Wacław Fedorowicz, 80-letni członek Spółdzielni Mieszkaniowej „Odrodzenie” w Szczytnie, został skazany przez Sąd Rejonowy za zniesławienie jej zarządu. Emeryt musi zapłacić grzywnę oraz zwrócić 4 tys. zł kosztów procesu. - Skąd ja wezmę teraz te pieniądze? - załamuje ręce mieszkaniec.

Wyrok na emeryta
Wacław Fedorowicz martwi się, skąd weźmie pieniądze na zwrot kosztów procesu dla spółdzielni

URAŻONY ZARZĄD

Wacław Fedorowicz, 80-letni emeryt, od 1969 r. należy do Spółdzielni Mieszkaniowej „Odrodzenie” w Szczytnie. Jest jednym z najstarszych jej członków. Jak się jednak okazuje, dla zarządu nie ma to większego znaczenia. Ten pod koniec ubiegłego roku wystosował przeciwko emerytowi pozew o zniesławienie. Poszło o słowa, które pan Wacław miał wypowiedzieć na walnym zebraniu w czerwcu 2016 r.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Według władz spółdzielni, mieszkaniec posądził je o złodziejstwo w związku z zawyżaniem, jego zdaniem, opłat za dostarczane ciepło. - Powiedziałem wtedy, że pobieranie opłat wyższych niż się należy, jest kradzieżą – mówi pan Wacław.

Prezes SM „Odrodzenie” Krzysztof Krakowski decyzję o skierowaniu przeciw 80-latkowi pozwu tłumaczył tym, że od wielu lat próbował mu wyjaśniać, skąd biorą się takie a nie inne stawki, ale bez skutku. Na wniosek emeryta sprawę badała prokuratura, ale nie dopatrzyła się żadnych nieprawidłowości. - Podczas zebrania padły słowa o kradzieży pieniędzy przez zarząd. Jestem ostatnią osobą, która włóczyłaby się po sądach, ale nie mogę pozwolić, aby ktoś wyzywał nas od złodziei – uzasadniał skierowanie pozwu przeciw panu Wacławowi prezes.

WINNY ZNIESŁAWIENIA

Zanim doszło do rozprawy obie strony uczestniczyły w mediacjach, ale nie przyniosły one rezultatu. W efekcie emeryt i władze spółdzielni spotkali się w sądzie. Wyrok zapadł w ubiegły czwartek. W mowie końcowej, reprezentujący 80-latka mecenas Łukasz Nysztal, wnosząc o jego uniewinnienie, podkreślał, że organy publiczne, w tym również spółdzielnia, muszą być przygotowane na krytykę, a walne zebranie było jak najbardziej właściwym miejscem do jej wygłoszenia. Sąd nie podzielił tej argumentacji. Uznał, że Wacław Fedorowicz jest winny zarzucanego mu czynu i skazał go na karę grzywny. Poza tym emeryt musi zapłacić spółdzielni 4 tys. zł tytułem zwrotu kosztów postępowania sądowego. Do tego wyrok ma być podany do publicznej wiadomości poprzez wywieszenie go na głównej tablicy ogłoszeń w siedzibie spółdzielni. W ustnym uzasadnieniu, sędzia Andrzej Janowski zgodził się, że wprawdzie organy publiczne muszą być przygotowane na krytykę, ale powinna się ona mieścić w określonych ramach. - Jeśli jednak osoba, w obecności innych, podaje, że zarząd spółdzielni kradnie, to taka krytyka jest niedopuszczalna – mówił sędzia. Za okoliczności obciążające emeryta uznał to, że ten nie wyraził skruchy, nie przyznał się do winy i sam czuje się w sprawie pokrzywdzony.

Wyrok nie jest prawomocny. Po jego ogłoszeniu pan Wacław nie krył rozczarowania decyzją sądu. Najbardziej martwi go to, że musi zwrócić koszty procesu spółdzielni. - Skąd ja wezmę te pieniądze? Chyba będę musiał od kogoś pożyczyć – załamuje ręce pan Wacław, którego emerytura wynosi 2 tys. złotych. Pełnomocnik emeryta zapowiedział już złożenie apelacji.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}