i witając zimę celebrowali także swoiste święto zmarłych. Przebieranie się w dziwaczne stroje i maski miało na celu odstraszenie złych duchów. Dzisiaj, jak już napisałem, jest to raczej rodzaj zabawy. W zasadzie zupełnie nieszkodliwej, choć w moim mniemaniu fakt, że akurat owe figle sąsiadują z naszymi religijnymi uroczystościami i są jakby ich wigilią, wydaje mi się być co najmniej niezręczny. Powiedziałbym nawet, że denerwujący. Niepotrzebna zbieżność terminów!
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
