Rafał Kot i Rafał Wilczek zakończyli swoją rowerową eskapadę wokół Europy. Przejechali 10,5 tysiąca kilometrów w ciągu niecałych 6 miesięcy. W międzyczasie wzięli udział w biegach długodystansowych, zdobywając maratońską koronę.

Zdobyć i poznać Europę

NA POCZĄTEK IRLANDIA

Obaj imiennicy urodzili się i obecnie mieszkają w Szczytnie. Poznali się dość dawno temu, w młodzieńczym wieku, podczas treningów aikido. Ich drogi na chwilę się rozeszły w dorosłym życiu, ale szybko znów się spotkali w... Irlandii. Wyjechali z kraju za pracą i los zrządził, że stali się pracownikami tej samej firmy. Po kilku latach monotonnych zajęć doszli do wniosku, że powinni jednak dokonać w życiu czegoś więcej. Wspólnie przyznali, że choć mieszkają w Irlandii już dłuższy czas, prawie wcale jej nie znają. Postanowili więc urządzić rowerową wycieczkę dookoła tego wyspiarskiego kraju. Szlak liczący 2 500 km pokonali w ciągu 25 dni. Było to też swojego rodzaju pożegnanie z wyspą, bo po jej objechaniu wrócili do kraju. Kiedy spotkali się w gronie znajomych, a rozmowa zeszła na tematy podróżnicze, ktoś żartem zasugerował, że teraz powinni objechać Europę.

- A czemu by nie! – zdecydowali obaj już na poważnie i rozpoczęli przygotowania.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

W MIĘDZYCZASIE MARATOŃSKA KORONA

Nim ruszyli w trasę, którą zaplanowali na 10 500 km, musieli się odpowiednio przygotować, nie tylko sprzętowo, ale i kondycyjnie. Aby poprawić wytrzymałość fizyczną, wystartowali w dwóch krajowych maratonach. Po ich ukończeniu, co przyszło im dość łatwo, pomyśleli, że warto byłoby się pokusić o zdobycie Korony Maratonów Polskich. Tytuł ten otrzymuje się za ukończenie 5 najważniejszych krajowych biegów w ciągu 2 lat.

- Nam ta sztuka udała się w trakcie jednego sezonu – cieszą się Rafałowie. Wyjaśniają, że trzykrotnie przerywali swą rowerową podróż po Europie. Najpierw w Antwerpii, by zaliczyć maraton we Wrocławiu, potem Hamburgu na bieg w Warszawie i w Szczecinie na start w Poznaniu. Odcinki te pokonywali autostopem i jak wyliczyli przejechali wówczas dodatkowo ok. 5 000 km.

4 TYS. I W DROGĘ!

W swoją życiową wyprawę ruszyli ze Szczytna 2 maja. Trasa, jaką sobie wytyczyli, wiodła najpierw poprzez południowe strony kraju do m. in.: Słowacji, Rumunii, nad brzegi Morza Czarnego, do Grecji, Albanii, Włoch, Francji i Monako. Nie ominęli też Andory, Hiszpanii, Francji, Holandii i Niemiec. Do kraju wrócili w drugiej połowie października.

Mieli przy sobie zaledwie 4 tys. zł na osobę, ale to w zupełności wystarczyło, nawet wliczając koszty napraw rowerów, co na szczęście nie zdarzało się często.

- Głównie trzeba było wymieniać uszkodzone lub zdarte opony – wyjaśnia Rafał Kot.

Na hotele nic nie wydali, bo nocowali w namiocie, a odżywiali się skromnie i prosto, co niewiele ich kosztowało. Na nocleg najczęściej rozbijali się w przydomowych ogrodach. Nie spotykali się z odmową, a raczej ciepłym i miłym przyjęciem. Dobrze wspominają Rumunię, przed którą ostrzegali ich inni podróżnicy, że to niegościnny kraj, że często zdarzają się kradzieże. Ich nic takiego nie spotkało. Opowiadają natomiast o noclegu w małym miasteczku, w ogródku pewnej rodziny, która hodowała kilkanaście kotów, kur i królików. Bardzo wczesnym rankiem cała ta czereda zwierzaków usiłowała wepchnąć się im do namiotu, no i nie było mowy o dłuższym wylegiwaniu się. Z kolei we Francji, gdy rano wyszli z namiotu, zauważyli, że rozbili się w ogródku przy ul. … Wałęsy.

Choć obaj Rafałowie biegle posługują się angielskim, to jednak jego znajomość w Europie, wbrew powszechnym opiniom, jest dość słaba. W małych miejscowościach, bo w takich na ogół nocowali, miejscowi znali tylko swój ojczysty język. Mimo to nie mieli specjalnych kłopotów z dogadaniem się.

- W jednym z miasteczek we Włoszech, z miejscowym nestorem, który znał tylko rodzimy język „przegadaliśmy” za pomocą mowy gestów prawie całą noc – wspominają.

W niektórych wioskach leżących z dala od turystycznych szlaków, m. in. w Hiszpanii wywoływali wręcz sensację. Miejscowi dziwili się, że odwiedzili ich przybysze z tak odległych stron i choć praktycznie nic nie wiedzieli o Polsce, podejmowali podróżników obfitym poczęstunkiem.

Pokonywali dziennie dystans 80 – 100 km, ale zdarzało się i ponad 200, gdy nadganiali stracony czas. Nie zawsze potrafili bowiem pokonać wcześniej wyznaczone odległości. Na pierwsze niespodzianki z tym związane natknęli się w Chorwacji. Studiując wcześniej mapy spodziewali się łatwej, płaskiej trasy, tymczasem okazało się, że musieli pokonywać górzyste odcinki, biegnące po nadmorskich skałach, smagani dodatkowo mocnym wiatrem. Trudne etapy przyszły też w Pirenejach we Francji. Tam wdzierali się rowerami na wysokość około 2 500 m n. p. m. Pokonywali strome podjazdy, na których kilka dni później rozgrywane były górskie etapy wielkiego kolarskiego wyścigu Tour de France. Z kolei w Hiszpanii jechali trasą nie mniej słynnego wyścigu Vuelta a Espana. We znaki dały się im także góry w Albanii. Momentami dokuczliwe były również temperatury. We wspomnianej Francji jechali pod rozgrzanym niebem w 30-stopniowym skwarze, by z kolei w pobliskiej Andorze pokonywać górskie przełęcze przy zaledwie 3 stopniach. Gdy jeszcze dodamy do tego jednoczesny udział w maratonach, wysiłek fizyczny był ogromny. Obaj podróżnicy jednak nie narzekają.

- Zmęczenie i wyrzeczenia ponoszone na trasie rekompensują wspaniałe widoki, odkrywanie nieznanych krain, np. pustyni w Hiszpanii, czy poznawanie ludzi innych kultur – wspominają Rafałowie.

Obaj podróżnicy nie zamierzają spocząć na laurach. W najbliższym czasie chcą zdobyć Maratońską Koronę Ziemi, czyli uczestniczyć w 7 biegach na 7 kontynentach, w tym na Antarktydzie. Liczba twardzieli, którym udał się ten wyczyn jest niewielka – 400 osób na całym świecie, w tym zaledwie 13 Polaków. Nim to jednak nastąpi, zamierzają wrażeniami ze swojej podroży po Europie podzielić się z innymi.

- Może uda nam się komuś zaszczepić podróżniczą żyłkę – ma nadzieję Rafał Wilczek. Dodaje, że obaj planują serię spotkań nie tylko w Szczytnie, ale i innych miastach naszego województwa.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}