Pomysł premiera Donalda Tuska, aby wprowadzić obowiązkowe alkomaty we wszystkich samochodach, budzi kontrowersje. Mieszkańcy Szczytna związani z branżą samochodową czy szkoleniem kierowców nie pozostawiają na nim suchej nitki.
Ostatnie tragiczne wydarzenia na polskich drogach tak wstrząsnęły społeczeństwem, że do walki z pijanymi kierowcami włączyli się politycy. Premier Donald Tusk wpadł na pomysł, aby od 2015 r. wszystkie samochody były obowiązkowo wyposażone w urządzenia sprawdzające zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu.
„Kurek” spytał o opinie mieszkańców miasta związanych z samochodową branżą i szkoleniem kierowców.
- Nie wiem czemu miałoby to służyć - dziwi się Wojciech Zaborowski, właściciel stacji kontroli i warsztatu samochodowego oraz były rajdowiec. Dodaje, że jeśli już się wypiło, to nie należy wsiadać do auta i tyle. Jego zdaniem obowiązkowe posiadanie testera to jakiś dziwaczny pomysł i wcale nie zmniejszy liczby wypadków powodowanych przez nietrzeźwych kierowców.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Obowiązkowy alkomat to pomysł typowo wyborczy – uważa Konrad Klonowski z ośrodka szkoleniowego L-WIT. Jego zdaniem, pomijając już cenę i dokładność takiego urządzenia, nie ograniczy ono jazd na podwójnym gazie. Potrzebne są zupełnie inne działania - przede wszystkim edukacja i to już od najmłodszych lat. Jego zdaniem w szkołach powinien obowiązywać zupełnie nowy przedmiot – wychowanie komunikacyjne. Na lekcjach poruszałoby się wszelkie problemy związane z ruchem drogowym, w tym i trzeźwość za kierownicą. To mogłoby dać, zdaniem Konrada Klonowskiego, wymierne efekty w odróżnieniu od pospiesznie rzucanych pomysłów polityków.
OBAWY PRZED KORUPCJĄ
Ceny alkomatów, które są do kupienia na na stacjach benzynowych, w aptekach i sklepach branży elektronicznej mają dużą rozpiętość. Najprostsze testery jednorazowego użytku, ale mało dokładne, kosztują od 6 do 15 zł. Urządzenia bardziej zaawansowane i wielokrotnego użytku dostępne są obecnie w cenach od 100 do 600 zł, choć są i takie po 6 tys. zł. Dodatkowo wszelki sprzęt wielokrotnego użytku wymaga kalibracji przeciętnie po 100 – 500 pomiarach, co też kosztuje.
W Polsce jest ok. 19 mln samochodów osobowych i ponad 3 mln dostawczych, a więc w 2015 r. potrzeba będzie ponad 22 mln alkomatów. Eksperci wyliczają, że łącznie wyposażenie każdego auta w alkomat kosztowałoby Polaków 3,5 mld zł. Taka suma to wielki kąsek dla producentów lub importerów tych urządzeń i już na wstępie budzi podejrzenia o ewentualne zagrożenia korupcyjne, a także żerowanie na kierowcach poprzez zawyżanie cen. Jako przykład podaje się m. in. Francję.
FRANCUSKI EKSPERYMENT
Alkomaty w samochodach obowiązywały we Francji w 2012 r., ale tylko przez... trzy miesiące. Szybko okazało się, że producenci nie są w stanie dostarczyć na rynek odpowiedniej ilości tych urządzeń i dochodziło do tego, że alkomat kosztujący 1 euro osiągał na spekulacyjnym rynku 7-krotnie wyższą cenę. Ale to nie wszystko. Obowiązek posiadania alkomatów w samochodzie dotyczył wszystkich kierowców we Francji, a więc i turystów zagranicznych, co negatywnie odczuła branża turystyczna, a czego w ogóle nie brano pod uwagę.
Nie odnotowano też żadnej poprawy w statystykach, więc po cichu wycofano się z pomysłu. Teraz we Francji zaleca się jedynie posiadanie alkomatu, a policja nie nakłada mandatów za ich brak w aucie.
WĄTPLIWOŚCI PRAWNE
Nie najlepszą opinię o pomyśle premiera mają prawnicy. Wymieniają taki paradoks - alkomat ma być obowiązkowy, ale jego używanie już nie, bo nie ma sposobu, aby to prawnie wyegzekwować. Kierowca może dmuchnąć w swój alkomat, ale nie musi. Poza tym nawet jeśli wynik pozwoli mu na jazdę, to i tak w razie kontroli, czy wypadku liczyć się będzie pomiar alkoholu we krwi profesjonalnym policyjnym sprzętem. Co się stanie gdy wyniki pomiarów wykazywać będą istotne różnice?
Wówczas pozostanie odwołanie się do znanych ze swojej długotrwałości procesów w krajowych sądach.
Marek J.Plitt
{/akeebasubs}
