Właśnie minął miesiąc, odkąd oglądam, na ekranie telewizora, codzienne demonstracje uliczne w ramach Strajku Kobiet.
Muszę przy tym wysłuchać różnorakich komentarzy, jakimi uporczywie uszczęśliwiają nas politycy. Zarówno ci, którzy strajk popierają, jak i zdyscyplinowana kadra prorządowa, podporządkowana swojemu wodzowi. Ta akurat ekipa wręcz imponuje mi pracowitością w wynajdowaniu niezliczonych argumentów, których celem jest zohydzenie ulicznych działań demonstrantów. Najbardziej zaskoczyło mnie powszechne oburzenie z powodu używania przez protestujących słów wulgarnych, a zwłaszcza jednego z nich, zaczynającego się od wyp... {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Najpierw kilka słów o owym „wyp...”. To słowo pochodzi od czasownika, który określa pewną erotyczną czynność. Rzeczywiście jego bezokolicznik brzmi wulgarnie, ale z dodanym na początku „wy” i na końcu „lać” znacznie łagodnieje. Zresztą pierwotne, sprośne znaczenie owego czasownika wyszło już nieco z mody i nie często słyszymy owo zabytkowe określenie. Na zasadzie analogii przypomnę słynne „spieprzaj dziadu”, czyli popularną odzywkę Lecha Kaczyńskiego. Czy było w niej coś niewłaściwego? Osobiście uważam, że nie. Wprawdzie niegdyś czasownik „pieprzyć” miał znaczenie dwuznaczne, ale dawno już o tym zapomniano i dzisiaj jest to takie sobie, żartobliwe określenie. Bo czy na przykład jest coś wulgarnego w wierszyku Jana Brzechwy, przeznaczonym dla dzieci: „Nie pieprz Pietrze wieprza pieprzem”? No właśnie. Zatem może bądźmy łagodniejsi z tym pomstowaniem na wulgaryzmy. Wracając do pierwszego z wymienionych czasowników. Wspomnę o próbie złagodzenia wulgarności polskiego języka, jaką podjął, pod koniec lat pięćdziesiątych, Jeremi Przybora. Otóż wymyślił on całkiem nowe słowo „chromolić”, które miało zastąpić popularny wulgaryzm. Przybora przedstawił swój pomysł w satyrycznej audycji radiowej „Spacerek przez eterek”, załączając zabawny słownik odmiany nowego czasownika. Ale kto dzisiaj jeszcze to pamięta? Przypuszczam, że gdybym powiedział do policjanta „odchromol się”, natychmiast dostałbym pałą w łeb.
W felietonach staram się unikać tak zwanych brzydkich wyrazów. Ale na jeden zapewne mogę sobie pozwolić, ponieważ to słowo jest już dzisiaj wręcz bastionem tradycji, a brzmi ono „dupa”. Wielokrotnie wykorzystano je w literaturze. Dla przykładu przytoczę cytat z Ferdydurke Witolda Gombrowicza: „Cztery litery to jest jedyna nasza broń. To broń chłopaka naszego. Dupa panowie”. Cytat dość aktualny w okresie strajków i buntu. Podobnie buntowniczy charakter ma znany wiersz Juliana Tuwima, w którym autor zwraca się do wybrańców z uprzejmą prośbą, aby pocałowali go w cztery litery. No cóż, staroświecka dupa, to bardzo popularny i lubiany wulgaryzm. Przypomnę pewien podhalański dowcip. Człowiek z nizin jedzie góralską dorożką. W pewnym momencie woźnica zaklął używając gwarowego słowa rzić. Co to jest rzić? - spytał ceper. Góral wyjaśnił mu, że to słowo oznacza tylną część ciała. Po chwili zastanowienia gazda zwrócił się do turysty: „a jak wy to, panocku, nazywacie?”. Dupa - odparł ceper. Góral głęboko zamyślił się, a po chwili oznajmił - Tyż piknie.
Pośród historycznych, polskich wulgaryzmów, niezniszczalnym i wciąż aktualnym jest słowo na literę k. Wcale nie pochodzi ono od łacińskiego curvus (krzywy). Używane było już w czasach prasłowiańskich i znaczyło to samo co dzisiaj. W literaturze pojawia się znacznie rzadziej, ale jednak pojawia się. Na przykład u Kochanowskiego w fraszce „Na matematyka”, a także u Stanisława Lema. W jednym z jego opowiadań okrzykiem bojowym rodu Selektytów jest słowo AWRUK. Proszę przeczytać je od końca. To słowo stało się współcześnie nieodłączną wstawką w niemal każde wypowiedziane zdanie. Niestety u większości naszej populacji. Kiedy kilkanaście lat temu tłumy Polaków nawiedzały Irlandię w poszukiwaniu pracy, tubylcy zdumieni byli, że Polacy, rozmawiając ze sobą, używają głównie jednego słowa. Wkrótce na zielonej wyspie nikt już nie mówił o naszych rodakach używając słowa Polish. Popularnym określeniem stało się „kurwa people”. People oznacza nację, naród. Przepraszam za użycie brzydkiego słowa, ale to był cytat. Dodam, że wyspiarskie określenie nie było z założenia obraźliwe. Po prostu wygodne dla Irlandczyka i zrozumiałe dla wszystkich.
Chyba na tym poprzestanę, bo mogę w tych wulgaryzmach zapędzić się za daleko.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
