W hali im. Huberta Wagnera pękają ściany, wypożyczalnia w bazie wodnej jest podparta kołkami, bo grozi zawaleniem, dach hoteliku przy ul. Ostrołęckiej nadaje się już tylko do wymiany, a na boiskach „orlik” rozwarstwia się nawierzchnia – tak stan obiektów Miejskiego Ośrodka Sportu opisuje dyrektor Arkadiusz Leska.
CZARNA WIZJA DYREKTORA
Stan obiektów Miejskiego Ośrodka Sportu w większości jest opłakany. Tak przynajmniej ocenia go dyrektor Arkadiusz Leska. W głównym obiekcie, wybudowanej 14 lat temu hali widowiskowo – sportowej im. Huberta Wagnera, od oddania jej do użytku nie było żadnego większego remontu. Wymiany doczekały się jedynie drzwi wejściowe oraz śliskie płytki przed wejściem, które zastąpiła kostka brukowa. - Na tylnej ścianie ciągle wychodzi nam grzyb. Próbujemy go skrobać, malować i traktować chemią, ale niewiele to pomaga – utyskuje dyrektor. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Kolejny duży obiekt to pawilon sportowy przy ul. Ostrołęckiej, przejęty przez miasto dziewięć lat temu od Wyższej Szkoły Policji, która wcześniej go dzierżawiła. Znajduje się w nim jedenaście pokoi na ok. 40 miejsc noclegowych. - Hotelik funkcjonuje non stop, zwłaszcza w okresie letnim, kiedy korzystają z niego uczestnicy obozów – mówi Leska. Budynek jest odnawiany własnymi siłami pracowników MOS-u, ale to nie wystarcza. Wymiany wymaga bowiem dach, a to koszt rzędu ok. 70 tys. złotych. Niewesoło przedstawia się też stan bazy wodnej nad dużym jeziorem. - W hangarze, gdzie znajduje się wypożyczalnia sprzętu, od dwóch lat sufit jest podparty drewnianymi stemplami, żeby się wszystko nie zapadło – alarmuje dyrektor. Jako opłakany ocenia również stan stadionu przy ul. Śląskiej. Niewiele lepiej jest z boiskami „orlik” na ul. Lanca i Sportowej. - Tu mamy problem z rozwarstwianiem się podłoża – informuje dyrektor. Przyznaje, że na poprawę stanu obiektów nie ma pieniędzy. Na cały rok MOS otrzymał z budżetu na remonty jedynie 10 tys. złotych. Tymczasem już teraz połowa z tego została wydana. - To stanowczo za mało. Na naprawę bieżni w hali Wagnera poszedł tysiąc, kolejne 4 tysiące będę musiał przeznaczyć na „orliki” - żali się szef ośrodka sportu.
TO WINA POPRZEDNIKÓW
Odmalowana przez niego czarna wizja może dziwić, bo przed nim, przez kilkanaście lat, dyrektorem MOS-u był nie kto inny jak obecny burmistrz, Krzysztof Mańkowski, z którym Leska jest mocno związany politycznie i towarzysko. Włodarz miasta zapewnia, że stan obiektów zna bardzo dobrze. - Przez ostatnie pięć lat nie dostawaliśmy prawie żadnych środków na remonty, bo po 3 tys. zł na budynki takie jak hala czy pawilon to tyle, co nic – mówi Mańkowski. Zapewnia, że co roku występował do ówczesnych władz miasta o środki na doposażenie i modernizacje obiektów, ale nie spotkały się one z pozytywnym odzewem skonfliktowanej z nim w minionej kadencji burmistrz Danuty Górskiej. - Jeśli się nie inwestuje przez tyle lat, to przychodzi taki moment, że trzeba wyłożyć ogromne pieniądze i my to zrobimy – zapowiada burmistrz, zastrzegając, że priorytetem dla niego są na razie obiekty oświatowe.
(ew){/akeebasubs}
