Na początku tygodnia w Urzędzie Gminy Jedwabno rozdzwoniły się telefony od poirytowanych mieszkańców z pretensjami, że dopiero po ponad miesiącu podano do publicznej wiadomości komunikat o skażeniu bakteriami coli wody z wodociągu w Witowie. Okazało się jednak, że winien jest sanepid. - Pracownik zamieścił w komunikacie złą datę – wyjaśnia dyrektor Grażyna Sosnowska.
SANEPID: TO NASZA WINA
W miniony piątek na stronie internetowej Urzędu Gminy w Jedwabnie pojawił się komunikat sanepidu. Informował on, że 20 grudnia 2018 r. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Szczytnie wydał decyzję o warunkowej przydatności wody do spożycia z wodociągu publicznego w Witowie. Zaopatruje on miejscowości Witowo, Waplewo, Dzierzki i Nowy Dwór. Powodem było wykrycie w pobranej próbce zanieczyszczenia mikrobiologicznego bakteriami grupy coli oraz wzrostem ogólnej liczby mikroorganizmów. Oznacza to, że woda do spożycia może być w tych czterech miejscowościach wykorzystywana wyłącznie po przegotowaniu.
Komunikat sanepidu wywołał prawdziwą burzę.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Dyrektor szczycieńskiego sanepidu przyznaje, że wina leży po stronie jej pracownika. - Po prostu wstawił złą datę. To nasz błąd, który nie powinien się zdarzyć – bije się w pierś dyrektor sanepidu Grażyna Sosnowska. Dodaje, że sprawa została już wyjaśniona, a komunikat sprostowany. W rzeczywistości badanie, które wykryło zanieczyszczenie, zostało przeprowadzone nie 20 grudnia, a 21 stycznia br.
DLACZEGO TAK BADAJĄ?
Zakwestionowana próbka pochodziła z budynku mieszkalnego w Waplewie. - Na naszym ujęciu w Witowie wszystkie badania były prawidłowe – zapewnia wójt, dodając, że dostarczająca tam wodę hydrofornia w Waplewie pod koniec ubiegłego roku, kosztem 1,5 mln zł, została gruntownie zmodernizowana. - To obecnie najnowocześniejsza hydrofornia w powiecie – podkreśla Ambroziak. Dziwi go sposób badania próbek przez sanepid. - Wybierają sobie jakiś kran w budynku mieszkalnym. Przecież może być on brudny. Wystarczy, że ktoś nie umyje rąk po wyjściu z toalety – zauważa. - Dlaczego my, jako gmina, mamy odpowiadać za niewłaściwy stan higieny w czyimś domu? – zastanawia się, podpowiadając sanepidowi, aby następnym razem pobierał wodę do badań z gminnych hydrantów.
Dyrektor Sosnowska wyjaśnia, że punkty poboru wody do badań są ustalane z zarządcami sieci. - To nie jest tak, że my idziemy tam, gdzie uważamy – mówi. Tłumaczy też, że procedura pobierania próbek odbywa się zawsze bardzo dokładnie i szczegółowo. - Najpierw woda jest przez określony czas spuszczana, następnie wylot kranu opala się ogniem i myje mydłem, a potem znów spuszcza się wodę. Dopiero wtedy pobieramy próbkę – wyjaśnia dyrektor. Według niej pobieranie próbek np. z hydrantów, mijałoby się z celem. - Woda jest produkowana dla konsumentów, a nie po to, by czysta leciała z hydrantów. Dlatego właśnie wyznaczone są takie a nie inne punkty poboru – broni sanepidowskich procedur Grażyna Sosnowska.
W poniedziałek 28 stycznia ponownie pobrano próbki wody do badań. Ostateczna wyniki mają być znane w czwartek.
(ew){/akeebasubs}
