W okolicy Zieleńca, Lesin Wielkich i Małych od dłuższego czasu trwa seria pożarów lasów. Zarówno mieszkańcy, jak i leśnicy nie mają wątpliwości, że to sprawka podpalacza. W kręgu podejrzeń jest mężczyzna słynący z agresywnego zachowania i zamiłowania do środków pirotechnicznych. Problem w tym, że nikomu nie udało się go złapać na gorącym uczynku.

Wytropić podpalacza
Tak wyglądał las w okolicy Lesin Wielkich po pożarze, do którego doszło 8 sierpnia. Udało się go szybko ugasić głównie dzięki samolotom stacjonującym na lotnisku w Szymanach

CORAZ BARDZIEJ SIĘ BOIMY

W ostatnich tygodniach dźwięk syreny na remizie OSP Lesiny Wielkie rozlega się znacznie częściej niż zwykle. Słysząc go, mieszkańcy wiedzą, że najprawdopodobniej w okolicy znów pali się las. W tym roku to już prawdziwa plaga. – Na dwadzieścia naszych tegorocznych interwencji, szesnaście to pożary lasu – mówi Mateusz Draba, naczelnik OSP Lesiny Wielkie.

Seria zaczęła się pod koniec maja od pożaru młodnika w okolicy Zieleńca. Potem były kolejne, wszystkie w tym samym rejonie. – Podczas jednej z akcji znaleźliśmy na miejscu spaloną oponę od ciężarówki. W pobliżu leżała druga, jeszcze cała – relacjonują strażacy. Zarówno oni, jak i mieszkańcy nie mają wątpliwości, że w ich okolicy grasuje podpalacz. – To trwa już tak naprawdę trzeci rok z rzędu – mówi Hanna Deptuła, sołtys Zieleńca. – Coraz bardziej się boimy. Ludzie mówią, że teraz podpala lasy, ale lada moment może podłożyć ogień pod domy – dodaje. Mateusz Draba potwierdza, że w minionych latach też dochodziło do podobnych zdarzeń. – W ubiegłym roku spłonął przystanek. Widać było, że podpalaczowi dopiero za kolejnym razem udało się rozniecić ogień. Od przystanku zajęła się ściółka – relacjonuje strażak. Podkreśla, że dotąd wszystkie pożary udało się szybko zauważyć i ugasić. – Raz, jadąc wczesnym rankiem do pracy, zobaczyłem w lesie dym. Początkowo myślałem, że to mgła, ale coś mnie tknęło i podjechałam bliżej. Okazało się, że był to pożar na jakichś 40 arach – opowiada naczelnik.

SAMOLOTY NA RATUNEK

Sołtys Zieleńca Hanna Deptuła (z lewej) i mieszkanka Lesin Małych Ewa Drężek obawiają się, że podpalacz nie poprzestanie na lasach

Dwa najgroźniejsze jak dotąd pożary wybuchły niemal jednocześnie we wtorek 8 sierpnia. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Jeden z nich miał miejsce w prywatnym lesie w Lesinach Małych i zagrażał pobliskim zabudowaniom, drugi pojawił się w kompleksie Nadleśnictwa Szczytno w rejonie Zieleńca. Na szczęście został szybko zauważony przez pilota samolotu patrolowego „wilga”, który robił rutynowy oblot w kierunku Myszyńca. Do akcji gaśniczej zadysponowano samoloty „dromader” stacjonujące na lotnisku w Szymanach. – Warunki atmosferyczne panujące tego dnia sprzyjały rozprzestrzenianiu się ognia. Tam zaczynał się już bardzo trudny do opanowania pożar wierzchołkowy – mówi Mariusz Karpiński, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Szczytno, dodając, że sytuację udało się opanować dzięki zaangażowaniu samolotów.

TO NIE PRZYPADEK

Na dwadzieścia tegorocznych interwencji strażaków z OSP Lesiny Wielkie, aż szesnaście to wyjazdy do gaszenia lasów. Na zdjęciu od lewej: prezes Michał Zawitowski, naczelnik Mateusz Draba, Daniel Draba i ks. Norbert Bujanowski, proboszcz miejscowej parafii

Jak dotąd pożary nie spowodowały dużych strat w uprawach leśnych, jednak dla leśników stanowią ogromny problem. – Generują duże koszty finansowe wynikające z zaangażowania służb. Jedna tylko godzina pracy samolotu to kilka tysięcy złotych. Do tego dochodzi jeszcze straż pożarna, która teraz jeździ tam niemal non stop – wylicza zastępca nadleśniczego. Na dodatek miejsce, w którym doszło do pożaru trzeba jeszcze skrupulatnie patrolować i odpowiednio zabezpieczyć. To generuje kolejne koszty.

Mariusz Karpiński nie wierzy, że pożary to dzieło przypadku. – Rzeczywiście, trwa to już 2 – 3 lata, ale początkowo nie przywiązywaliśmy do tego większej wagi, sądząc, że to jednostkowe sytuacje wynikające np. z nieostrożnego zachowania jakiegoś grzybiarza. Zresz tą w minionych latach skala tych zdarzeń była mniejsza – mówi leśnik. – W tej chwili wszystko ewidentnie wskazuje na podpalenia – dodaje. Podkreśla, że tereny Lesin i Zieleńca ze względu na swoją specyfikę, sprzyjają pożarom.

Nadleśnictwo wystąpiło z pismem do policji, aby ta podjęła czynności zmierzające do zatrzymania sprawcy. – Każdy pożar, do którego dochodzi na gruntach skarbu państwa, zgłaszamy organom ścigania, ale te sprawy zwykle są umarzane z powodu braku dowodów – informuje Mariusz Karpiński. Wspomina, że przed 20 laty w tej samej okolicy też grasował podpalacz. – To był młody chłopak. Pod palał, a potem wskazywał strażakom jadącym do akcji miejsce pożaru. Po pewnym czasie został zatrzymany przez policję. KTOŚ TU ZGINIE

Zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Szczytno Mariusz Karpiński: - Wszystko ewidentnie wskazuje na podpalenia

Zarówno mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, jak i zastępca nadleśniczego o dokonanie podpaleń podejrzewają mieszkającego w okolicy mężczyznę. Słynie on wśród sąsiadów z agresywnego zachowania i zamiłowania do środków pirotechnicznych. – Słyszałam, jak odgrażał się, że ktoś w tej wsi zginie – mówi Ewa Drężek z Lesin Małych. – Boimy się go. Czasem zachowuje się normalnie, a czasem traci nad sobą kontrolę – dodaje kobieta. Według jej relacji, mężczyzna często odpala race, stwarzając duże zagrożenie pożarowe. Na uwagi sąsiadów czy interwencje policji nie reaguje. Z kolei zastępca nadleśniczego opowiada o innym zdarzeniu z udziałem podejrzewanego o podpalenia. – Ten człowiek chodzi po lesie z długim nożem. Jakiś miesiąc temu doszło do incydentu, kiedy to groził przejeżdżającemu w pobliżu jego domu pracownikowi leśnemu. Zatrzymał go i nie chciał przepuścić, choć ten poruszał się nie po prywatnej, lecz leśnej drodze – mówi Mariusz Karpiński.

ZŁAPAĆ NA GORĄCYM UCZYNKU

Problem w tym, że choć w kręgu podejrzanych jest konkretna osoba, to na razie nikomu nie udało się jej złapać na gorącym uczynku. – Podpalacz zachowuje się bardzo sprytnie. Działa zwykle albo późnym wieczorem, albo wczesnym rankiem, kiedy w pobliżu nie ma ludzi – zauważa leśnik. Przyznaje, że nie ma odpowiednich narzędzi, aby złapać sprawcę. Podejrzany o podpalenia był przez pewien czas na oku strażników leśnych, ale ci obecnie zostali oddelegowani do Białowieży w związku z protestami ekologów w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. – Jesteśmy bezradni – rozkłada ręce leśnik.

Z kolei mieszkańcy są poirytowani nieskutecznymi działaniami policji. – Raz zadzwonił do mnie dzielnicowy, ale w innej sprawie i tylko przy okazji wspomniał o podpaleniach – mówi sołtys Deptuła. Ewę Drężek nurtuje to, dlaczego policja nie wykorzystała do złapania podpalacza psów tropiących. – Gdyby ich użyli, na pewno udałoby się namierzyć sprawcę – uważa mieszkanka.

Jednak proboszcz parafii w Lesinach Wielkich, ks. Norbert Bujanowski, który jest aktywnym członkiem miejscowej OSP, nawołuje do powstrzymania się od pochopnych oskarżeń. – Jeśli się kogoś nie złapie za rękę, nie wolno go posądzać, bo można wyrządzić człowiekowi wielką krzywdę – zaznacza proboszcz.

Szczycieńska policja potwierdza, że otrzymała już kilka zgłoszeń związanych z pożarami lasów w okolicach Zieleńca i Lesin. – Obecnie prowadzone są w tej sprawie czynności, w tym przesłuchania świadków – informuje pełniąca obowiązki rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Szczytnie sierż. Izabela Głowacka. Dodaje, że choć nie udało się jeszcze zatrzymać sprawcy, to w kręgu zainteresowań funkcjonariuszy jest osoba, co do której istnieją podejrzenia, że może być zamieszana w podpalenia. Czy to ten sam mężczyzna, o którym mówią miejscowi i leśnicy, tego policja nie zdradza.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}