Odkąd skończyła 2-tygodniowy kurs ceramiki – nie wyobraża sobie życia bez gliny.

Alicja Zęgota, mieszkanka Nowych Kiejkut, jest z wykształcenia magistrem inżynierem ochrony środowiska. Do niedawna pracowała jako grafik komputerowy, nauczycielka plastyki i przyrody. Obecnie, jak sama określa, jest kurą domową, matką i żoną. Gdy 6 lat temu znalazła się na życiowym zakręcie, potrzebowała czegoś nowego, innego, co pozwoli jej się wyciszyć, zrelaksować: - Musiałam odkryć siebie na nowo – wspomina trudny okres swojego życia.
KURS CERAMIKI I GARNCARSTWA
Przeglądając prasę oraz przeróżne strony internetowe, znalazła dwutygodniowy, instruktorski kurs ceramiki i garncarstwa. Od podstaw poznała tajniki oraz techniki pracy z gliną i jej pochodnymi. – Podczas gdy zajęcia trwały 8 godzin dziennie, ja już pierwszego dnia dostałam klucze od pracowni i spędzałam tam po 20 godzin – opowiada Alicja.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Po zapoznaniu się z teorią i całą chemią ceramiki stwierdziła, że musi mieć własny warsztat, w którym będzie mogła pracować z gliną dniami i nocami. I tak też się stało. Poddasze swojego domu zamieniła w pracownię ceramiczną. – Ostatnio nawet udało mi się zakupić używany piec do wypalania glinianych wyrobów – mówi z dumą Ala. - Marzy mi się jeszcze koło garncarskie, bym mogła lepić nie tylko ręcznymi technikami – dodaje. Chciałaby rozwijać swoje umiejętności poznane na kursie, ale także przekazywać je dalej. – Latem przychodzą do mnie dzieciaki z sąsiedztwa. Pokazuję im inny sposób spędzania wolnego czasu, bardziej kreatywny – mówi.
TWORZY GŁÓWNIE DLA SIEBIE
Pierwszą rzeczą, którą Alicja Zęgota stworzyła z gliny, była filiżanka wykonana metodą „pinch pot” (ręczne formowanie naczynia, polegające na ściskaniu i ugniataniu kuli z gliny, w celu nadania jej odpowiedniego kształtu). Potem pojawił się lampion ulepiony z glinianych wałeczków, talerze, patery i miski ukształtowane z plastrów gliny, oraz dzbanki, kubki i doniczki wykonane na kole garncarskim. Alicja każdą wolną chwilę spędza w swojej pracowni. - Ceramika pozwala mi się wyciszyć. Jej ugniatanie czy gładzenie jest wręcz relaksujące – jestem tylko ja i glina – opowiada Ala. – Dotykasz bezkształtnej grudki, odrywasz myśli i nagle czujesz jak spod twoich palców wychodzi jakiś kształt, przedmiot. To niesamowity moment. W ceramice jest coś alchemicznego i metafizycznego, to trochę jak z medytacją – dodaje. Tworzy głównie dla siebie: praktyczne naczynia, które wykorzystuje w domu, lub rozdaje najbliższym.
Mimo że Alicja już tyle wie o glinie i jej przetwórstwie, to ceramika wciąż jeszcze ma przed nią wiele tajemnic. Nadal zgłębia jej tajniki, wielu kwestii dowiaduje się metodą prób i błędów: - Taka nauka, odkrywanie nowego, daje wielką radość, szczególnie gdy po wielu nieudanych próbach wreszcie coś mi wychodzi - wyjaśnia.
Marzeniem Ali Zęgoty jest własne koło garncarskie - Na kursie poznałam podstawy, ale aby móc powiedzieć, że potrafię toczyć na kole, potrzebuję mieć własne w swojej pracowni – opowiada. – To wymaga lat ćwiczeń, niestety jest to duży wydatek – dodaje. Chciałaby szlifować swoje umiejętności, by móc je przekazać dalej – w końcu garncarz to zawód ginący. - W przyszłości chciałabym, by moja pasja stała się sposobem na życie, moją pracą, ale jeszcze długa droga przede mną – podsumowuje Alicja.
(kar){/akeebasubs}
