- To, się u nas dzieje z psimi odchodami, to jest masakra – alarmuje radna Beata Boczar. Dochodzi do tego, że rodziny z dziećmi, chcące rozłożyć sobie koc na trawniku, nie mogą tego zrobić, bo wszędzie zalegają nieczystości. - Nie damy rady tego zwalczyć, jeśli wszyscy nie będziemy reagować – apeluje radna, prosząc o to, by zwracać uwagę właścicielom psów uchylającym się od obowiązku sprzątania.
TO JAKAŚ MASAKRA
Problem psich odchodów zalegających na terenach zielonych, a nawet na chodnikach miasta nie jest nowy. Raz po raz pojawiają się kolejne pomysły, jak dopingować właścicieli do sprzątania po swoich pupilach. Obecnie robią to tylko nieliczni. Z tą sytuacją nie może się pogodzić radna Beata Boczar, która już po raz kolejny apeluje o podjęcie zdecydowanych działań w tej sprawie. Tym razem skłoniły ją do tego obserwacje poczynione podczas niedawnego festiwalu foodtrucków odbywającym się na pl. Juranda. - Tego dnia było bardzo gorąco i nie wszyscy chcieli spożywać potrawy na placu. Część osób postanowiła przenieść się na okoliczne trawniki. Tam jednak nie było ani skrawka miejsca wolnego od psich odchodów – relacjonuje radna.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NAJPIERW POMÓŻMY, POTEM WYMAGAJMY
Z kolei radna Teresa Moczydłowska, zgadzając się z postulatem swojej koleżanki, wskazuje na inny aspekt sprawy. Według niej ze strony miasta brakuje zachęty dla właścicieli czworonogów, choćby w postaci tzw. psich stacji wyposażonych w woreczki oraz pojemników na nieczystości. Takie urządzenia, już dość dawno temu, ustawiła na swoich terenach Spółdzielnia Mieszkaniowa „Odrodzenie”. - Widzę, że u mnie na osiedlu ludzie z tego korzystają. Należałoby najpierw oblepić miasto specjalnymi tabliczkami o potrzebie sprzątania i ustawić stacje, a potem wymagać od mieszkańców. Czy koniecznie trzeba nosić w kieszeni woreczki na odchody? – zastanawia się Moczydłowska. Wiceburmistrz Ilona Bańkowska przekonuje jednak, że wcale nie ma potrzeby ustawiania specjalnych urządzeń. - Sama też mam psa i nie jest dla mnie wielkim problemem zabranie ze sobą woreczka, a potem wrzucenie go do zwykłego kosza na śmieci – mówi wiceburmistrz. Dodaje, że rok temu miasto ustawiło na swoich terenach ok. 50 tabliczek z apelem o sprzątanie po psach. - Wszystkie zniknęły w ciągu czterech dni – informuje Bańkowska.
(ew){/akeebasubs}
