Park nad małym jeziorem to jedno z wielu miejsc w Szczytnie, gdzie zalegają psie odchody. Jak skarży się nam jedna z mieszkanek, nagromadzenie nieczystości jest tu tak duże, że zniechęca do spacerów. Właściciele czworonogów traktują ten teren jak toaletę dla swoich pupili, ale mało kto po nich sprząta.

Zafajdany park
W parku nad małym jeziorem, podobnie jak w innych miejscach miasta, nietrudno o takie „niespodzianki”

AŻ ROBI SIĘ NIEDOBRZE

Problem psich kup zalegających na trawnikach parków, skwerów, a nawet na chodnikach powraca zawsze o tej porze roku, kiedy nie ma już śniegu. W ubiegłym tygodniu do naszej redakcji zadzwoniła mieszkanka pl. Wolności, by podzielić się swoimi obserwacjami dokonywanymi codziennie w pobliskim parku nad małym jeziorem. Tam, jak mówi, psie odchody zalegają w przerażających ilościach. - Wygląda to ohydnie, aż zbiera się na wymioty. Jest tam g.. przy g.. – nie szczędzi mocnych słów kobieta. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Dodaje, że właściciele czworonogów najczęściej wyprowadzają je w godzinach rannych, a niekiedy towarzyszą im też dzieci. Nasza rozmówczyni dziwi się takiemu niewychowawczemu podejściu, zauważając, że postawa dorosłych, którzy nie sprzątają po pupilach, nie stanowi dobrego wzoru. Stwarza też potencjalne ryzyko dla najmłodszych, bo na terenie parku znajdują się place zabaw, gdzie też załatwiają się psy. - Nie widziałam jeszcze, aby ktokolwiek po nich sprzątał – mówi mieszkanka.

Odwiedziliśmy park w miniony piątek. Rzeczywiście, w niektórych miejscach kupa leży na kupie, i to w bliskim sąsiedztwie placu zabaw. Nasza rozmówczyni pretensje ma nie tyle do służb porządkowych, ale do wykazujących się niską kulturą osobistą właścicieli czworonogów, którzy lekceważą obowiązek sprzątania po swoich pupilach.

REAGUJĄ, JAK WIDZĄ

Komendant straży miejskiej w Szczytnie Janusz Gutowski przyznaje, że egzekwowanie od nich tej powinności jest trudne. - Jak widzimy taką sytuację naocznie, to reagujemy i wyciągamy konsekwencje – zapewnia. Właściciele psów złapani na gorącym uczynku muszą się liczyć z mandatem w wysokości do 500 zł za zaśmiecanie terenu. Problem w tym, że bardzo trudno strażnikom egzekwować te przepisy. - Mamy dwuosobowy patrol na całe miasto. Poza tym w ostatnim czasie byliśmy delegowani do innych działań związanych z pandemią koronawirusa czy kontrolowaniem umów na odbiór śmieci – mówi komendant. Zachęca mieszkańców, by widząc właściciela, który nie sprząta po psie, zwracali mu uwagę. Jeśli to nie poskutkuje, należy zawiadomić straż miejską lub policję. Wtedy, o ile znajdzie się świadek, sprawa może trafić nawet do sądu. W praktyce zdarza się to jednak rzadko, bo mało kto chce się narażać na nieprzyjemności i kłótnie z właścicielami psów. - Sądy też różnie podchodzą do takich sytuacji. My zazwyczaj chcemy surowej kary, a one zasądzają tylko naganę – ubolewa Janusz Gutowski, dodając, że najlepszym sposobem jest edukowanie społeczeństwa od najmłodszych lat, tak jak to się odbywa w przypadku segregacji śmieci.

PSIE STACJE ZDAŁY EGZAMIN

Miasto nie wychodzi jednak mieszkańcom naprzeciw, choćby przez stawianie na obszarach zielonych specjalnych psich stacji, w których można zaopatrzyć się w worki na odchody, a następnie wrzucić je do specjalnych pojemników. Urządzenia takie postawiła za to na swoich terenach już wiele lat temu Spółdzielnia Mieszkaniowa „Odrodzenie”. Jej prezes Krzysztof Krakowski zdradza, że psie stacje podpatrzył za granicą, ale na początku podchodził do nich sceptycznie, zastanawiając się, czy u nas spełnią swoje zadanie. - Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zdało to egzamin. Widać, że ludzie się do tych urządzeń przyzwyczaili i z nich korzystają – mówi. Jego zdaniem najlepszym sposobem na zmianę nawyków właścicieli psów pozostaje edukacja. - Co prawda do Polaków najskuteczniej jest przemawiać przez portfel, ale wiadomo, że za każdym rogiem nie postawi się funkcjonariusza, który będzie karał – zauważa prezes Krakowski.

(ew){/akeebasubs}