Rozmowa ze Zbigniewem Gontarzewskim, kandydatem na burmistrza Szczytna
- W porównaniu do pierwszej tury, w drugiej głosów przybyło panu niewiele, za to rywalowi blisko dwukrotnie więcej. Wychodzi na to, że on się bardziej przyłożył do zadania?
- Ci, którzy głosowali na mnie, czynili to dlatego, że znają mnie i mój program. Pozostali głosowali przede wszystkim przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Bardzo często spotykałem się z opinią: „Ja do pana nic nie mam, ale jest pan z PiS-u”. Mimo to wynik jest dla mnie satysfakcjonujący.Wspólnie z moimi współpracownikami zrobiliśmy kawał dobrej roboty.
- Szyld partyjny, jak się okazało, był obciążeniem. Ludzie, tak jak w większości dużych miast w Polsce, zjednoczyli się wokół „anty PiS-u”. Pana to dziwi?
- Oczywiście. We wszystkich partiach, tak jak i ugrupowaniach, są ludzie porządni. Od ich aktywności i zaradności zależy, czy wykorzystają swoją przynależność partyjną do rozwoju swojego miasta. A przecież w przypadku partii rządzącej możliwości są zdecydowanie większe.
- Pana rywal sugerował, że jako burmistrz będzie pan jeździł do Olsztyna, czy Warszawy nie po to, by zdobywać środki finansowe, ale po instrukcje partyjne.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Taka opcja nie wchodziła w grę. Nigdy nie poświęciłbym swoich wartości dla kariery. Dowodzi tego mój życiorys. Gdy zostałem radnym z komitetu Pawła Bielinowicza, odmówiłem przyjęcia stanowiska wiceburmistrza i przeszedłem do opozycji, bo nie zgadzałem się z decyzjami naszego lidera. Będąc z kolei naczelnikiem WSPol, odmówiłem przeprowadzenia reorganizacji wydziału, bo nie widziałem do tego podstaw. Przyszłość pokazała, że miałem rację, ale swój sprzeciw przypłaciłem degradacją.
- Mańkowski, próbując pana zdyskredytować, wytykał panu w czasie wyborczych debat przynależność partyjną, przypominał wyborcom, że był pan policjantem. Dlaczego pan mu się nie rewanżował tym np., że on był w SLD i przez wiele lat współtworzył koalicję rządzącą miastem, którego sytuację dziś krytykuje.
- Nie chciałem wchodzić w polemikę, bo jej nie lubię. Wolałem toczyć merytoryczną dyskusję. Poza tym Szczytno to specyficzne miasto. Jest tu bardzo duży elektorat SLD-owski ze względu na obecność szkoły oficerskiej. Poruszając ten wątek, mógłbym tylko przysporzyć głosów panu Mańkowskiemu.
- Po pierwszej turze miał pan stratę 500 głosów do niego. Żeby walczyć w drugiej o zwycięstwo, trzeba było przejść do ataku, a nie wymieniać się tylko uprzejmościami. Pan nawet nie odpowiadał na jego przytyki.
- Chodziło o pozyskanie elektoratu kandydatów, którzy odpadli w pierwszej turze – Danuty Górskiej i Rafała Wilczka. Szybko okazało się, że na tych drugich nie mam co liczyć. Zabiegając o względy wyborców pani Górskiej, trudno byłoby osiągnąć sukces, wypominając Mańkowskiemu, że przez lata blisko z nią współpracował. Mój plan powiódł się tylko częściowo.
- Bardzo długo zwlekał pan z podjęciem oficjalnej decyzji o kandydowaniu. Nie żal panu straconego czasu, który można byłoby wykorzystać na swoją promocję?
- Plan był taki, żeby jak najmniej było kandydatów i elektorat łączyć, a nie dzielić. W tym przypadku bardzo zawiodłem się na panu Mańkowskim. Sądziłem, że to człowiek z zasadami, a okazało się, że jest wręcz przeciwnie. W marcu br. zapewniał mnie, że absolutnie nie ma zamiaru startować, ale będzie dążył do tego, aby pani Górska odeszła i mogę liczyć na jego wsparcie. Gdy zmienił zdanie, nie miał odwagi mnie o tym poinformować. O jego kandydowaniu dowiedziałem się z gazety.
- Czy po tej porażce wycofa się pan ze sceny samorządowej, czy raczej myśli o rewanżu?
- Pozostanę aktywny. Na razie poczekajmy, aż kurz wyborczy opadnie. Teraz trzeba kibicować panu Krzysztofowi, żeby w naszym mieście zaczęło się coś dziać. Do następnych wyborów mamy aż 5 lat. Jest trochę czasu na przeanalizowanie tego co złego w naszym sztabie zrobiliśmy i co poprawić.
- W waszym sztabie dominują ludzie starsi, nie widać młodych. To nie najlepiej wróży na przyszłość.
- Do niedawna w ogóle brakowało nam ludzi. Nie było konstruktywnej pracy. Teraz jest nawet spora grupa, która chce się spotykać i coś robić. Młodych nam niestety brakuje. Musimy coś zrobić, żeby ich pozyskać, tak jak to zrobił Rafał Wilczek.
- Może warto byłoby włączyć do waszego projektu inne ugrupowania i stowarzyszenia, tak jak to uczynili inni?
- Wyciągamy wnioski, następna kampania będzie się rządziła swoimi prawami. Zobaczymy ile pan Krzysztof zrealizuje ze swoich obietnic. Kibicując mu, będziemy jednocześnie punkt po punkcie z nich rozliczać.
Rozmawiał
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
