Dla mieszkającej na kolonii Kucborka rodziny Mileny Mikulak każdy wyjazd z domu to nie lada wyzwanie. Wszystko przez prowadzącą do jej posesji drogę pokrytą koleinami, kałużami i błotem. Przejazd niektórymi odcinkami jest niemożliwy, bo samochód nie jeden raz utknął już w błotnistej mazi. Zdesperowani mieszkańcy próbują naprawiać drogę na własny koszt, ale to daje efekt tylko na krótko.

Zakopani w błocie
Milena Mikulak i jej rodzina, aby dostać się do domu, muszą brodzić w błocie i kałużach

ODCIĘCI OD ŚWIATA

Milena Mikulak wraz z rodziną mieszka na odległej od centrum wsi kolonii Kucborka. Do jej domostwa z jednej strony prowadzi odcinek gminnej drogi, z drugiej, od drogi krajowej nr 57, blisko kilometrowy fragment traktu należący do Lasów Państwowych. Stan obu nieutwardzonych dróg pozostawia wiele do życzenia. Błoto, kałuże i koleiny sprawiają, że nawet po najmniejszych opadach po rozmiękłej nawierzchni nie sposób przejechać.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Najgorzej wygląda jednak część drogi należącej do lasów. – Sytuacja pogorszyła się w kwietniu po prowadzonych tam robotach leśnych. Ciężki sprzęt zupełnie zniszczył drogę – skarży się Milena Mikulak. Próby naprawy zniszczonego odcinka poprzez wysypanie go pospółką nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. – Poronionym pomysłem było usypywanie drogi w sytuacji, kiedy jeszcze nie wywieziono drewna. Teraz znów pojawi się tu ciężki sprzęt i dopełni dzieła zniszczenia – uważa mieszkanka.

ZDANI NA SIEBIE

Dla rodziny pani Mileny brak normalnego dojazdu do domu to poważny problem. – Ani pogotowie, ani straż pożarna tędy nie przejedzie – żali się kobieta. Jej mąż kilka tygodni temu, wracając z nocnej zmiany w swoim zakładzie, zakopał się samochodem w grząskiej nawierzchni. – W środku nocy musiałam wzywać ciągnik, żeby go wydobył z błota – relacjonuje pani Milena. Mieszkańcy kolonii mają też kłopot z odbiorem śmieci. Przyjeżdżający po nie pracownicy wielbarskiej spółki ZGKiM, aby dostać się na posesję Mikulaków, byli zmuszeni zjechać z drogi na pole gospodarza. Ten co prawda pozwala swoim sąsiadom z niego korzystać, ale nie godzi się, aby grunt rozjeżdżały mu cięższe pojazdy. – Zadzwonił do mnie prosząc, abym zwróciła uwagę pracownikom spółki. Kiedy to zrobiłam, jeden z nich powiedział, że będziemy teraz musieli sami nosić śmieci aż do asfaltu – mówi kobieta, obawiając się, że po tym incydencie śmieciarka może już do niej nie dojechać.

Na początku grudnia, zdesperowani mieszkańcy sami wzięli się za naprawę drogi. Na własny koszt wynajęli ciągnik i zdobyli pokruszone dachówki, aby choć trochę zagęścić grząską nawierzchnię. Pani Milena nie ma jednak wątpliwości, że to tylko półśrodki. – Według mnie tę drogę należy porządnie uwałować, bo nasypywanie kruszywem niewiele daje, a tylko kosztuje – przekonuje kobieta. Dodaje, że wiele razy interweniowała w tej sprawie w ZGKiM oraz u wójta. Do tego ostatniego z prośbą o podjęcie działań, które ulżą mieszkańcom kolonii zwrócił się nawet dyrektor zakładu, w którym pracuje mąż pani Mileny.

PRZEJMĄ, TYLKO KIEDY?

Wójt gminy Wielbark Grzegorz Zapadka przyznaje, że nawiezienie pospółki na zniszczony przez ciężki sprzęt odcinek drogi niewiele dało. Zapewnia jednak, że gmina podjęła działania w celu poprawy sytuacji. – Poczyniliśmy już formalne kroki, aby przejąć tę drogę. Jednak jak długo potrwa cała ta procedura, tego nie jestem w stanie powiedzieć, bo w grę wchodzi też zamiana gruntów z prywatnym właścicielem – mówi wójt. Dodaje, że dopiero gdy gmina przejmie drogę, będzie można myśleć o kompleksowej naprawie. Teraz pozostają jedynie półśrodki. Na dodatek sprzymierzeńcem mieszkańców nie jest panująca obecnie aura. – Kiedy pada deszcz i jest mokro, nic nie da się zrobić – nie pozostawia złudzeń Grzegorz Zapadka.

Wygląda więc na to, że pani Milena i jej rodzina na razie są zdani tylko na siebie.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}